"Dzisiejsze wystąpienie będzie w klasycznym stylu Donalda Trumpa. Będzie zabawnie, będzie rozrywkowo. Dziś wieczorem w sali padną strzały" - zażartowała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt w wywiadzie dla Fox News przed galą korespondentów Białego Domu, nieświadoma, że kilka chwil później rzeczywiście padną strzały.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
28-letnia rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt często wzbudza kontrowersje. Znana z ostrego, ciętego języka Leavitt zasłynęła w ostatnim roku m.in. z niekoniecznie dyplomatycznej odpowiedzi na pytanie dziennikarza HuffPost o to, kto wybrał miejsce spotkania Trumpa z rosyjskim dyktatorem Władimirem Putinem. Twoja stara - odpowiedziała Leavitt.
Karoline Leavitt przed galą Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w Waszyngtonie udzieliła krótkiego wywiadu Fox News. Została poproszona o komentarz na temat atmosfery wydarzenia.
W rozmowie z dziennikarzem rzuciła żart, który w świetle późniejszych wydarzeń nabrał niepokojącego znaczenia. Jej słowa o "strzałach, które padną" okazały się nie tylko niefortunne, ale i prorocze. W kontekście imprezy, która łączy dziennikarzy, polityków i celebrytów, i na której często padają cięte riposty oraz żarty, jej wypowiedź została początkowo odebrana jako typowa gra słów, odnosząca się do wymiany uszczypliwości między uczestnikami.
Dzisiejsze wystąpienie będzie w klasycznym stylu Donalda Trumpa. Będzie zabawnie, będzie rozrywkowo. Dziś wieczorem w sali padną strzały - zażartowała.
JUST NOW: Karoline Leavitt calls on everyone to watch tonight because Donald Trump will bring the heat and there will be shots fired"LETS FREAKING GO pic.twitter.com/GMkccJ7qvw
MAGAVoiceApril 25, 2026
Kilka chwil później w hotelu, w którym odbywała się gala korespondentów Białego Domu, rzeczywiście doszło do incydentu z użyciem broni palnej. 31-letni napastnik, z wykształcenia nauczyciel, otworzył ogień w hotelowym lobby, po czym został ujęty przez służby. Zdążył postrzelić jednego z agentów Secret Service. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump oraz jego żona Melania zostali ewakuowani.
Wypowiedź Leavitt szybko stała się w sieci viralem, a jej słowa cytowały największe światowe media, m.in. BBC, CNN, "Le Figaro" czy Politico. Rzeczniczka Białego Domu została poproszona o wyjaśnienie swojego żartu. W oficjalnym oświadczeniu podkreśliła, że jej intencją nie było wywołanie niepokoju, a słowa odnosiły się wyłącznie do żartobliwego tonu wydarzenia.
Jak podają zagraniczne media, eksperci ds. komunikacji politycznej zwracają uwagę, że w obecnych czasach, gdy napięcia społeczne i polityczne są wyjątkowo duże, nawet niewinne żarty mogą zostać odebrane w sposób niezamierzony przez autora. Incydent z udziałem Leavitt pokazuje, jak cienka jest granica między humorem a nieodpowiedzialnością w przestrzeni publicznej.