"Uwaga zostanie przekierowana na wojnę tożsamościową, zmieni się agenda, czyli o czymś innym będzie się mówić. Podtrzymanie pewnej grupy, która mogłaby powoli się wykruszać jest kluczowe dla formacji, która obecnie rządzi"- mówił w Radiu RMF24 prof. Jacek Wasilewski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, z którym rozmawiał Tomasz Terlikowski. Część Polski żyje aktualnie oskarżeniami wobec Jana Pawła II. Wczoraj kolejne grupy partii i polityków składały kwiaty pod Krzyżem Papieskim w Warszawie oraz zapewniały o tym, że nie dadzą ruszyć papieża. Dziś odbędzie się głosowanie nad uchwałą w sprawie ochrony czci Jana Pawła II.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Wasilewski: Nie kwestie papieża będą ważyć w wyborach, ale kwestie obyczajowe

Tomasz Terlikowski: Czy możemy powiedzieć, tak jak twierdzi Tomasz Lis, że Jan Paweł II stał się elementem kampanii wyborczej i że będzie bardzo skutecznie rozgrywany, nie wiem czy przez obie, ale na pewno przez jedną stronę debaty politycznej?

Jacek Wasilewski: Ja byłbym ostrożny w ocenie tego, co mówi Tomasz Lis, bo wydaje mi się, że żyje on w swojej rzeczywistości. Patrząc na to, czy rzeczywiście w kampanii wyborczej coś się opłaca czy nie, to na pewno nie opłaca się atakować papieża w kontekście wyborczym, dlatego że walka toczy się o grupy, które są niezdecydowane. Te grupy nie pójdą do wyborów, dlatego że papież będzie atakowany i że będą chciały skończyć z tym, co papież robił, kiedy żył. To nie jest temat, który jest tematem związanym z powstrzymaniem czegoś albo rozpoczęciem czegoś. To, co obecnie obserwujemy, to jest próba zmiany ramy dotyczącej podjęcia, bądź nie podjęcia działań przez papieża czy ówczesnego kardynała na jakiś atak na Kościół. Tylko dzięki temu, że stworzy się wrażenie ataku na Kościół, będzie można zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze zmobilizować kogoś do obrony, czyli bronimy całego Kościoła, a nie otwieramy część dyskusji o Janie Pawle II. Druga rzecz jest taka, że wtedy można się podpiąć do jakiejś większej wojny wywołanej przez siebie w obronie wartości.

Czy ta zmiana mu się uda? O ile dla pokolenia powiedzmy 40+ Jan Paweł II jest żywą postacią, która określiła bardzo wiele ich wyborów, którzy mają w pamięci jeszcze wydarzenia, związane choćby z upadkiem komunizmu, nawet własnej pamięci, o tyle dla ludzi młodych to jest trochę debata zastępcza. Mówiąc szczerze nawet wierzących jakoś szczególnie to nie interesuje.

Tak, ale wydaje się, że gra nie toczy się o młodych, tylko o tych, którzy zaczynają cierpieć z powodu dużej inflacji, podwyżek cen prądu, które wynikają z zaniechania transformacji energetycznej przez wszystkie wcześniejsze rządy. To powoduje, że ta grupa, która była do tej pory zmobilizowana, mogła myśleć o tym, że coś trzeba zmienić, że może nie jest tak radośnie, jak się mówi. Dzięki temu, że uwaga zostanie przekierowana na wojnę tożsamościową, czyli że atakowany jest jakiś rodzaj tożsamości narodowej czy tożsamości związanej z autorytetem, wiarą itd. to zmieni się agenda, czyli o czymś innym będzie się mówić. Podtrzymanie pewnej grupy, która mogłaby powoli się wykruszać jest kluczowe dla formacji, która obecnie rządzi.

To dotyczy PiS-u. Interes polityczny prawicy czy Prawa i Sprawiedliwości, żeby w tej obronie czy w tym formatowaniu tej debaty, jako bezlitosny atak na tożsamość narodową, na to, że w ogóle jesteśmy Polakami się opłaca. Teraz pytanie o opozycję. Jej postawa też nie jest prosta. Osoby 50+ np. wyborcy PSL-u, być może do pewnego stopnia wyborcy Polski 2050, a nawet wyborcy Platformy Obywatelskiej właśnie w tym wieku, troszeczkę bardziej konserwatywni, też nie muszą być zachwyceni tym przesunięciem. Mogą dać się złapać na nową kalkę, na tę nową ramę, w której to wszystko, to jest atak.

