W styczniu duńskie wojsko przeprowadziło tajną operację na Grenlandii, oficjalnie przedstawioną jako ćwiczenia wojskowe. Jednak, jak ujawnił nadawca publiczny DR, rzeczywistym celem było przygotowanie się na potencjalny atak zbrojny ze strony Stanów Zjednoczonych. "NATO jest na intensywnej terapii" - twierdzi w rozmowie z duńskim nadawcą ekspert ds. wojskowych Sten Rynning.

REKLAMA

  • Duńskie media przekazują sensacyjne informacje. W styczniu Kopenhaga szykowała się do odparcia inwazji USA na Grenlandię.
  • Dania miała przygotowany plan obrony, żołnierzom rozdysponowano sprzęt i wydano rozkazy.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

W styczniu duńscy żołnierze zostali pilnie wysłani na Grenlandię, aby odstraszyć potencjalny atak ze strony USA, które od 1949 roku były gwarantem bezpieczeństwa Europy. Choć nie było konkretnych planów ataku, sytuacja była na tyle poważna, że wymagała przygotowań na ewentualność konfliktu - podaje DR, które powołuje się na informacje od 12 źródeł w duńskim rządzie, najwyższych oficerów, a także wysoko postawionych urzędników z agencji wywiadowczych w Danii, Francji i Niemiec.

Duński nadawca podkreśla, że nie istniały wiarygodne informacje o tym, że USA faktycznie zaatakują Grenlandię, niemniej najgorszy scenariusz był poważnie brany pod uwagę.

Duńscy żołnierze przybyli na Grenlandię z ostrą amunicją i materiałami wybuchowymi, gotowi do zniszczenia pasów startowych w Nuuk i Kangerlussuaq, aby uniemożliwić lądowanie amerykańskich samolotów wojskowych. Przygotowano również zapasy krwi na wypadek rannych. Rozkaz był jasny - DR twierdzi, że w razie ataku Amerykanów, Duńczycy mieli walczyć.

Po prostu nie chcemy powtarzać scenariusza z 9 kwietnia 1940 roku, który jest największą traumą w najnowszej historii Danii, ponieważ była to kapitulacja niemal bez walki - powiedział w rozmowie z DR duński historyk Steen Andersen, odwołując się do niemieckiej inwazji na Danię.

Dania nie była sama

W obliczu eskalującego kryzysu politycznego Dania nie była jednak sama. Kraje takie jak Niemcy, Francja, Norwegia, Szwecja i Wielka Brytania szybko wysłały wsparcie wojskowe na Grenlandię. To z jednej strony pokazuje, że część sojuszników była gotowa do pomocy Duńczykom, z drugiej jednak ujawnia głębokie pęknięcie w relacjach transatlantyckich.

Formalnie nadal istnieje organizacja o nazwie NATO. NATO nadal ma Sekretarza Generalnego, strukturę dowodzenia i wspólne ćwiczenia wojskowe. Ale wszystko to jest otoczone rozbitą skorupą - ocenia Sten Rynning. NATO znalazło się na oddziale intensywnej terapii - mówi.

Donald Trump od początku drugiej kadencji informował, że zamierza pozyskać Grenlandię od Duńczyków, utrzymując, że wyspa jest kluczowa dla bezpieczeństwa USA. Te plany zostały częściowo (przynajmniej na poziomie deklaratywnym) zarzucone po szczycie ekonomicznym Davos, gdzie ustalono m.in., że NATO skieruje na Grenlandię większe siły i przeprowadzi ćwiczenia. Retoryka dotycząca przejęcia terytorium zależnego Danii powróciła nieoczekiwanie w kontekście obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Richard Grenell, wysłannik prezydenta USA ds. misji specjalnych, zasugerował, że Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii z powodu braku pełnego poparcia ze strony NATO w konflikcie z Iranem.

Te słowa padły tuż po rozpoczęciu operacji "Epicka furia". W tym tygodniu Donald Trump powtórzył słowa dużego niezadowolenia z NATO, ostrzegając, że Stany Zjednoczone mogą opuścić Sojusz prezydenckim dekretem. Wcześniej, do wystąpienia w Davos Trump nie wykluczył scenariusza siłowego przejęcia wyspy i pogardliwie wypowiadał się o jej obronie, określając ją jako "kilka psich zaprzęgów".