"Przepraszam rodziny. Żaden rodzic nie powinien przeżyć takiej tragedii. Nie myślę o niczym innym" - zwrócił się do rodzin ofiar Jacques Moretti, właściciel baru w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Jacques Moretti, właściciel baru w Crans-Montana, w którego pożarze zginęło w noc sylwestrową 41 osób, a 115 zostało rannych, przeprosił w środę podczas przesłuchania rodziny ofiar. Zeznania złożył w obecności kilkudziesięciu adwokatów reprezentujących rodziny.
Przepraszam rodziny. Żaden rodzic nie powinien przeżyć takiej tragedii. Nie myślę o niczym innym - oświadczył Moretti, cytowany przez agencję Ansa.
Moretti razem z żoną usłyszał zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci i obrażeń u wielu osób oraz wywołania pożaru.
Przesłuchanie Morettiego odbyło się w dużej sali na terenie kampusu uniwersyteckiego w mieście Sion. Wybór tego miejsca był konieczny ze względu na obecność kilkudziesięciu adwokatów rodzin ofiar, którzy słuchali przesłuchania.
Przypomnijmy, sylwestrowy pożar wybuchł w barze, gdy od zimnych ogni przyczepionych do butelek szampana zapalił się sufit wyłożony łatwopalną pianką dźwiękochłonną. Na jaw wyszło, że od 2020 roku nie przeprowadzono tam żadnej kontroli przeciwpożarowej.
W Mediolanie, gdzie do szpitala trafili poparzeni Włosi, poinformowano, że u wszystkich minęło już zagrożenie życia. Pierwsi ranni opuścili szpital Niguarda.
Wśród 41 ofiar pożaru jest sześcioro młodych Włochów.
Włoski wymiar sprawiedliwości wystąpił o przeprowadzenie wspólnego dochodzenia ze stroną szwajcarską. Śledczy z Rzymu, którzy wszczęli postępowanie w sprawie pożaru, podjęli w środę decyzję o zajęciu na potrzeby dochodzenia telefonów komórkowych wszystkich poszkodowanych Włochów.