"Nie chcemy nikomu niczego pokazywać. Nie musimy nikomu niczego udowadniać. Należy robić coś tylko dla siebie" - tak w łączeniu z RMF FM prosto z Nepalu mówi Alex Txikon, który po raz drugi spróbuje zdobyć zimą ośmiotysięcznik Manaslu. Baskijski himalaista pierwszą próbę podjął rok temu i udało mu się wtedy przekroczyć wysokość 7000 metrów. Tym razem znów jego partnerem będzie Włoch Simone Moro. Kilka lat temu dokonali razem pierwszego zimowego wejścia na Nanga Parbat, a teraz chcą powtórzyć polski wyczyn z 1984 roku i stanąć zimą na szczycie Manaslu. W bazie spotkają tym razem m.in. Polaka Oswalda Rodrigo Pereirę. Txikon w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Rodakiem nie wyklucza, że może to być jego ostatnia zimowa wyprawa. "Zacząłem je w 2011 roku i rozmawiamy teraz 10 lat później. Jeśli ciągle będę podejmował kolejne próby co zimę, nigdy mogę nie być w stanie zrobić kroku do przodu w swoim życiu, poprawić się w alpinizmie i himalaizmie... W życiu trzeba robić różne rzeczy i podobnie jest w przypadku osób, które związały swoje zawodowe życie z górami" - zaznacza.

REKLAMA

Michał Rodak: Jak wygląda teraz Katmandu? W czasach przed pandemią zawsze tętniło życiem. Teraz jest puste, czy widać w Nepalu wspinaczy i osoby szykujące się do trekkingów?

Alex Txikon: Katmandu wygląda teraz naprawdę ładnie. Pogoda jest bardzo dobra, a powietrze o wiele czystsze niż zwykle, bo jeździ mniej samochodów. W mieście jest mniej ludzi niż zwykle, bo sporo miejsc jest ciągle zamkniętych i mniej osób pracuje z powodu pandemii. Czyste powietrze sprawia, że o wiele lepiej widać góry. Spotkaliśmy w mieście bardzo, bardzo niewielu turystów wybierających się na trekkingi w Himalajach. Może nie aż tak jak w zeszłym roku, gdy przylecieliśmy na naszą pierwszą zimową wyprawę na Manaslu i byliśmy praktycznie sami, ale osób z zagranicy wciąż jest bardzo mało.

Drugi rok z rzędu spróbujesz zdobyć ten szczyt zimą. Chciałeś po prostu dokończyć to, co z zespołem rozpoczęliście rok temu? Nie kusiła cię na przykład kolejna próba wejścia bez dodatkowego tlenu zimą na Mount Everest?

Taka zimowa wyprawa na Everest pochłania przede wszystkim o wiele więcej energii niż jest w przypadku Manaslu. Z Everestem próbowałem zimą trzy razy, raz na K2. Wejście zimą na Everest bez dodatkowego tlenu nie jest niemożliwe. Udało nam się osiągnąć taki cel na Nanga Parbat i nic przecież nie jest nie do zrobienia, ale uznałem, że wolę mieć jednak procentowo trochę więcej szans na zdobycie szczytu i bezpieczne zejście, czyli pełny sukces. Poczułem taką szansę rok temu na Manaslu. Nie jest tak zabójczą górą, a myślę, że wszyscy popełniamy błędy. Teraz chciałbym zakończyć ten projekt i zdobyć zimą Manaslu, a potem zobaczymy co będzie dalej. Uwierz mi, że jeśli to nam się uda, może będzie to dla mnie ostatnia duża zimowa wyprawa. Zacząłem w 2011 roku i rozmawiamy teraz 10 lat później. Jeśli ciągle będę podejmował kolejne próby co zimę, nigdy mogę nie być w stanie zrobić kroku do przodu w swoim życiu, poprawić się w alpinizmie i himalaizmie... W życiu trzeba robić różne rzeczy i podobnie jest w przypadku osób, które związały swoje zawodowe życie z górami.

Jaki jest twój plan na tę wyprawę?

