Wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski zapewnił, że jest szansa na kompromis z Pałacem Prezydenckim w sprawie nominacji ambasadorów. Stwierdził, że „pole do kompromisu z panem prezydentem jest, i myślę, że ten kompromis zawrzemy”. Podkreślił jednak, że porozumienie musi opierać się na podstawach prawnych i nie może prowadzić do dyskryminacji zawodowych dyplomatów.
- Trwa spór między MSZ a prezydentem o nominacje ambasadorskie.
- Sikorski deklaruje gotowość do kompromisu, pod warunkiem przestrzegania prawa i braku dyskryminacji dyplomatów.
- Kontrowersje dotyczą kandydatur Ryszarda Schnepfa i Bogdana Klicha.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
W poniedziałek po południu odbyło się spotkanie szefa MSZ Radosława Sikorskiego z prezydentem Karolem Nawrockim. Głównym tematem rozmów był spór dotyczący obsady stanowisk ambasadorskich. Obie strony rozmawiały także o współpracy na linii Ministerstwo Spraw Zagranicznych - prezydent.
Podczas wtorkowej konferencji prasowej po posiedzeniu rządu, Sikorski podkreślił, że widzi możliwość zawarcia kompromisu z prezydentem. Pole do kompromisu z panem prezydentem jest, i myślę, że ten kompromis zawrzemy - powiedział. Zaznaczył jednak, że porozumienie musi być zgodne z prawem. Prawo stanowi, że to ja składam wniosek w sprawie ambasadorów. Przypominam, że to MSZ odpowiada za stan służby zagranicznej; ja odpowiadam za ambasadorów przed Sejmem - dodał.
Szef MSZ wyraził sprzeciw wobec sytuacji, w której odpowiada za służbę zagraniczną, ale nie ma decydującego wpływu na jej skład.
Sikorski odniósł się do sprzeciwu prezydenta wobec nominacji Ryszarda Schnepfa na ambasadora w Rzymie oraz Bogdana Klicha na ambasadora w Waszyngtonie. Podkreślił, że nie widzi podstaw do odrzucenia tych kandydatur. W naszej kulturze łacińskiej nie oceniamy ludzi po przodkach, tylko po ich pracy, a ambasador Schnepf dobrze wykonuje swoje obowiązki - zaznaczył.
W przypadku Bogdana Klicha, Sikorski stwierdził, że zarzuty podnoszone przez prawą stronę sceny politycznej nie są dla niego wiążące. Według szefa MSZ "to, że prawa strona uznaje go za zamachowca smoleńskiego, nie jest dla mnie podstawą" do skreślenia go z funkcji w Waszyngtonie.
Szef MSZ podkreślił, że kompromis z prezydentem jest możliwy tylko wtedy, gdy nie będzie dyskryminacji zawodowych dyplomatów i zostaną zachowane wymogi apartyjności oraz skuteczności w działaniach na rzecz Polski. Przypomniał, że w czasie swojej kadencji prezydent Andrzej Duda podpisał 24 nominacje ambasadorskie w podobnych warunkach prawnych.
Sikorski wyraził zadowolenie z przebiegu spotkania z prezydentem, określając "rozmowy jako konstruktywne i momentami sympatyczne". Zapowiedział także, że kwestie personalne nie będą już omawiane publicznie, by nie utrudniać pracy kandydatom i urzędującym dyplomatom.
Szef MSZ odniósł się również do ewentualnego udziału Polski w Radzie Pokoju. Podkreślił, że to wymaga zgody Rady Ministrów. Zapewnił, że jeśli taki wniosek wpłynie, zostanie rozpatrzony przez rząd.
Szef polskiej dyplomacji wyjaśnił, że zgodnie z konstytucją oraz ustawą o umowach międzynarodowych, przystąpienie do tego typu formatu wymaga zgody Rady Ministrów wyrażonej w formie uchwały. Jeśli prezydent Karol Nawrocki chciałby wziąć udział w Radzie Pokoju, powinien zwrócić się do rządu o odpowiednią zgodę - zaznaczył Sikorski. Dodał, że do tej pory taki wniosek nie wpłynął, a bez niego nie jest możliwe podpisanie dokumentu dotyczącego Rady Pokoju.
Wicepremier odniósł się także do spekulacji, jakoby przystąpienie Polski do Rady Pokoju miało być powiązane z uzyskaniem stałej amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce. O tym nic mi nie wiadomo - stwierdził Sikorski. Przypomniał, że rozmowy na temat rozbudowy obecności wojsk USA w Polsce trwają od wielu lat i nie są bezpośrednio związane z nową inicjatywą amerykańskiego prezydenta.
Sikorski podkreślił, że w polskim systemie prawnym to rząd, a nie prezydent, posiada kompetencje do podejmowania decyzji o przystąpieniu do międzynarodowych inicjatyw. Dobrze się stało, bo i pan prezydent Nawrocki i strona amerykańska zdały sobie sprawę, kto w Polsce rządzi w dziedzinie polityki zagranicznej, kto ma prawo wydać zgodę na podpisanie umowy międzynarodowej - powiedział szef MSZ.
Podczas posiedzenia rządu Sikorski przedstawił założenia polityki zagranicznej i europejskiej na 2026 rok. Przyjęty dokument, choć niejawny, obejmuje kluczowe obszary: "Polska bezpieczna", "Wpływowa Polska w silnej UE", "Polityka zagraniczna w służbie rozwoju gospodarczego", "Polska aktywna globalnie i solidarna" oraz "Profesjonalna służba zagraniczna jako warunek realizacji priorytetów państwa".
Minister Sikorski zapowiedział, że expose dotyczące polityki zagranicznej wygłosi w Sejmie 11 lutego. To wcześniejszy termin niż w poprzednich latach. Dokument, który posłuży za podstawę wystąpienia, zostanie również przekazany prezydentowi Karolowi Nawrockiemu.
Wśród najważniejszych wyzwań Sikorski wymienił zmieniającą się definicję sojuszu zachodniego oraz rosnące nastroje antyeuropejskie w Polsce. Minister podkreślił, że coraz więcej Polaków ulega iluzji, iż można korzystać z przywilejów członkostwa w Unii Europejskiej bez wypełniania związanych z tym obowiązków. Zaznaczył również, że sytuacja międzynarodowa wokół Polski pogarsza się, co utrudnia prowadzenie skutecznej polityki zagranicznej i wymaga większej jedności na tym polu.
Kolejnym kluczowym punktem polityki zagranicznej na 2026 rok są relacje z Ukrainą. Sikorski określił Ukrainę jako "funkcjonalny bufor wobec imperializmu rosyjskiego", podkreślając znaczenie współpracy i wsparcia dla sąsiada ze wschodu.