2021 pozostanie w pamięci rokiem kumulujących się kryzysów i walki na wszystkich możliwych frontach. Nadzieje sprzed roku na uporanie się z problemem pandemii okazały się trudniejsze do spełnienia, głównie przez antyszczepionkowców. W styczniu doliczymy się już ponad stu tysięcy ofiar.

REKLAMA

Dokonany w połowie roku rozpad rządowej koalicji z perspektywy końca grudnia ma już niewielkie znaczenie. Nawet nie przez to, że PiS większość nadal utrzymuje. Po drodze Polska zmierzyła się z największym kryzysem międzynarodowym ostatnich 30 lat, a sama pozostała osamotnia - na arenie europejskiej i w relacjach transatlantyckich.

Kontakty na linii Warszawa-Bruksela należały w tym roku do wyjątkowo trudnych, bo po latach, często irytującego wręcz oczekiwania, Komisja Europejska powiedziała "stop" i przeszła do działania. Politycy i urzędnicy, widząc także sytuację na Węgrzech, dojrzeli do przeświadczenia, że wrażenie na obu rządach robią wyłącznie kwestie finansowe, więc zaczęli mrozić europejskie pieniądze. Polska do dziś nie otrzymała ani eurocenta z, wynegocjowanego także przez premiera Morawieckiego, Funduszu Odbudowy. Wystarczy wspomnieć, że pierwsze transze Portugalia, Luksemburg i Belgia otrzymały jeszcze w sierpniu. Nie dość, że nie zyskujemy, to jeszcze tracimy. Każdego dnia półtora miliarda euro. Pół za dalsze funkcjonowanie kopalni Turów, miliard za działanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Właściwie jedynym pomysłem rządu na odpowiedź na ruchy Brukseli wcale nie było wykonanie spornych wyroków europejskich sędziów. Do walki zaprzęgnięto w tym roku Trybunał Konstytucyjny, który pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej wydawał serię orzeczeń podważających polskie członkostwo w Unii Europejskiej, przy okazji nie pozostawiając już najmniejszych złudzeń co do niezależności instytucji przy alei Szucha.

Nic nie wskazuje na to, żeby w pierwszych miesiącach 2022 roku cokolwiek mogło polsko-unijny impas przełamać. Rząd nie jest w stanie zrealizować wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE. Mimo zapowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego, między PiS-em, Solidarną Polską a Pałacem Prezydenckim nadal nie udało się wypracować kompromisowej wersji ustawy sądowej. Strony deklarują, że są gotowe do współpracy, ale można odnieść wrażenie, że brak porozumienia jest wszystkim na rękę. Poza Komisją Europejską, która swojego stanowiska nie zmieni, bo i nie może. Jakiekolwiek ustępstwo będzie miało konsekwencje nie tylko punktowe, między Warszawą a Brukselą. Przyzwolenie na łamanie zasad praworządności wpłynie na przyszłość całej Wspólnoty, na całe dekady.

Niezależnie od tego sporu, Bruksela zaangażowała się w rozwiązanie kryzysu na wschodniej granicy Unii. Na Litwę i Łotwę trafili funkcjonariusze Frontexu, a Komisja Europejska będzie częściowo finansowała budowę zapór na granicach. Polska z pomocy międzynarodowej korzystać nie chciała. Kryzys migracyjny na polsko-białoruskim pograniczu jest jednym z największym wyzwań ostatnich trzech dekad. Choć nadal trwa, już teraz jest wstydliwym wspomnieniem. W oficjalne dane o dwudziestu ofiarach nie da się nawet wierzyć. Z 2021 pozostają obrazki: rodzin odnajdywanych w lasach, rzeczy porzucanych na polach, dzieci samotnie wypychanych na granicę. To i tak te najłagodniejsze. Przed tymi ukazującymi dramat migrantów władza dziennikarzy i społeczeństwo odcięła.

Rząd, wespół z prezesem Jackiem Kurskim, zapewnił za to moc obrazków pod wspólnym hasłem "Murem za mundurem". Wsparcie dla żołnierzy płynęło w rytmie "The Ketchup Song", kiedy TVP zorganizowała okolicznościowy koncert. Mundurowi wystąpili nawet przy bożonarodzeniowej szopce. Jej ilustrację wywieszono na budynku Dowództwa Garnizonu Warszawa, za pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. 150 km dalej na wschód polscy żołnierze skarżyli się na warunki skoszarowania, na nieodpowiednie żywienie, a funkcjonariusze z często niewielkim doświadczeniem mierzyli się z sytuacjami skrajnymi, prowokowanymi przez białoruskich pograniczników.

Niskie statystyki podawane w ostatnich dniach przez Straż Graniczną są tylko chwilowe. Nie wiadomo, na jak długo wystarczą uzgodnienia z Władimirem Putinem, które w listopadzie wynegocjowała była już kanclerz Angela Merkel. I nie wiadomo, kiedy nieobliczalny i samozwańczy Aleksander Łukaszenka ponownie nie stwierdzi, że przyszedł dobry moment, by migrantami wywierać presję na całą Unię Europejską.

