Ponad 1400 brytyjskich żołnierzy zostało przetransportowanych na ćwiczenia NATO w Niemczech wynajętym promem pasażerskim. Ministerstwo obrony tłumaczy, że to element testowania cywilnej infrastruktury, jednak pojawiają się głosy, że decyzja ta wynika z problemów sprzętowych brytyjskiej armii.

REKLAMA

  • Bądź na bieżąco! Informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W środę z portu North Shields w północno-wschodniej Anglii wyruszył prom linii DFDS, na pokładzie którego znalazło się ponad 1400 żołnierzy brytyjskiej armii. Wojskowi z 7. Lekkiej Brygady Zmechanizowanej, znanej jako "szczury pustyni", oraz z pułku Szkockich Gwardzistów, udali się w 16-godzinną podróż do Holandii. Stamtąd kontynuują trasę pociągiem do środkowych Niemiec, gdzie wezmą udział w ćwiczeniach NATO pod kryptonimem "Rhino Storm".

Test zdolności?

Ministerstwo obrony zapewniło, że użycie pasażerskiego promu do transportu wojska nie wynika z braku własnych okrętów, ale ma na celu przetestowanie możliwości wykorzystania cywilnej infrastruktury w razie konieczności wysłania wojsk na kontynent w odpowiedzi na atak na któryś z krajów NATO.

Cytowany przez media dowódca Szkockich Gwardzistów Charlie Gilmore przyznał, że użycie pasażerskiego promu do transportu wojska wygląda na niezwykłe w obecnych czasach, ale przypomniał, że takie sytuacje zdarzały się przed laty, np. w czasie wojny o Falklandy w 1982 r. oraz podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 r. Wyjaśnił też, że stoją za tym względy praktyczne, bo do przewiezienia 1400 żołnierzy samolotami transportowymi konieczne byłoby siedem kursów.

To mogła być konieczność

Wyjaśnienia nie przekonują mediów, które przypominają, że brytyjskie siły zbrojne są mocno niedofinansowane i brakuje im sprzętu. Jako najświeższy przykład wskazują to, że wysłany na Cypr po wybuchu amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem niszczyciel HMS Dragon dopłynął tam prawie trzy tygodnie po ataku na brytyjską bazę na tej wyspie, gdyż po drodze musiał usunąć awarię.