Chińskie władze wzmocniły monitoring "półnagich urzędników". Chodzi o urzędników państwowych, których dzieci przebywają za granicą. Jak pisze dziennik "South China Morning Post", powołując się na źródła, władze w Pekinie zaostrzyły restrykcje wobec tych pracowników administracji.

REKLAMA

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Półnadzy urzędnicy to ci, których dzieci mieszkają za granicą, ale ich małżonkowie wciąż są w Chinach. Są oni teraz poddani wzmożonemu monitoringowi i muszą terminowo zgłaszać odpowiednie informacje - przekazał hongkońskiemu dziennikowi informator powiązany z Komunistyczną Partią Chin (KPCh), zastrzegając anonimowość.

Do tej pory uwaga organów ścigania koncentrowała się głównie na "nagich urzędnikach", czyli takich, których współmałżonkowie i potomstwo wyemigrowali na stałe.

Teraz Wydział Organizacyjny Komitetu Centralnego KPCh uznał, że nawet częściowe powiązania zagraniczne na kluczowych stanowiskach zwiększają ryzyko infiltracji. Źródła gazety wskazują również, że skorumpowani politycy często wykorzystują krewnych jako ogniwo w łańcuchu transferu nielegalnych środków poza Chiny kontynentalne.

W ostatnich miesiącach stanowiska stracili m.in. dyrektor instytutu powiązanego z jednym z ministerstw oraz menedżer czołowego państwowego ubezpieczyciela. W obu przypadkach bezpośrednim powodem dymisji było zatajenie faktu posiadania przez ich dzieci "zielonych kart" w USA.

Utrata zaufania partii oznacza zazwyczaj definitywny koniec kariery politycznej. Restrykcje dotykają też szeregowych pracowników - w niektórych prowincjach na południu kraju nakazano oddawanie paszportów i uzyskiwanie zgód na wyjazd nawet wiele lat po przejściu na emeryturę. Eksperci oceniają ten trend jako przejaw rosnącej "nieufności wobec Zachodu".