"Ucinając spekulacje medialne, wykluczam dymisję Komendanta Głównego Policji" - napisał na Twitterze szef MSWiA Mariusz Kamiński. Odniósł się w ten sposób do niepotwierdzonych informacji o poszukiwaniu przez MSWiA następcy gen. insp. Jarosława Szymczyka.

REKLAMA

Szef MSWiA Mariusz Kamiński przekazał w oświadczeniu, że wbrew medialnym spekulacjom nie ma mowy o odwołaniu Komendanta Głównego Policji. "Wykluczam dymisję" - podkreślił.

Kamiński odniósł się też do żądania wyjaśnień od strony ukraińskiej w sprawie prezentów, jakie generał miał dostać podczas wizyty w Ukrainie. Jak informowaliśmy, to jeden z nich miał eksplodować w gabinecie Szymczyka.

"W związku z sytuacją dot. ukraińskiego prezentu dla gen. J. Szymczyka gotowość przyjazdu do Polski i spotkania ze mną wyraził szef MSW Ukrainy D. Monastyrski. Do spotkania dojdzie niebawem" - napisał Kamiński.

W zwizku z sytuacj dot. ukraiskiego prezentu dla gen. J. Szymczyka gotowo przyjazdu do i spotkania ze mn wyrazi szef MSW D. Monastyrski. Do spotkania dojdzie niebawem. Jednoczenie, ucinajc spekulacje medialne, wykluczam dymisj Komendanta Gwnego @PolskaPolicja.

Kaminski_M_December 19, 2022

Müller: Należy ze spokojem czekać na wyniki śledztwa

O wpis szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego został zapytany na konferencji prasowej rzecznik rządu Piotr Müller.

Jak rozumiem, jest taka sytuacja, w której na razie nie ma przesłanek do podjęcia takiej decyzji. Należy ze spokojem czekać na wyniki śledztwa, bo one też mogą przynieść informacje, których na ten moment nie posiadamy - powiedział Piotr Müller.

Każdy funkcjonariusz publiczny, każdy minister, każda osoba, która pełni wysokie funkcje publiczne musi być gotowa do tego, żeby w przypadku wykrycia niewłaściwych działań, czy zachowań, albo sama się podała do dymisji, albo była odwołana. W związku z tym zawsze to jest możliwe. Nie wykluczam tego też w tej sprawie - przekazał rzecznik rządu.

Zauważył przy tym, że w tej sprawie bardzo ważną rolę do wykonania ma prokuratura. Chodzi o weryfikację zarówno sposobu, w jaki sposób doszło do tej sytuacji, co do transportu z Ukrainy tych rzeczy. Wtedy będzie można ewentualnie podejmować dalsze rozstrzygnięcia. Dzisiaj na ten moment takich decyzji nie ma - dodał.

Resort dyplomacji zaskoczony reakcją MSWiA

Urzędnicy polskiego resortu dyplomacji są zdziwieni postawą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, dotyczącą incydentu z komendantem głównym policji i eksplozją w jego gabinecie. Jak wcześniej ustalił reporter RMF FM, poruszenie w MSZ wywołały żądania szefa MSWiA kierowane do Ukraińców, by złożyli wyjaśnienia w sprawie prezentów, które dostał w Ukrainie generał Jarosław Szymczyk, a z których jeden miał eksplodować w Komendzie Głównej Policji.

Z rozmów, jakie dziennikarz RMF FM przeprowadził z przedstawicielami resortu dyplomacji, wynika, że działania szefa MSWiA traktują jako swego rodzaju samowolkę. Tu chodzi o kontakty międzynarodowe, sprawa może wpłynąć na obecne stosunki między naszymi państwami, bo pojawiają się wątpliwości przenoszące część ciężaru odpowiedzialności za to, co się stało, na Ukrainę. Natomiast polska dyplomacja w tej kwestii została całkowicie pominięta.

W normalnych układach - jak usłyszał reporter RMF FM - po takim incydencie byłaby przynajmniej nota dyplomatyczna, czy wezwanie do resortu ambasadora, by złożył wyjaśnienia. Jednak z naszych ustaleń wynika, że na dyplomatycznej linii Warszawa-Kijów nic do tej pory się nie wydarzyło, a ten temat w ogóle nie istnieje.

Także komunikat MSWiA, w którym resort zażądał od Ukraińców wyjaśnień, nie był konsultowany z resortem dyplomacji.

