Białoruskie siły zbrojne prowadzą manewry w pobliżu Brześcia, niedaleko granicy z Polską. Jak poinformowało w mediach społecznościowych Centrum Europy (dawny Biełsat), ćwiczenia obejmują m.in. szybkie przygotowanie do użycia sprzętu przechowywanego w magazynach.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
W trakcie szkolenia wykorzystywane są pojazdy pamiętające czasy ZSRR, które nie przeszły modernizacji, ale pozostają w rezerwie na wypadek konfliktu. Opublikowane w sieci materiały, udostępnione przez białoruskie ministerstwo obrony, pokazują m.in. transportery opancerzone i lekkie czołgi pokonujące przeszkody wodne.
. https://t.co/YrZWuMQcWN pic.twitter.com/TPsR2OaL2W
MOD_BYApril 8, 2026
Według dostępnych informacji jednym z głównych założeń ćwiczeń jest sprawdzenie, jak szybko zakonserwowany sprzęt może zostać przywrócony do służby. Część działań odbywa się w rejonie Brześcia, jednak szczegółowy wykaz wszystkich lokalizacji nie został ujawniony.
Manewry prowadzone są pod nadzorem wysokiego rangą dowódcy białoruskiej armii, Andrieja Siewiericzyka, szefa Zarządu Wojsk Rakietowych Przeciwlotniczych Dowództwa Sił Powietrznych i Obrony Powietrznej. Uczestniczą w nich jednostki Północno-Zachodniego Dowództwa Operacyjnego, a równolegle realizowane są szkolenia z udziałem pododdziałów desantowych.
To kolejne działania szkoleniowe białoruskiego wojska w ostatnim czasie. Pod koniec marca zakończył się trwający blisko dwa miesiące sprawdzian gotowości bojowej, jeden z największych w ostatnich latach. W jego trakcie testowano m.in. reakcję na zagrożenia chemiczne, biologiczne i nuklearne, współpracę różnych formacji oraz systemy obrony powietrznej.
W połowie stycznia rozpoczął się kompleksowy przegląd Sił Zbrojnych Republiki Białorusi. Alaksandr Łukaszenka podczas spotkania z dowódcami na początku kwietnia podsumował dotychczasowe ustalenia. Mówił, że w armii jest sporo niedociągnięć - w armii wciąż powszechne jest kłamstwo i próby ukrywania problemów przed przełożonymi. Ostrzegł wojskowych, że muszą dostosować się do jego wymagań (jako naczelnego dowódcy), jeśli chcą "przeżyć w przyszłej wojnie".
Nie chcemy wojny. Ale armia właśnie po to istnieje: jeśli ktoś nagle zdecyduje się rozmawiać z nami i patrzeć na nas przez celownik broni - odpowiemy. Do tego się przygotowujemy - mówił, cytowany przez Pul Pierwogo, białoruski prorządowy kanał na Telegramie.
Przygotowujemy się do wojny. Zarówno na tej sali, jak i nie tylko tutaj, ludzie muszą rozumieć - jesteśmy absolutnie przeciwni wojnie. Zwłaszcza nasi oficerowie, nasi żołnierze, siły zbrojne. Ponieważ wiemy, czym jest wojna - dodał.