Rosjanie ruszają na front skuszeni ogromnymi wypłatami, które mają odmienić ich życie i spłacić długi. Rzeczywistość okazuje się jednak brutalna: zamiast spłacać kredyty, żołnierze oddają lwią część zarobków swoim dowódcom. Płacą za prawo do urlopu, za przeniesienie na bezpieczniejsze tyły, a najczęściej po prostu za to, by nie zostać wysłanym na pewną śmierć w „mięsnych szturmach”.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Zjawisko systemowej korupcji na froncie stało się dla wielu rosyjskich oficerów dochodowym biznesem. Żołnierze, z którymi rozmawiali dziennikarze serwisu Meduza, opisują mechanizm "wykupu" od niebezpiecznych zadań bojowych. Stawka za nieuczestniczenie w ataku na pierwszej linii wynosi często równowartość miesięcznego żołdu - około 200 tysięcy rubli, czyli około 9300 - 9500 zł.
Wybór był prosty: podpisujesz kontrakt albo idziesz do szturmu. Chciałem żyć, więc podpisałem. A potem, żeby nie iść na pozycje, trzeba było "odpalić dolę" - relacjonuje 40-letni Ilia, operator dronów, który został wysłany na linię frontu. Ci, którzy nie mają pieniędzy lub odmawiają płacenia, trafiają do jednostek szturmowych, gdzie szanse na przeżycie są minimalne.
Kolejny rozmówca Meduzy, Samir, przyznaje, że kontrakt podpisał 7 września 2025 roku, a dwa dni później już był na poligonie Pogonowo w obwodzie woroneskim. Stamtąd przewieziono go do obwodu ługańskiego (w Ukrainie). Traktowano nas jak zwierzęta, karmiono jak świnie: suchą gryką. Mieszkaliśmy w ziemiance - opisuje. Dowódcy Samira opisali mu perspektywy w bardzo klarowny sposób - "wszyscy jesteście 'ładunek 200'". "Ładunek 200" to termin używany w krajach byłego Związku Radzieckiego, oznaczający transport ciała żołnierza poległego na polu bitwy. Pochodzi z czasów radzieckich i odnosi się do kodu wojskowego używanego do oznaczania transportu zwłok.
"Jesteście wszyscy milionerami, jesteście wszyscy '200', jesteście wszyscy trupami" - usłyszał Samir na powitanie. Rosyjski żołnierz opisuje: żeby uniknąć wyjazdu na pozycje, płaci się nawet pół miliona rubli. Wtedy zostaje się za liniami i pracuje w kantynie, w łaźni, przy budowie umocnień. Nie płaci się raz, ale za każdorazowo. Rotacja jest ogromna - cytuje Samira Meduza.
"Mięsne szturmy" to określenie używane w kontekście wojny w Ukrainie, które odnosi się do taktyki polegającej na masowym ataku piechoty na często dobrze umocnione pozycje przeciwnika. Taktyka ta wiąże się z kolosalnymi stratami w ludziach.
Łapówki nie zawsze przybierają formę gotówki przekazywanej do ręki. Dowódcy często zmuszają podwładnych do kupowania drogiego sprzętu, który rzekomo ma służyć jednostce, a w rzeczywistości staje się własnością prywatną oficerów lub jest spieniężany.
20-letni Michaił wspomina, jak dowódca plutonu zażądał od niego "prezentu" dla dowódcy batalionu w postaci quada wartego 800 tysięcy rubli. Z mojej karty ściągnięto milion rubli, a potem jeszcze 400 tysięcy na rzekomy remont tego quada. Pieniądze przesłała mi matka, bo wszystkie wypłaty z frontu przekazywałem jej na leczenie - opowiada chłopak.
Łącznie w ciągu ośmiu miesięcy służby Michaił oddał dowódcom około dwóch milionów rubli.
Decyzję o łapówce trzeba podejmować w biegu. Michaił twierdzi, że pijany dowódca plutonu krzyknął do niego, że zostanie wysłany na front, jeśli zwierzchnik nie zobaczy wysłanych pieniędzy w ciągu 30 minut.
Płacić trzeba naturalnie także za urlopy. Od 100 do 150 tys. rubli, a dowódca udziela zgody na "nierejestrowany wypoczynek". Na papierze żołnierz przebywa w jednostce. W jednostkach rozpoznania jest drożej. Michaił podaje kwotę pół miliona rubli za dwa tygodnie urlopu.
Tu sprawa jest prosta. Metody są dwie. Czasem proceder odbywa się w białych rękawiczkach. Żołnierz dostaje po prostu rozkaz stacjonowania bliżej linii frontu. W ten sposób zwiększa się prawdopodobieństwo jego śmierci. To uczciwe na tyle, na ile uczciwość jest możliwa w rosyjskiej armii - przynajmniej każdy zna konsekwencje.
Ale nie zawsze jest tak "humanitarnie". Meduza oddaje głos Georgijowi - Na początku nie chciałem płacić. Dlatego nie pozwalali mi spać, nie dawali wody. Wysyłali mnie na misje rozpoznawcze bez karabinu maszynowego, bez pomocy nawigacyjnych. Więc zrozumiałem, że muszę zapłacić.
Korupcja przenika każdy aspekt życia obozowego. Żołnierze muszą zrzucać się na wszystko: paliwo, jedzenie, a nawet dostęp do łaźni. Choć pomoc humanitarna od wolontariuszy dociera na front, żołnierze rzadko ją widzą - nowoczesny sprzęt, taki jak terminale czy drony, bywa traktowany przez dowódców jako towar na sprzedaż lub pretekst do kolejnych zbiórek pieniędzy od podwładnych.
Najbardziej mrocznym aspektem frontowej ekonomii jest los poległych. Według relacji świadków, dowódcy potrafią przejmować telefony, karty bankowe i kosztowności zabitych żołnierzy jeszcze zanim ich śmierć zostanie oficjalnie zgłoszona.