UE po raz pierwszy odchodzi od dogmatycznego traktowania ETS i przyznaje, że system handlu pozwoleniami do emisji CO2 w obecnym kształcie jest jednym z głównych czynników generujących wysokie ceny energii. W związku z tym trzeba go zreformować. "Takie stwierdzenia jeszcze niedawno były nie do pomyślenia" - mówi rozmówca RMF FM.

REKLAMA

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Najbardziej wymiernym zapisem we wnioskach ze szczytu jest zapowiedź interwencyjnego uwolnienia rezerw uprawnień do emisji. Dziennikarka RMF FM jako pierwsza informowała w czwartek, że Polska wspierana przez Włochy wywalczyła ten "bezpiecznik" dla cen prądu.

Chodzi o zapowiedź wypuszczenia na rynek większej liczby pozwoleń na emisję CO2, co obniży ich koszt. A tańsze pozwolenia to niższe rachunki za prąd. Szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała, że środki te zostaną ogłoszone "w najbliższych dniach". Polska wynegocjowała także zapisy odnoszące się do działań w późniejszym okresie – w ramach zapowiedzianej najpóźniej w lipcu reformy ETS.

Zapis o uwzględnieniu przez Brukselę specyfiki poszczególnych krajów dotyczy łagodniejszego traktowania energochłonnego przemysłu np. w Polsce. Polska zabiega o wydłużenie poza 2034 rok wydania darmowych zezwoleń na emisję dla zakładów chemicznych, cementowani czy hut, a także dla ciepłownictwa. Dałoby to tym firmom dłuższy czas na dostosowanie i możliwość konkurowania z produkcją z Chin czy Indii. Szefowa KE potwierdziła na konferencji prasowej kończącej szczyt "bardziej realistyczną ścieżkę" odchodzenia od darmowych pozwoleń. Zadeklarowała także mechanizm napędzający inwestycje ("Investment Buster") w wysokości 30 mld euro. Chodzi o to, żeby miliardy z ETS - zamiast trafiać do ogólnego budżetu - trafiały na modernizację energochłonnych zakładów np. na wymianę pieców czy technologii na wodorowe.

Jak ujawnił jeden z dyplomatów, premier Donald Tusk jako jedyny przywódca na szczycie podniósł kwestię systemu ETS2, który ma objąć opłatami transport i ogrzewanie domów. Choć termin jego wejścia w życie został już wcześniej przesunięty na 2028 rok, Polska domaga się jego "radykalnego odroczenia". Postulat ten zaczyna się stawać elementem agendy przyszłych negocjacji.

Warszawa w negocjacjach w sprawie ETS przestała być w swoich postulatach osamotniona. Udało się zbudować porozumienie ponadregionalne – do krajów Europy Środkowej dołączyły zwłaszcza Włochy, Austria czy Grecja. Francja podkreślała konieczność zachowania "systemu" przy jednoczesnej konieczność większej elastyczności ze względu na różne sytuacje poszczególnych krajów. Podobnie pragmatyczne stanowisko zajęły Niemcy. Natomiast Hiszpania czy państwa Skandynawskie, które nie chcą rozmontowywania systemu ETS, bo ich zdaniem dobrze działa i przyczynia się do większych inwestycji w OZE – nie protestowały, gdy chodziło o zapisy uwzględniające specyfikę krajów w dużej mierze uzależnionych od paliw kopalnych.