Z tym wyzwaniem przyjdzie się mierzyć dalej ministrowi Mariuszowi Błaszczakowi, choć coraz więcej języków w PiS-ie chętnie typuje go na następcę Mateusza Morawieckiego. Prezes Kaczyński w ostatnich dniach roku wymianę szefa rządu nazywał pomysłem "szalonym", ale życie partyjne toczy się swoim trybem. Niezadowolenie z premiera w obozie rządzącym jest niemal powszechne. Sceptycyzm w PiS tylko się pogłębił, a Solidarna Polska przeszła w tryb otwartej wojny i to od razu po tym, jak koalicję opuściło Porozumienie.

PiS przez pół roku bagatelizowało pęknięcie, które dokonało się w Zjednoczonej Prawicy. Cena, którą za rozłam płaci, jest jednak wysoka. Ciesząca się 30-procentowym poparciem partia musi targować się z pojedynczymi posłami, popieranymi przez raptem kilka tysięcy wyborców. Lech Kołakowski i Małgorzata Janowska przyjęli zapłatę w intratnych posadach, Łukasz Mejza zażądał stanowiska ministerialnego. W jego przypadku PiS straciło też moralnie. Tygodniami nie było w stanie usunąć z własnych szeregów osoby, która próbowała oszustwami żerować na chorobie dzieci. Kierownictwo partii musi zdawać sobie sprawę, że takich dylematów będzie więcej, a łatanie większości w przyszłym roku będzie jeszcze trudniejsze. Pytanie, czy na tyle trudne, że doprowadzi do przedterminowych wyborów, pozostaje oczywiście otwarte.

Młodzieżowym słowem roku może być "śpiulkolot", ale słowem-kluczem pozostaje "epidemia". Rząd wyciągnął lekcje z nieprzygotowania do III fali, z którą mierzyliśmy się na początku roku, i przed jesienną, czwartą falą nie zrobił nic. Jedyny projekt, który miał dać choć minimalne narzędzia pracodawcom do weryfikowania szczepień, po pół roku dyskusji nadal nie został uchwalony. Rząd w pełni ugiął się pod, i tak stosunkowo niewielką, presją antyszczepionkowców. Jakakolwiek kampania proszczepionkowa ustała wraz z wyciekiem maili ze skrzynki Michała Dworczyka. Uznawany i wymagany w większości krajów europejskich paszport covidowy w Polsce nie ma zastosowania, nie wliczając w to pojedynczych restauracji i klubów w większych miastach. Weryfikowanie szczepień zostało sprowadzone do rangi fanaberii, a nie obowiązku. Tego obowiązku nie będzie też podczas sylwestrowych zabaw w klubach, na które rząd zgodził się, powszechnie ogłaszając, że za cztery tygodnie czeka nas gigantyczny skok zakażeń. Omikron trafia do kraju o niskim stopniu wyszczepienia i bez jakichkolwiek obostrzeń. I trafia dokładnie w czasie, kiedy Polska odnotuje sto tysięcy covidowych zgonów. To stan przygotowań przed piątą falą.

W Prawie i Sprawiedliwości prace trwają. Posłowie głowią się, jak odpowiedzieć na prezydenckie weto do lex TVN. Większość z pomysłu rezygnować nie zamierza, mimo że sześciomiesięczne prace nad ustawą doprowadziły do kryzysów: na ulicach i w relacjach z Amerykanami. Jeśliby posługiwać się językiem polityków, to do nowelizacji ustawy medialnej najlepiej pasuje określenie o opadających maskach. Na przestrzeni tygodni PiS przestało używać własnych argumentów o zabezpieczaniu Polski przed wpływem wrogich państw na media. Na koniec grudnia nikt już nie ukrywał, że chodzi o likwidację telewizji TVN w obecnej formie, czyli krytycznej wobec rządu, i że ten los mogą podzielić też inne niezależne media. Na partii nie robiły wrażenia manifestacje w setkach polskich miast, protesty dziennikarzy czy apele z Waszyngtonu i Brukseli. PiS czołgiem, ze skompromitowanym Łukaszem Mejzą na pokładzie, przeprowadziło ustawę przez parlament. Udałoby się, gdyby nie decyzja Andrzeja Dudy, która w niektórych ocenach staje się zwiastunem nowej prezydenckiej polityki w 2022 roku.

Po ostatnich 12 miesiącach PiS wie, że dwie najczęściej stosowane strategie - zrzucania odpowiedzialności na poprzedników i przeczekiwania kryzysów - już nie działają. W perspektywie nadchodzących wyzwań byłyby nawet trudne do wykorzystania. Szalejącej inflacji połączonej z Polskim Ładem i podwyżką stóp procentowych nie da się ani przemilczeć, ani obarczyć nią konkurentów. Premier winowajcy poszukuje w Moskwie, która jest już odpowiedzialna za niemal każdy rządowy kryzys: migracyjny, mailowy, inflacyjny i inwigilacyjny. Apogeum tego ostatniego też jeszcze przed nami, bo trudno uwierzyć, że lista szpiegowanych Pegasusem kończy się na trzech nazwiskach.