Władze w Moskwie z rosnącym niepokojem obserwują sytuację przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi na Węgrzech. Po wycieku nagrań z poufnych rozmów między Viktorem Orbanem a Władimirem Putinem, rosyjskie kierownictwo zaczęło przygotowywać scenariusze na wypadek utraty władzy przez swojego najbliższego sojusznika w Unii Europejskiej. Ocenia się, że ujawnione bliskie kontakty między przedstawicielami władz Rosji i Węgier mogły pogrzebać szanse Fideszu na reelekcję.

REKLAMA

  • Władze Kremla przygotowują się na porażkę Viktora Orbana i jego partii Fidesz w wyborach parlamentarnych na Węgrzech 12 kwietnia.
  • Rosja planuje zrzucić winę za ewentualną przegraną Orbana na Unię Europejską, oskarżając ją o organizację "kolorowej rewolucji", oraz na nieudolność samego Orbana pomimo rosyjskiego wsparcia.
  • Orban otrzymał też wsparcie z USA, gdzie węgierski polityk stanowi model do naśladowania.
  • W UE panuje nadzieja, że w wyborach partia Tisza Petera Magyara uzyska przewagę i wyprowadzi Węgry na drogę ponownego zjednoczenia ze Wspólnotą.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Władze na Kremlu przygotowują się na porażkę Fideszu w wyborach parlamentarnych, które odbędą się na Węgrzech 12 kwietnia - informuje niezależny rosyjski portal Meduza. Mimo agresywnej kampanii prowadzonej przez partię Orbana, wspieranego przez specjalistów z Rosji, wiele wskazuje na to, że górą będzie arcyrywal premiera - Peter Magyar i jego partia TISZA.

Początkowo istniała nadzieja, że Orban i jego stratedzy zdołają odwrócić bieg wydarzeń i wygrać (wybory) z list partyjnych. Później preferowanym scenariuszem stało się zwycięstwo w okręgach jednomandatowych. Teraz (Kreml) przyznaje, że nawet to się nie wydarzy - powiedziało jedno ze źródeł Meduzy.

Według serwisu Władimir Putin obwini za porażkę Unię Europejską, która zostanie przedstawiona jako organizator "kolorowej rewolucji" na Węgrzech. Drugim z winnych będzie sam Orban, którego ekipa zostanie scharakteryzowana jako nieudolna "mimo udzielonego wsparcia".

Przecieki z Budapesztu

W ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z dwukrotnym ujawnieniem charakteru relacji między Moskwą i Budapesztem. Najpierw wyszło na jaw, że węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto przekazywał swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi - Sergiejowi Ławrowowi - poufne informacje o zakulisowych rozmowach w UE na temat wspólnotowej polityki wobec Rosji. Szijjarto miał regularnie dzwonić do Ławrowa w przerwach w unijnych posiedzeniach.

"Washington Post" przypomniał, że Szijjarto odbył 16 oficjalnych wizyt w Moskwie od czasu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku, a ostatnio 4 marca, kiedy spotkał się z prezydentem Władimirem Putinem. Węgierski minister odpowiedział na te zarzuty, twierdząc, że nie widzi nic złego w konsultacjach i że "na tym polega istota dyplomacji".

Budapeszt forsował także zniesienie unijnych sankcji wobec podmiotów związanych z Kremlem. W tym tygodniu agencja Bloomberga ujawniła zapis rozmowy telefonicznej między Viktorem Orbanem i Władimirem Putinem, w trakcie której węgierski premier zadeklarował, że pozostaje do pełnej dyspozycji Moskwy i jest gotów pomóc jej w każdej kwestii w imię obopólnej przyjaźni.

Osią, wokół której koncentrują się relacje węgiersko-rosyjskie, jest m.in. wspólna niechęć do Ukrainy. Kampania wyborcza Fideszu w dużej mierze zogniskowana była na ostrzeżeniu węgierskiego społeczeństwa przed groźbą wciągnięcia kraju do wojny. Zdaniem ekipy Orbana Unia Europejska dąży do otwartej konfrontacji z Rosją, co oczywiście nie jest prawdą, ale w połączeniu z ciągnącym się konfliktem, dotyczącym węgierskiej mniejszości w Ukrainie (tzw. Węgrów zakarpackich), stanowiło pożywkę dla propagandy obecnego rządu w Budapeszcie.

