Amerykańskie wojską lądowe wprowadzają do służby pierwszy od 1968 roku nowy granat ręczny. Po blisko sześciu dekadach polegania na konstrukcjach z okresu zimnej wojny, żołnierze otrzymają broń zaprojektowaną z myślą o wyzwaniach współczesnego pola walki i bezpieczeństwie użytkowników. M111 nie zabija bowiem odłamkami, lecz falą uderzeniową.

REKLAMA

  • Amerykańskie wojska lądowe wprowadziły do użytku pierwszy od czasów wojny w Wietnamie granat ręczny.
  • Jak działa M111? Czym różni się od poprzednich konstrukcji? Jakie jest jego główne zastosowanie?
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Wojska lądowe Stanów Zjednoczonych (US Army) oficjalnie zatwierdziły w marcu do użytku nowy granat ręczny M111 - informuje CNN. To pierwsza tego typu broń wprowadzona do służby od czasów wojny w Wietnamie, kiedy to żołnierze korzystali z granatu MK3A2 (wycofano go z użycia w połowie lat 70. XX wieku).

Dotychczas podstawowym granatem ręcznym amerykańskiej armii był M67 (jego produkcję również rozpoczęto pod koniec lat 60.), który po eksplozji rozrzucał odłamki we wszystkich kierunkach. W warunkach walki w terenie zabudowanym, gdzie ściany i metalowe elementy mogą odbijać odłamki, zwiększało to ryzyko przypadkowych ofiar wśród własnych żołnierzy lub cywilów.

CNN pisze, że M111 eliminuje ten problem - nowa konstrukcja wykorzystuje przede wszystkim nadciśnienie wybuchowe, czyli nagły, gwałtowny wzrost ciśnienia powietrza powyżej poziomu otoczenia, prowadzący do powstania fali uderzeniowej.

Skutki działania nowej broni

Fala uderzeniowa wywołuje gwałtowne sprężenie i rozprężenie tkanek - tłumaczy CNN. Najbardziej narażone są błony bębenkowe, płuca, oczy oraz przewód pokarmowy, które mogą ulec poważnym uszkodzeniom nawet przy mniejszych eksplozjach. Silniejsze fale uderzeniowe mogą prowadzić do uszkodzeń mózgu, a nawet amputacji kończyn.

M111 został zaprojektowany z myślą o działaniach w terenie zabudowanym. Żołnierze mogą wrzucić granat do pomieszczenia, mając pewność, że fala uderzeniowa przeniknie przez meble, cienkie ściany czy inne przeszkody, za którymi mógłby ukryć się przeciwnik. Jednocześnie minimalizuje to ryzyko przypadkowych ofiar po stronie własnej.

"Granat wykorzystujący nadciśnienie wybuchowe może szybko oczyścić pomieszczenie z przeciwników, nie pozostawiając im miejsca do ukrycia się, jednocześnie zapewniając bezpieczeństwo własnym siłom" - mówi, cytowany w komunikacie, pułkownik Vince Morris, kierownik projektu w ośrodku badawczo-rozwojowym amerykańskiej armii w New Jersey.

Granat M111 zasilany jest materiałem wybuchowym RDX, znanym i stosowanym przez amerykańskie wojsko od dekad. Nowa broń powstała w odpowiedzi na doświadczenia z walk miejskich w Iraku i Afganistanie, gdzie klasyczne granaty odłamkowe okazywały się zbyt niebezpieczne dla własnych oddziałów.

Co istotne, dotychczas używany przez amerykańską piechotę granat M67 nie zostanie wycofany - nadal będzie używany w otwartym terenie, gdzie efekt odłamków jest pożądany. M111 ma być natomiast podstawowym narzędziem do walki w zamkniętych przestrzeniach.

Nowe trendy w uzbrojeniu

Warto dodać, że podobne rozwiązania wprowadzają także inne formacje amerykańskich sił zbrojnych. CNN informuje, że Korpus Piechoty Morskiej USA zamawia granaty M21, również wykorzystujące efekt nadciśnienia wybuchowego, produkowane przez norweską firmę Nammo. Na wyposażeniu armii amerykańskiej i innych państw są także granaty termobaryczne, które oprócz fali uderzeniowej generują ognistą kulę i efekt próżni, wysysając tlen z miejsca wybuchu.