"Naprawdę mamy genialnych, dobrze przygotowanych nauczycieli. Krytyka edukacji zdrowotnej pokazuje, że biskupi nie wiedzą, co jest w podstawie programowej i nie rozumieją potrzeby przekazywania rzetelnej wiedzy" - powiedziała w poniedziałek szefowa MEN Barbara Nowacka.
- Szefowa MEN Barbara Nowacka skrytykowała biskupów za brak wiedzy o podstawie programowej edukacji zdrowotnej oraz za nierozumienie potrzeby przekazywania rzetelnej wiedzy uczniom.
- Nowacka określiła krytykę ze strony hierarchów jako wyraz pogardy dla nauczycieli oraz podważanie ich kompetencji.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Podczas uroczystości Matki Bożej Królowej Polski w sobotę na Jasnej Górze przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC skrytykował edukację zdrowotną w szkołach. Zwrócił uwagę, że "jako przedmiot nieobowiązkowy cieszył się zaledwie 30-procentową frekwencją, ale to nie przeszkodziło, aby został wprowadzony jako obowiązkowy, podczas gdy na religię chodzi dzisiaj mniej więcej 70 proc. uczniów i nie jest obowiązkowa" - powiedział w homilii metropolita gdański.
Szefowa MEN, zapytana w poniedziałek w Polsat News o słowa arcybiskupa Wojdy, zwróciła uwagę, że "w zeszłym roku Episkopat zarzucał, że część dotycząca zdrowia seksualnego jest nie w porządku, a do całej reszty nie mieli zastrzeżeń; mówili, że przedmiot jest potrzebny; jak dobrze, że młodzież dowie się o ważnych elementach życia, zdrowia, higieny".
Okazuje się, że nie chodziło o elementy zdrowia seksualnego, tylko o polityczną awanturę - oceniła Nowacka.
Według szefowej MEN, "krytyka pokazuje, że (biskupi - red.) nie wiedzą, co jest w podstawie programowej i nie rozumieją, jak potrzebna we współczesnym świecie jest rzetelna wiedza dostarczana przez nauczycieli".
Krytykę przedmiotu Nowacka nazwała także wyrazem "pogardy dla nauczycieli".
Naprawdę mamy genialnych, dobrze przygotowanych nauczycieli, też do edukacji zdrowotnej. A krytyka dotycząca tego, że tu nie wiadomo, co będą dzieciom opowiadać, świadczy albo o ignorancji, albo o arogancji - oceniła Nowacka.
W zdrowiu seksualnym nie ma niczego niewłaściwego, niestosownego - zaakcentowała.
Jestem przekonana, że wielu nauczycieli pokaże, jak ważna jest wiedza o zdrowiu seksualnym, bo ono jest elementem zdrowia. To nic dziwnego - dodała.
Szefowa MEN 9 kwietnia poinformowała, że od nowego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym, oprócz części dotyczącej wiedzy seksualnej, na który będzie można się zapisać.
Wyjaśniła, że "przedmiot będzie składał się tak naprawdę z dwóch przedmiotów, czyli przedmiotu edukacja zdrowotna takiego, jakim jest i nieobowiązkowego przedmiotu, który będzie stanowił prawdopodobnie około jedną dziesiątą całości przedmiotu dotyczącego wiedzy o zdrowiu seksualnym". Zaznaczyła, że o tym, czy dziecko będzie uczestniczyło w tej części, zdecydują rodzice.
Szefowa MEN powołała zespół ekspercki, który ma przeanalizować dotychczasową podstawę programową edukacji zdrowotnej i wskaże szczegółowe treści, które będą nieobowiązkowe.
W związku z tym 14 kwietnia Komisja Wychowania Konferencji Episkopatu Polski wydała oświadczenie, w którym zaznaczyła, że w obecnym kształcie edukacja zdrowotna nie powinna być przedmiotem obowiązkowym, nawet jeśli wyłącza się w programie z obowiązkowych treści zakres zdrowia seksualnego.
"Usunięcie komponentu związanego z wychowaniem seksualnym nie rozwiązuje problemu, gdyż w pozostałych działach tematycznych znajdują się treści, które nie respektują należycie wartości małżeństwa i rodziny, określonej i zagwarantowanej przez Konstytucję RP" - zwrócili uwagę autorzy dokumentu. Przypomnieli, że zgodnie z art. 48 Konstytucji RP, "to rodzice mają pierwotne i niezbywalne prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami".
Zaznaczyli, że przedmiot powinien być przedmiotem szerokiego i merytorycznego dialogu pomiędzy podstawowymi podmiotami wychowania, czyli szkołą, rodziną, Kościołem katolickim oraz innymi Kościołami i związkami wyznaniowymi.