Rosja przez długi czas wykorzystywała tę sytuację, by wzmacniać swoje wpływy na Węgrzech i wykorzystywać kraj do torpedowania unijnej pomocy dla Kijowa.

Z oczekiwanym wsparciem dla Orbana ruszyły też Stany Zjednoczone. Donald Trump nazwał premiera Węgier "prawdziwym przyjacielem, wojownikiem i zwycięzcą", a do Budapesztu przybył nawet wiceprezydent USA J.D. Vance, który skrytykował UE i Ukrainę, udzielając równocześnie poparcia dla dotychczasowej polityki Węgier. Według niektórych sondaży, wizyta Vance'a przyczyniła się do dalszego 3-procentowego spadku notowań Fideszu.

Nadzieje w Unii Europejskiej

Niedzielne wybory na Węgrzech mogą okazać się kluczowe nie tylko dla kraju, ale także całej Unii Europejskiej. "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zwraca uwagę, że "usługi Orbana" dla Putina stanowią od dawna poważny problem dla UE. Co więcej, sojusz Orbana i Trumpa również osłabiał Wspólnotę. Jak zauważa amerykański historyk Timothy Snyder, postać szefa węgierskiego rządu stanowi swoisty model dla obecnego prezydenta USA.

"W skali Rosji, Europy i Ameryki Północnej Orban przewodził transnarodowym wysiłkom mającym na celu przekazywanie nielegalnych pieniędzy z kraju do kraju na rzecz skrajnej prawicy. Budapeszt stał się centrum systemu, w którym rosyjskie pieniądze z ropy są prane, by stać się wsparciem dla skrajnie prawicowych postaci i organizacji w Europie i Stanach Zjednoczonych. Wiele instytucji, które uważamy za amerykańskie, takich jak Fundacja Dziedzictwa, jest w rzeczywistości częścią tej większej międzynarodowej sieci" - pisze historyk i dodaje, że Orban nieustannie pomagał politykom jak Vance czy Trump "odnaleźć się na trudnym terytorium polityki międzynarodowej".

Jak podaje Snyder, duża część twierdzeń wygłaszanych przez najwyższe władze w USA - o zdemoralizowanej, zbiurokratyzowanej Unii Europejskiej, czy o tym, że Rosja nie jest agresorem przeciwko Ukrainie i Europie - została wcześniej sformułowana w politbiurze Orbana. Dziś sondaże wskazują, że większość Węgrów opowiada się jednak za współpracą z UE, a nie rozdziałem - według sondażu Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych, 77 proc. Węgrów popiera członkostwo, a 68 proc. chce zmian w sposobie prowadzenia polityki Budapesztu wobec Brukseli.

Węgrzy nadal uważają, że pokój i rozwój Węgier są gwarantowane przez członkostwo w Unii Europejskiej i NATO - ogłasza tymczasem Peter Magyar, uznając, że wybory 12 kwietnia będą swoistym referendum w sprawie pozycji kraju na mapie świata. Chodzi o to, czy Węgry będą kontynuować te 16 lat upadku, czy też ruszymy ku Europie i rozwojowi, dołączając do Polaków, Słoweńców, Czechów i państw bałtyckich - dodaje.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Węgierskie wybory parlamentarne. "Społeczeństwo zyskuje odwagę, żeby okazać swój sprzeciw"

Wielu Węgrów mieszka za granicą i widzi, jak wygląda życie w innych krajach. Poza tym nie da się w nieskończoność budować poparcia na poczuciu zagrożenia, jeśli nie przekłada się to na poprawę sytuacji wewnętrznej - wyjaśnił na antenie Radia RMF24 Artur Lorek, ekspert ds. Europy Środkowej z Uniwersytetu Adam Mickiewicza w Poznaniu. Ekspert dodał, że warunki życia Węgrów systematycznie się pogarszają.

Sondaże dają Tiszy Magyara nawet kilkunastoprocentową przewagę nad Fideszem. Wśród Węgrów jest jednak nadal wielu niezdecydowanych, a węgierska opozycja musi liczyć się z tym, że będzie miała przeciwko sobie nie tylko aparat polityczny kraju, ale także mocarstwa za granicami. USA i Rosja chcą utrzymać swoje wpływy w Budapeszcie.