Wbrew oficjalnym deklaracjom o dążeniu do pokoju, Muhammad ibn Salman miał prywatnie namawiać prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa do uderzenia na Iran - ujawnia "Washington Post". Faktyczny przywódca Arabii Saudyjskiej prowadził w tej sprawie rozmowy telefoniczne, podczas gdy publicznie Rijad apelował o dyplomację.

REKLAMA

  • Saudyjski książę Muhammad ibn Salman prywatnie namawiał Donalda Trumpa do ataku na Iran.
  • Rijad prowadził podwójną grę dyplomatyczną, bo publicznie opowiadał się za pokojowym rozwiązaniem.
  • Skąd taka taktyka Arabii Saudyjskiej? Wyjaśnienie znajdziesz w poniższym artykule.
  • Po więcej ważnych informacji z Polski i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl. Bądź na bieżąco!

Według "Washington Post", który powołuje się na źródła zaznajomione z przebiegiem rozmów, Muhammad ibn Salman wielokrotnie kontaktował się z Donaldem Trumpem w ostatnich tygodniach. W prywatnych rozmowach faktyczny przywódca Arabii Saudyjskiej przekonywał amerykańskiego prezydenta do użycia siły wobec Iranu.

Działania saudyjskiego księcia miały być sprzeczne z oficjalnymi komunikatami Rijadu.

Po rozmowie telefonicznej z prezydentem Iranu Masudem Pezeszkianem Muhammad ibn Salman zapewniał publicznie, że nie dopuści do wykorzystania saudyjskiej przestrzeni powietrznej do ataku na Iran. Jednak w rozmowach z Trumpem ostrzegał, że brak zdecydowanej reakcji USA może wzmocnić pozycję Teheranu w regionie.

Amerykański dziennik informuje, że w działania na rzecz przekonania Stanów Zjednoczonych do interwencji zaangażowany był także brat księcia, minister obrony Chalid ibn Salman, który prowadził rozmowy w Pentagonie.

Wiadomo również, że do ataku na Iran zachęcał amerykańskiego przywódcę premier Izraela Benjamin Netanjahu.

Obawy przed odwetem

Iran od lat pozostaje największym rywalem geopolitycznym Arabii Saudyjskiej na Bliskim Wschodzie.

Według doniesień 'Washington Post", podwójna strategia Rijadu miała wynikać z obaw przed irańskim odwetem w przypadku amerykańskiego ataku.

Ostatecznie jednak Teheran zaatakował w sobotę cele w Arabii Saudyjskiej.

Teheran zraził do siebie państwa Zatoki Perskiej

Co istotne, Arabia Saudyjska nie jest jedynym krajem Zatoki Perskiej, który został w sobotę zaatakowany przez Iran. Teheran przeprowadził ostrzał w całym regionie, od Zjednoczonych Emiratów Arabskich po Bahrajn.

Choć irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej twierdził, że ataki były wymierzone w 27 baz amerykańskich i obiekty izraelskie, to ucierpiały również cztery lotniska cywilne w Kuwejcie, Dubaju, Abu Zabi i Katarze. Ostrzelane zostały także dwa hotele w Dubaju.

W ten sposób Teheran nie tylko uszkodził budynki w państwach Zatoki Perskiej, ale też zakłócił funkcjonowanie lotnisk i dostaw ropy naftowej.

Stacja CNN zauważa, że ataki Iranu na arabskich sąsiadów przyniosły skutek odwrotny od zamierzonego - nie sprawiły, że tamtejsze rządy poparł Teheran zaatakowany przez Amerykę i Izrael, a zaostrzyły podział między sunnickimi krajami Zatoki Perskiej a szyickim Iranem.

Według Beth Sanner, byłej wiceszefowej Wywiadu Narodowego USA, Iran "zupełnie błędnie interpretuje sytuację w Zatoce Perskiej". Zamiast zyskać poparcie innych państw Zatoki Perskiej, działania Teheranu wciągnęły je do antyirańskiej koalicji - mówi.