Pamiętajmy, że Platforma od samych swoich początków była raczej formacją konserwatywną i łączenie ją z jakimiś lewicowymi postulatami to jest kwestia populizacji dyskursu publicznego, czyli stworzenia takiego wrażenie binarności. Na pewno nie jest tak, że osoby, które są praktykującymi katolikami albo nawet niepraktykującymi, ale katolikami, którym papież mocno skleił się z historią emancypacji narodowej, będą zachwycone tym, żeby wykorzystywać cały wizerunek papieża, a nie rozpatrywać tylko jakąś jedną sprawę. Pamiętajmy, że jest to jedna ze spraw, które próbuje się zmienić. Zupełnie inne wśród młodych ludzi są priorytety związane z wolnością albo poszerzaniem swobód obywatelskich, których uznają, że nie mają.

To może być bardzo wygodne narzędzie. To trochę sugeruje arcybiskup Marek Jędraszewski. Mówi on, że próbuje się wyrzucić Kościół, wyrzucić Jana Pawła II z debaty publicznej i żeby wprowadzić zmiany obyczajowe. Można powiedzieć osłabienie autorytetu Jana Pawła II. Czy osłabienie autorytetu Kościoła, w którym bardzo często uczestniczy sam Kościół może się opłacać w zmianach obyczajowych?

Może tylko wydaje się, że tutaj większym wrogiem jest sam arcybiskup Jędraszewski, który rozwinął bardzo wiele ekskluzywnych frontów, takich związanych z wykluczeniem, niż papież. Jeżeli mówimy o papieżu, to on był raczej inkluzywny i w jego słynnych przemówieniach jest bardzo wiele takiej inkluzywności. Tak jak powiedzieliśmy, więcej młodych osób jest obecnie w lewicy, zwłaszcza kobiet. Tutaj nie kwestie papieża będą ważyć, ale kwestie związane z obyczajowością, dostępem do środków antykoncepcyjnych, pewnymi sprawami, jak środki menstruacyjne w szkołach. To są bardzo praktyczne rzeczy, które budzą więcej emocji wśród młodych ludzi, niż sama figura papieża, która jest odległa. Jeżeli powiedzielibyśmy sobie o kogo gramy, to w przypadku lewicy figura papieża jest zbyt mało emocjonująca, żeby na tej podstawie rozpalać ogień. Dużo łatwiej jest wprost celować w Jędraszewskiego niż w papieża, ponieważ on jest tu i teraz i ma realny wpływ. Można powiedzieć, że żywa postać jest lepszym celem niż ta, która odeszła.

Z tego, co pan profesor mówi wynika, że z perspektywy Kościoła optymalnym rozwiązaniem w tej debacie byłoby wycofanie arcybiskupa Jędraszewskiego z debaty?

Tak, dlatego że on bardzo silnie dzieli i w związku z tym może mobilizować już zmobilizowanych, natomiast nie przekona tych, których może nurtować brak inkluzywności Kościoła. Z jednej strony, jeżeli słyszy się na mszy o Samarytanach, o tym, że tam pod niebem nie masz Greczyna ani Żyda, wszystkie takie rzeczy związane z inkluzywnością, z przyjmowaniem z otwartymi ramionami różnych osób, to tutaj jest niespójność w tym zagrożeniu, które kreuje Jędraszewski. Można powiedzieć, że tutaj jest największy rodzaj wahania. Kluczowe jest to, ile niezdecydowanych uda się przyciągnąć i czym, a druga rzecz czy ci, którzy są zniechęceni, pójdą. To czy my bardziej czy mniej dociśniemy radykalną śrubę nie sprawi, że uzyska się więcej głosów.

Jan Paweł II będzie w tej debacie, czy jednak po takim zmożeniu moralnym i emocjonalnym wrócimy do innych tematów?

Jeżeli chodzi o prawą stronę, to ten atak jest prezentem, bo jest wokół czego budować obronę. Wcześniej był gender, był potwór gender, później były inne rzeczy, które służyły do mobilizacji. Odbrązawianie Jana Pawła II jest dobrym motywem, bo dużo bardziej realnym dla prawej strony, natomiast czy to będzie pobudzać lewą stronę? Mówię bardziej o lewicy, niż o takim środku typu Hołownia, który jak wiadomo, raczej nie będzie odbrązawiać papieża. Wydaje mi się, że nie, że to jest temat, który jest zupełnie z boku.

Opracowanie: Emilia Witkowska