Na antenie rosyjskiej telewizji państwowej znany propagandysta Kremla Władimir Sołowjow mówił o możliwości uderzenia rosyjskich sił zbrojnych "w dowolne miejsce w Europie", sugerując jednocześnie brak odwetowej reakcji ze strony Stanów Zjednoczonych.
- Władimir Sołowjow, czołowy propagandysta Kremla, przekonywał w rosyjskiej telewizji państwowej, że Rosja może uderzyć w dowolny kraj Europy i USA nie zdecydują się na militarną odpowiedź.
- W programie padły skrajnie brutalne wypowiedzi dotyczące Ukrainy - szczegóły poniżej.
- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
Władimir Sołowjow - najbardziej znany propagandysta Kremla i prowadzący programy publicystyczne w rosyjskiej telewizji państwowej Rossija 1, dyskutował o wojnie rosyjsko-ukraińskiej i stosunkach z Zachodem.
Jego retoryka często odzwierciedla przekazy Kremla. Choć Sołowjow nie pełni żadnej oficjalnej funkcji, jest sojusznikiem Putina i jego wypowiedzi są regularnie powielane przez rosyjskie media państwowe i powszechnie uznawane za odzwierciedlenie rzeczywistych intencji Moskwy.
Jak relacjonuje brytyjski "Express", Sołowjow stwierdził, że Europa nie jest już chroniona przez Stany Zjednoczone i Moskwa może atakować cele zachodnie bez obawy przed odwetem.
Zasadniczo możemy uderzyć wszędzie. Amerykanie nie odpowiedzą odwetem - cytuje wypowiedź brytyjski "Express".
Sołowjow przewidywał także, że Rosja wejdzie w sojusz ze Stanami Zjednoczonymi pod rządami Donalda Trumpa, gdyż Waszyngton niebawem porzuci swoją tradycyjną rolę gwaranta bezpieczeństwa Europy. Jak stwierdził, państwa europejskie są obecnie "zdane na siebie"; oskarżył też zachodnich przywódców o eskalowanie konfliktu poprzez dalsze wspieranie Ukrainy.
Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego określił jako porzuconego przez Zachód.
Ogólnie rzecz biorąc, Kijów zamienił się w martwe miasto i dobijemy je - powiedział, wzywając cywilów do ucieczki.
Wtórował mu Igor Markow, były ukraiński polityk mieszkający obecnie w Rosji, który posunął się jeszcze dalej i wezwał do egzekucji ukraińskich przywódców politycznych.
Powinniśmy mieć tylko jeden dylemat - kogo rozstrzelać, a kogo powiesić. Ci, którzy się nie poddadzą - koniec - powiedział Markow.
Donald Trump podczas swojego pobytu w Davos przyznał na antenie Fox News, że zastanawia się, czy Europa przyszłaby z pomocą Stanom Zjednoczonym, gdyby zaszła taka potrzeba.
Zawsze powtarzałem, czy będą, jeśli kiedykolwiek będziemy ich potrzebować? To naprawdę ostateczny test i nie jestem tego pewien - mówił. Po czym dodał: Nigdy ich nie potrzebowaliśmy. Powiedzą, że wysłali trochę wojsk do Afganistanu... i tak zrobili, trzymali się trochę z tyłu, trochę poza linią frontu.
Z kolei w środę Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji, powiedziała, że w USA doszło do trwałej "reorientacji", w ramach której Europa przestała być środkiem ciężkości. Jej zdaniem NATO powinno stać się bardziej europejskie, by pozostać silne. W tym celu konieczna jest synchronizacja działań UE z Sojuszem.
Europa musi się zmobilizować - podkreśliła Kallas. Żadnemu wielkiemu mocarstwu w historii nie udało się zlecić swojego przetrwania na zewnątrz i dzięki takiemu outsourcingowi przetrwać. Zwłaszcza teraz, gdy Stany Zjednoczone kierują swoje cele poza granice Europy, NATO musi stać się bardziej europejskie, aby pozostać silne - mówiła Kallas.