Resort spraw wewnętrznych wydał ten komunikat 15 grudnia. Oto jego treść:

Wczoraj o godz. 7:50 w pomieszczeniu sąsiadującym z gabinetem Komendanta Głównego Policji doszło do eksplozji. Eksplodował jeden z prezentów, które Komendant otrzymał podczas swojej roboczej wizyty na Ukrainie w dn. 11-12 grudnia br., gdzie spotkał się z kierownictwami ukraińskiej Policji i Służby ds. sytuacji nadzwyczajnych. Prezent był podarunkiem od jednego z szefów ukraińskich służb. W wyniku eksplozji Komendant doznał lekkich obrażeń i od wczoraj przebywa na obserwacji w szpitalu. Lekkich obrażeń nie wymagających hospitalizacji doznał też pracownik cywilny Komendy Głównej Policji. Strona polska zwróciła się do strony ukraińskiej o złożenie stosownych wyjaśnień. Sprawą od początku zajmuje się prokuratura i odpowiednie służby.

Eksplozja w KGP. Gen. Szymczyk wyjaśnia

Sam gen. Jarosław Szymczyk tak opisywał w rozmowie z RMF FM to, co wydarzyło się w Komendzie Głównej Policji w środowy poranek: Kiedy przestawiałem zużyte granatniki, będące prezentami od Ukraińców, doszło do eksplozji.

Szef policji przyznał, że wybuch był potężny - siła uderzenia przebiła podłogę, a z drugiej strony uszkodziła sufit.

On sam na dwie doby trafił do szpitala.

Eksplozja w KGP. Jak do niej doszło?

Jak dowiedzieli się dziennikarze RMF FM od członka polskiej delegacji, generał Jarosław Szymczyk otrzymał w Ukrainie dwa granatniki przeciwpancerne (prawdopodobnie RGW-90), które - jak przekonywali Ukraińcy - miały być zużyte.

Pierwszy prezent pochodził od Komendanta Głównego Narodowej Policji Ukrainy Ihora Kłymenki. Był to nietypowy, wojenny prezent, jaki robią teraz Ukraińcy - zużyty granatnik przeciwpancerny, którym ostrzeliwano rosyjskie czołgi. Wyglądem przypomina długą tubę, po dwóch stronach zaślepioną styropianem. Przerobiono go na głośnik. Komendant Kłymenko - jak opowiada nam członek delegacji - nawet puszczał muzykę, pokazując jego działanie. Ukraińcy zapewniali, że nie ma tam materiałów wybuchowych.

Później polscy policjanci spotkali się jeszcze z szefem Państwowej Służby Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych generałem Sierhijem Krukiem. Po spotkaniu zastępca Kruka Dmytro Bondar oprowadził ich po sali, gdzie zgromadzono przedmioty, jakie w czasie walk zneutralizowała dowodzona przez nich służba, m.in. pociski czy miny.

Na koniec, żegnając się, gen. Bondar również dał gen. Szymczykowi prezent - identyczną tubę granatnika. Ta jednak nie była przerobiona na głośnik, ale Ukraińcy zapewnili, że granatnik jest zużyty i bezpieczny. Co więcej, mówili, że można go przewieźć bez zgłoszeń, że był wart tyle, co cena złomu. Jak mówi nasz informator, delegacja samochodami wróciła do Warszawy, a otrzymane prezenty gen. Szymczyk zostawił na zapleczu swojego gabinetu.

Czy to był samozapłon?

Eksperci wojskowości twierdzą, że taki granatnik nie mógł wystrzelić sam - chyba, że był uszkodzony i w czasie przestawiania doszło do wybuchu. Ale możliwa jest też wersja, że komendant główny policji mógł nacisnąć jakiś element tuby po granatniku, którego dokładnie nie sprawdzono.

Uszkodzenia w Komendzie Głównej Policji

Zniszczenia po wybuchu są na trzech kondygnacjach budynku - od parteru do drugiego piętra. Głównie chodzi o wyrwy w podłodze pomieszczenia socjalnego gen. Szymczyka, a także w podłodze na poziomie pierwszego piętra.

Z naszych informacji wynika, że poza tymi uszkodzeniami nie ma większych strat. Nie wypadły szyby z okien, nie było też pożaru.

Gen. Szymczyk ma zjawić się przed prokuratorami

Dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada ustalił, że w najbliższym czasie gen. Szymczyk ma się zjawić przed prokuratorami. Zostanie przesłuchany w charakterze świadka - śledczy utrzymują, że jest pokrzywdzonym w trwającym postępowaniu. Nie można jednak wykluczyć, że w czasie składania zeznań zostanie uprzedzony o ewentualnej odpowiedzialności.

Śledztwo dotyczy nieumyślnego spowodowania eksplozji zagrażającej życiu wielu osób. Grozi za to do 5 lat więzienia.

Prokuratorzy w tym postępowaniu muszą też wyjaśnić, czy policja po incydencie działała zgodnie z procedurami. Zbadane musi zostać to, czy doszło do przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy.

Prokuratura konsekwentnie odmawia podawania jakichkolwiek informacji w sprawie prowadzonego śledztwa.