Opublikowane przez Sejm poselskie oświadczenia majątkowe ujawniają niechęć części posłów do dzielenia się wiedzą nt. swojego stanu posiadania. Dzieje się to np. przez przepisanie części majątku na małżonków albo unikanie podawania szczegółów. Są jednak i tacy, którzy w rubryce "mienie ruchome o wartości powyżej 10 tys." dzielą się informacjami dość niecodziennymi. Ta rubryka zazwyczaj zawiera samochody.

REKLAMA

Audi, mercedes, bmw i... Fiat Panda - czym jeżdżą posłowie?

Posłowie Sławomir Neumann czy Dariusz Rosati mają się czym pochwalić: jeden ma mazdę, hondę i opla; drugi audi, mercedesa i bmw. Inni dopisują jednak skuter suzuki, jak min. Kamil Bortniczuk; jacht motorowy jak marszałek Włodzimierz Czarzasty albo 1/3 udziałów w samolocie Cessna, jak poseł Maciej Lasek.

Premier Mateusz Morawiecki, wicepremier Kaczyński i kilku innych członków rządu nie mają własnych samochodów - wynika z lektury oświadczeń majątkowych.

Ministrowie ich nie mają, bo nie muszą - używają aut służbowych. Ale jest też jeden wyjątek - wicepremier Jarosław Kaczyński, który otwarcie przyznaje: "Ja nie mam prawa jazdy, to prawda. I w związku z tym nie kieruję samochodem".

Poza Kaczyńskim i premierem Morawieckim aut nie wpisali do oświadczeń, także zdani w związku z tym na rządowe limuzyny, ministrowie Czarnek, Kamiński, Schreiber i Ziobro.

Przyjrzenie się flocie tych, którzy prywatne auta mają, prowadzi zaś do wniosku, że jeżdżą raczej starociami. Rekordy biją 22-letni Opel Frontera ministra Grzegorza Pudy, 17-letni passat ministra Andrzeja Adamczyka czy 16-letni Renault Scenic ministra Michała Cieślaka.

Z oświadczeń tych wynika, że że Mariusz Błaszczak na co dzień jeździ Fiatem 500, a Michał Dworczyk Fiatem Pandą.

Opryskiwacz sadowniczy i blisko 100-letni fortepian

Barbara Nowacka i posłowie Piotr Gliński i Wojciech Maksymowicz mają cenne obrazy, poseł Mirosław Maliszewski opryskiwacz sadowniczy i kilka ciągników, a Tadeusz Cymański prawie stuletni fortepian.

Dane z tych oświadczeń są jednak nieporównywalne, bo hasło rubryki "mienie ruchome warte powyżej 10 tys." trudno zrozumieć.

Np. premier Morawiecki pisze w niej o zabudowie kuchennej, inni traktują jej części osobno i nic nie piszą. Wg oświadczenia premier ma w swoich domach warte kilkadziesiąt tysięcy meble i sprzęt techniczny, a minister Ziobro nie, więc albo w swoich nieruchomościach mebli nie ma, albo ma, ale znacznie tańsze.

Z czego i jak żyją znani posłowie lewicy i prawicy? Najbardziej chyba zaskakuje suma 42 złotych 89 groszy, którą jako zgromadzone środki wykazał Paweł Kukiz. Jak na jeżdżącego Audi Q7 wolnorynkowca, właściciela wartego 1,5 miliona domu, do tego mieszkania i łąki - nie jest to suma okazała.

Niewiele większe zasoby, bo 1400 złotych oszczędności, wykazał Grzegorz Braun.

Wolnorynkową zaradność potwierdza za to Janusz Korwin-Mikke, zarabiający w ciągu roku prawie pół miliona. Spora część tego to emerytura z Parlamentu Europejskiego - instytucji, którą poseł chciałby zlikwidować.

Po drugiej stronie politycznych podziałów zaskakuje Maciej Gdula, który lewicową wrażliwość i niechęć do kamieniczników musi jakoś łączyć z oświadczeniem, z którego wynika, że o połowę więcej niż z pracy poseł lewicy zarabia na wynajmowaniu nieruchomości. Jako poseł Maciej Gdula zarabia 129 tysięcy, a z wynajmu 177 tysięcy rocznie.

"Wesołych Świąt" w majątku wicepremiera Glińskiego

Oszczędności topnieją w oczach, ale lokata w działo sztuki sprawdza się nadspodziewanie dobrze - tak dałoby się podsumować sytuację finansową wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego.

Chodzi o stworzony w pamiętnym 1981 roku obraz Edwarda Dwurnika "Wesołych Świąt", należący do wicepremiera od bardzo dawna. Wartość wymienianego w kolejnych oświadczeniach majątkowych dzieła przez lata niezmiennie oceniana była na 20 tysięcy złotych.

Trzy lata temu po śmierci autora dzieła Piotr Gliński podniósł w swoim oświadczeniu jego szacunkową wartość do 25 tysięcy, a wg ostatniego oświadczenia ten sam obraz wart jest już 50 tysięcy.

Jednocześnie sytuacja finansowa wicepremiera wyraźnie się pogarsza; na początku kadencji miał 130 tys. oszczędności, po roku 80 tys., a ostatnio tylko 60 tys.

U zarabiającego rocznie 240 tysięcy wicepremiera gwałtowny spadek oszczędności, ale ponad dwukrotny skok nominalnej wartości tego samego obrazu, da się pewnie wyjaśnić jednym słowem - inflacja.