Węgierskie wojsko będzie chronić gazociąg TurkStream, którym do tego kraju trafia rosyjski gaz ziemny - ogłosił Viktor Orban po posiedzeniu rady obrony w niedzielę. Wcześniej tego dnia serbskie władze poinformowały o znalezieniu materiałów wybuchowych na północy Serbii przy tym gazociągu. Szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto mówił w tym kontekście o "ataku terrorystycznym". Z kolei lider opozycyjnej partii TISZA Peter Magyar zasugerował, że incydent mógł być "rządową operacją pod fałszywą flagą".
- Serbskie władze poinformowały, że przy gazociągu transportującym rosyjski gaz przez Serbię na Węgry znaleziono ładunek wybuchowy.
- Viktor Orban ogłosił, że do ochrony gazociągu zostanie skierowane wojsko.
- Szef węgierskiego MSZ Peter Szijjarto odniósł się do sprawy, mówiąc o "ataku terrorystycznym".
- Lider opozycyjnej partii TISZA Peter Magyar zasugerował, że incydent mógł być "rządową operacją pod fałszywą flagą".
- Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.
Po otrzymaniu informacji o incydencie na północy Serbii przy gazociągu transportującym rosyjski gaz do Węgier, premier Orban zwołał nadzwyczajne posiedzenie rady obrony. Komentując jej postanowienia, oświadczył w zamieszczonym w sieci nagraniu, że "do ochrony i kontroli części gazociągu znajdującej się na terytorium Węgier zostanie skierowane wojsko".
Doszło do akcji sabotażu gazociągu TurkStream w serbskiej Wojwodinie (północnej prowincji kraju - przyp. red.). Szczęśliwie nikt nie został ranny, a dostawy działają bez przeszkód - powiedział Orban.
Europa mierzy się obecnie z kryzysem energetycznym bez precedensu. Kraje europejskie potrzebują i będą potrzebować jeszcze więcej rosyjskich dostaw surowców energetycznych - zaznaczył węgierski premier. Dodał, że gazociąg w pobliżu którego doszło do incydentu, pokrywa 60 proc. węgierskiego zapotrzebowania na gaz.
Orban oskarżył w nagraniu Ukrainę o wieloletnie próby "odcięcia Europy od rosyjskich dostaw surowców energetycznych". Ukraińskie plany są zagrożeniem dla Węgier - stwierdził polityk.
Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto - cytowany przez rzecznika rządu w Budapeszcie Zoltana Kovacsa - określił niedzielny incydent "atakiem terrorystycznym", który "wpisuje się w serię ukraińskich ataków w ostatnich tygodniach".
Dodał, że węgierscy żołnierze będą rozmieszczeni na całej długości gazociągu, od granicy z Serbią po granicę ze Słowacją.
Rzecznik węgierskiego rządu poinformował także, że Szijjarto konsultował się w sprawie z serbskimi, tureckimi i rosyjskimi urzędnikami ds. energetyki.
Wcześniej w niedzielę prezydent Serbii Aleksandar Vuczić ogłosił, że na północy kraju - przy gazociągu dostarczającym rosyjski surowiec na Węgry - odkryto ładunek wybuchowy "o dużej sile rażenia", który mógł "zagrozić dużej liczbie osób i spowodować poważne zakłócenia w dostawach gazu".
Gazociąg, przy którym doszło do incydentu jest częścią systemu rurociągów Balkan Stream (przedłużenia rurociągu TurkStream), którym rosyjski gaz ziemny przesyłany jest przez Turcję, Bułgarię i Serbię na Węgry. W lutym Orban nakazał wzmocnienie bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej po wielokrotnym oskarżeniu Ukrainy o to, że dąży do zakłócenia dostaw surowców energetycznych na Węgry.
Tymczasem lider opozycyjnej partii TISZA Peter Magyar zasugerował, że incydent mógł być "rządową operacją pod fałszywą flagą".
"Węgrzy mają wszelkie powody, by obawiać się, że ustępujący premier, kierując się radami rosyjskich agentów, próbuje zasiać strach w swoim społeczeństwie poprzez operacje pod fałszywą flagą" - ocenił w poście na X.
Rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij Tychyj oświadczył w niedzielę, że Ukraina odrzuca próby powiązania tego kraju z incydentem przy gazociągu w Serbii.
"Kategorycznie odrzucamy próby fałszywego powiązania Ukrainy z incydentem dotyczącym materiałów wybuchowych znalezionych w pobliżu rurociągu TurkStream w Serbii" - napisał Tychyj.
Rzecznik MSZ podkreślił, że Ukraina nie ma z tym zdarzeniem nic wspólnego. "Najprawdopodobniej jest to rosyjska operacja pod fałszywą flagą, stanowiąca część intensywnej ingerencji Moskwy w wybory na Węgrzech" - zaznaczył.
Do incydentu doszło na tydzień przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech. Główna partia opozycyjna tego kraju, TISZA, wyprzedza Fidesz Orbana w większości niezależnych sondaży.
W marcowym badaniu firmy Median uzyskała poparcie na poziomie 58 proc. wśród zdecydowanych wyborców, a Fidesz - 35 proc. Środowe badanie ośrodka 21 Research Center wykazało, że TISZA cieszy się poparciem 56 proc. zdecydowanych wyborców, a ugrupowanie Orbana - 37 proc. Ponad połowa Węgrów obawia się jednak sfałszowania wyborów.