Plan jest prosty i jasny. Po kilku dniach w Katmandu przenieśliśmy się do Samagaun (ostatnia wioska na trasie pod Manaslu, położona najbliżej bazy pod szczytem - przyp.red.). Po krótkiej aklimatyzacji, 21 grudnia chcielibyśmy dotrzeć do bazy. Tam bardzo szybko chcemy przyjrzeć się warunkom, by ocenić, którą drogę na szczyt powinniśmy wybrać i która da nam większe szanse na sukces.

Razem z całym zespołem przyleciałeś do Nepalu o dwa tygodnie wcześniej niż rok temu. Chcesz wykorzystać czas od pierwszego dnia zimy? Pogoda w tym pierwszym okresie może być lepsza niż w styczniu?

Na razie pogoda jest tutaj piękna. Gdybym miał porównywać do ubiegłego roku, gdy przylecieliśmy 1 stycznia, było wtedy o wiele zimniej. Teraz w ciągu dnia po Katmandu można było chodzić w samym t-shircie. Właśnie dlatego chcieliśmy przylecieć już wcześniej. Pozwolenia na zimową wyprawę można tutaj otrzymać od 1 grudnia do końca lutego, ale dla mnie prawdziwa zima zaczyna się 21 grudnia i kończy 21 marca. W marcu w Nepalu nikt w historii nie zdobył ośmiotysięcznika. Teraz pogoda jest bardzo stabilna i bardzo dobra. Chcemy wykorzystać czas, nie spieszyć się i nie poddawać żadnej presji.

Na kiedy macie bilety powrotne na samolot do domu?

Nasz samolot powrotny odleci 10 lutego. Wyprawa potrwa więc 2 miesiące. Jeśli będziemy musieli zakończyć ją wcześniej, to na pewno to zrobimy. Wszystko zależy od przebiegu wydarzeń, ale jednocześnie nie chcemy przedłużać naszej próby do końca zimy. Taki ułożyliśmy kalendarz, ale może się też okazać, że dotrzemy do bazy, a tam spadną 3 metry śniegu w kilka dni i żadne próby nie będą miały sensu. Wszystko zależy od pogody.

Wasz zespół będzie taki sam jak rok temu. Będą z tobą Inaki Alvarez i Simone Moro. Poprzednim razem współpraca układała się aż tak dobrze?

Tak, będziemy znów działać razem z Simone i Inakim. Miał z nami być też Sajid Sadpara (syn Aliego Sadpary, który razem z Moro i Txikonem dokonał pierwszego zimowego wejścia na Nanga Parbat, ale zginął rok temu na zimowej wyprawie na K2 - przyp.red.), ale niestety tak się nie stanie. Ma pewne problemy zdrowotne po swojej ostatniej ekspedycji w Nepalu i musi odpocząć. Liczyliśmy, że tym razem do nas dołączy, ale ostatecznie pozostaliśmy w takim samym składzie, jak rok temu. Będziemy w małym zespole i zobaczymy, co uda nam się osiągnąć.

Rok temu Nepalczycy zamknęli ważny rozdział w historii, zdobywając zimą K2. Chcecie razem z Simone pokazać, że to nie koniec zimowego himalaizmu na ośmiotysięcznikach?

Nie, nie chcemy nikomu niczego pokazywać. Nie musimy nikomu niczego udowadniać. Należy robić coś tylko dla siebie. Motywacją do działania może być tylko to, że to lubisz. W innym wypadku to nie ma sensu. Motywuje mnie cel, który chcę osiągnąć.

Historyczne sukcesy Polaków

12 stycznia 1984 roku pierwszego zimowego wejścia na Manaslu dokonali dwaj Polacy - Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski. 2 lata później, 10 listopada 1986 roku Jerzy Kukuczka i Artur Hajzer weszli natomiast zarówno na szczyt główny, jak i na niższy wierzchołek Manaslu East Pinnacle (7992 m). Przed ubiegłoroczną wyprawą Simone Moro zapowiadał, że chciałby połączyć te osiągnięcia, a więc zdobyć oba szczyty zimą.