Polska zabiega na szczeblu unijnym, żeby przyszłe umowy handlowe zawierane przez UE chroniły wrażliwe sektory rolnicze. Po doświadczeniach z umowami z Ukrainą i Mercosurem Warszawa chce, aby powstały jednolite unijne standardy. "To propozycja pewnych rozwiązań i mechanizmów ochronnych" - tłumaczył wieczorem unijnym szefom rolnictwa minister Stefan Krajewski. Było to wspólne stanowisko Polski, Austrii, Węgier i Słowacji. Niemcy odpowiedziały na wszystkie punkty zawarte w tym stanowisku stanowczym "nie". KE natomiast nie zaproponowała niczego nowego. Zapowiedziała monitorowanie umów i reakcję w razie potrzeby.
- Polska, wraz z Austrią, Węgrami i Słowacją, apeluje w UE o wprowadzenie jednolitych standardów ochrony wrażliwych sektorów rolnych w przyszłych umowach handlowych.
- Minister rolnictwa Stefan Krajewski domaga się mechanizmów ochronnych przed nadmiernym importem oraz rekompensat dla rolników za ewentualne straty.
- Propozycje Polski poparło około 10 krajów, m.in. Francja, Włochy, Grecja, Litwa, Belgia i Irlandia.
- Niemcy stanowczo sprzeciwiają się wprowadzeniu wzmocnionych klauzul ochronnych jako standardu w przyszłych umowach, uznając je za wyjątek dla Ukrainy i Mercosuru.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Stefan Krajewski apelował, aby przyszłe umowy handlowe zawierały "mechanizmy ochronne przed nadmiernym importem, gdyż te w umowie z krajami Mercosuru są dalece niesatysfakcjonujące". Wnioskował, aby KE poprzedzała zawieranie umów pogłębionymi analizami skutków dla rolnictwa i poszczególnych jego sektorów.
Jego zdaniem towary importowane powinny spełniać unijne normy produkcji (tzw. wzajemność czy klauzule "lustrzane"), a także powinny powstać mechanizmy rekompensujące rolnikom ewentualne straty (chodzi o fundusz dedykowany stratom poniesionym w wyniku zawartych umów np. z Mercosurem)
Realizacja tych postulatów jest niezbędna dla przyszłości rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego - podsumował minister.
Polskę w wielu punktach poparło około 10 krajów, między innymi Grecja, Rumunia, Włochy, Francja, Litwa, Belgia czy Irlandia. Chodzi nawet o państwa, które głosowały "za" umową z Mercosurem, ale które uważają, że w przyszłych umowach konieczne są lepsze zabezpieczenia dla rolnictwa.
Włochy opowiedziały się za "wzajemnością i ściślejszą kontrolą przywozu". Francja apelowała o "ocenę skutków i klauzule lustrzane", Grecja także mówiła, że importowane towary powinny spełniać te same normy co unijne. Litwa zwracała uwagę na normy środowiskowe, a Austria przestrzegała przed pozostałościami pestycydów w imporcie rolnym.
Stanowcze "nie" powiedziała Niemka Esther Winterhoff ze Stałego Przedstawicielstwa Niemiec przy UE. Jej zdaniem specjalne klauzule ochronne uzgodnione w kontekście umów z Ukrainą czy Mercosurem są "wyjątkiem ograniczonym tylko do tych dwóch przypadków". Bo w obu przypadkach chodzi o "szczególne okoliczności". W umowie z Ukrainą "chodzi o bliskie sąsiedztwo krajów z Ukrainą", a w przypadku Mercosuru "chodziło o to, żeby uzyskać szybciej porozumienie w sprawie wejścia w życie umowy".
Te klauzule nie mogą stanowić precedensu dla kolejnych umów handlowych - powiedziała Winterhoff. Powtórzyła także stanowisko kanclerza Niemiec o tym, że skierowanie przez PE umowy z Mercosur do TSUE jest "godne ubolewania".
Jesteśmy przekonani co do legalności tej umowy, dlatego trzeba ją szybko wprowadzić w życie - mówiła. Zaatakowała także wezwanie do wprowadzania wzajemność w przyszłych umowach: Krytycznie odnosimy się do apeli o przestrzeganie unijnych warunków produkcji w towarach importowanych z krajów trzecich - powiedziała.
Zwróciła uwagę na niewielkie pole manewru w tej kwestii w polityce handlowej i systemie prawnym: Narzucanie państwom trzecim zgodności z naszymi standardami produkcji zagraża umowom i zaostrza konflikty handlowe - podkreśliła.
Podobne stanowisko do Niemiec, choć nie w tak radykalnej formie, prezentowały Hiszpania, Dania i Finlandia.
Polska zabiega w UE o jednolite stanowisko, jednocześnie ma już gotowy projekt jednostronnego rozporządzenia zakazującego importu produktów rolnych zawierających 5 substancji zakazanych w Unii.
Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, rozpoczęły się już nawet konsultacje w tej sprawie z KE - na poziomie technicznym. Francja wprowadziła dekretem wcześniej bo 7 stycznia (tuż przed głosowaniem w sprawie umowy z Mercosurem ) zakaz tych samych 5 substancji.
Z informacji dziennikarki RMF FM wynika, że KE dosyć negatywnie zaopiniowała ten francuski dekret podczas technicznego spotkania w unijnym komitecie. Unijny komisarz ds. rolnictwa Christophe Hansen powiedział, że tego typu jednostronne decyzje "nie służą".
Dyskutujemy z krajami, które wprowadziły lub próbują wprowadzić jednostronne inicjatywy. To nie pomaga sektorowi, dlatego potrzebujemy jednolitego stanowiska - powiedział. Przypomniał, że jednolity rynek "jest bardzo wrażliwy".
Powtórzył zapowiedź, że już w lutym Rada UE będzie mogła głosować nad wnioskiem KE, by uznać 3 pozostałości pestycydów za niedozwolone w imporcie. Jak się dowiedziała dziennikarka RMF FM, dwie z tych substancji znajdują się na francuskiej i polskiej "czarnej liście".
Komisarz zapowiedział, ze KE rozpoczęła kolejną analizę, żeby do tych 3 substancji dodać kolejne. Nazwał to "agripodatkiem". Zapewniał o wzmożonych kontrolach importu, co z kolei określił rolniczym Frontexem (Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej, wspiera kraje UE i kraje strefy Schengen w zarządzaniu granicami zewnętrznym). Zapewniał także o wsparciu dla rolników w przyszłym unijnym budżecie. Obiecywał, że KE będzie monitorować umowy.