Prezydent Kuby Miguel Diaz-Canel oświadczył w wywiadzie dla NBC News, że nie zamierza rezygnować ze stanowiska. "Na Kubie osoby sprawujące funkcje kierownicze nie są wybierane przez rząd USA" – oświadczył. To pierwszy wywiad kubańskiego przywódcy dla amerykańskiej telewizji od dziesięcioleci.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Diaz-Canel odpowiedział oburzeniem, gdy prowadząca dziennikarka Kristen Welker zapytała, czy byłby "gotów ustąpić, żeby ocalić swój kraj".
Na Kubie osoby sprawujące funkcje kierownicze nie są wybierane przez rząd USA i nie mają od niego mandatu. Jesteśmy wolnym, suwerennym państwem — odparł, twierdząc, że "ustąpienie nie jest częścią kubańskiego słownictwa".
Czy zadaje pani to pytanie Trumpowi? - dodał, sugerując, że pytanie mogło wyjść z Departamentu Stanu USA.
Wywiad przeprowadzono na tle bezprecedensowej presji Waszyngtonu na Hawanę i zapowiedzi prezydenta Trumpa, że Kuba "będzie następna" po Iranie i że komunistyczny reżim rządzący Kubą upadnie.
Wypowiedziom tym towarzyszy morska blokada wyspy, choć władze USA pozwoliły w ostatnim czasie na dostawy ropy naftowej przez dwa rosyjskie tankowce.
W wywiadzie dla NBC Diaz-Canel wezwał USA, by przyznały, jakie szkodliwe skutki wywołała blokada oraz utrzymywane od dekad embargo.
Myślę, że najważniejsze byłoby, aby zrozumieli i zajęli to krytyczne stanowisko, stanowisko szczere, i uznali, ile to kosztowało naród kubański — i jak bardzo pozbawili naród amerykański możliwości nawiązania normalnych relacji z narodem kubańskim - oznajmił prezydent.
Pełny wywiad z Diazem-Canelem ma ukazać się w NBC w niedzielę. Jest to pierwszy od wielu lat wywiad udzielony przez kubańskiego przywódcę amerykańskiej telewizji.