"Od początku wejścia do polityki nie ukrywam, że chciałabym przejąć resort edukacji. Oczywiście przed wyborami nie można dzielić skóry na niedźwiedziu, wszystko zależy od wyborców. Natomiast tak - chciałabym zająć się polską szkołą, chciałabym zająć się oświatą. Chciałabym zająć się także szkolnictwem wyższym, bo ono także jest niedofinansowane. Tam także mamy kryzys kadrowy" - mówiła w Rozmowie o 7:00 w RMF FM i Radiu RMF24 posłanka Nowej Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Dziemianowicz-Bąk: To nie pakt migracyjny jest przyzwoleniem na łapówkarstwo

Zdaniem Dziemianowicz-Bąk "Przemysław Czarnek musi odejść". A jego nieudolne próby wprowadzenia Lex Czarnek przejść na karty niechlubnej historii polityki oświatowej - mówiła Dziemianowicz-Bąk. Jej zdaniem polską szkołę "trzeba wprowadzić w nowoczesność, ale z polskiej szkoły przede wszystkim trzeba stworzyć bezpieczny drugi dom dla uczniów. Który uczy, wychowuje i opiekuje się" - dodała.

I nie można traktować resortu edukacji jak "Anna Zalewska jako trampoliny do Parlamentu Europejskiego, ani jak nagrody pocieszenia jak potraktował to minister Czarnek, który przecież marzył o tym, żeby wysadzić z siodła Ziobrę na stanowisku ministra sprawiedliwości" - mówiła.

Podwyżki dla nauczycieli na początek

Według posłanki pierwszą rzeczą, którą należy zrobić, aby poprawić jakość edukacji w Polsce, są podwyżki dla nauczycieli. To będzie pierwsza decyzja nowego ministra edukacji. Bo bez nauczycieli nie będzie edukacji. To trzeba zrobić natychmiast. Ale to oczywiście nie koniec, mamy epidemię kryzysu zdrowia psychicznego wśród dzieci i młodzieży, dlatego oprócz nauczycieli do szkół trzeba wprowadzić wykwalifikowanych specjalistów z zakresu psychologii - wymieniała posłanka.

Kolejną sprawą odchudzenie podstawy programowej, a tak naprawdę odwrócenie jej wektora z przeszłości na przyszłość, wprowadzenie edukacji klimatycznej, edukacji o zdrowiu i seksualności, edukacji pracowniczej. Ale także wspomniana przeze mnie opieka. Dziś w Polsce 330 tys. dzieci żyje w skrajnym ubóstwie. Szkoła powinna im pomóc, szkoła powinna każde dziecko nakarmić ciepłym, pełnowartościowym posiłkiem. Na to znajdą się pieniądze wtedy, kiedy wycofamy religię ze szkół i zaprzestaniemy finansowania katechetów i księży z budżetu państwa. Bo dwa miliardy rocznie lepiej jest wydać na pełne brzuchy dzieci niż na tłuste brzuchy kleru - dodała Dziemianowicz-Bąk.

Dziemianowicz-Bąk o pakcie migracyjnym

W środę ambasadorowie Unii Europejskiej porozumieli się w sprawie ostatniego elementu paktu migracyjnego (tzw. rozporządzenia kryzysowego), który przewiduje relokację migrantów, płacenie kontrybucji finansowej lub pomoc operacyjną.

To porozumienie to dopiero pierwszy krok. Na pewno dobrze, że Europa rozmawia o wspólnej polityce migracyjnej. Porażką rządu polskiego jest to, że w ramach tego paktu migracyjnego nie odbywa się rozmowa na temat tego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich lat - mówiła Dziemianowicz-Bąk.

Według Jarosława Kaczyńskiego, pakt migracyjny to zachęta do handlu ludźmi. Kiedy Jarosław Kaczyński z ubolewaniem mówi o łapówkach za migrantów, to można by było się roześmiać, gdyby nie była to tak poważna sprawa. To nie pakt migracyjny jest przyzwoleniem na łapówkarstwo, ale to, co w sprawie migracji rząd Prawa i Sprawiedliwości wykonywał w ciągu ostatnich miesięcy - mówił rozmówczyni Tomasza Weryńskiego.

Dziemianowicz-Bąk: Ucieczka przez morze na pontonie to nie kaprys

Według posłanki Lewicy powinniśmy przeciwdziałać źródłom i przyczynom kryzysu migracyjnego, a nie udawać, że ten kryzys nie istnieje. Można realizować pomoc rozwojową, można inwestować, wspierać migrantów w krajach ich pochodzenia, tak, żeby uciekać nie mogli. Ale jeżeli ktoś ucieka przed wojną, jeżeli ktoś ucieka przed kryzysem klimatycznym, jeżeli ktoś jest tak zdesperowany, żeby wsiadać z dziećmi na pontony i przemierzać morze, to naprawdę nie robi tego z kaprysu, tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia - argumentowała posłanka. I my jako Europejczycy musimy spodziewać się, że ten kryzys będzie postępował i po prostu się na niego przygotować - dodała.

Lewica postuluje, aby przygotować się do niego zarówno "od strony bezpieczeństwa jak i człowieczeństwa". Z jednej strony oczywiście chronić granic, integralności, wspólnie dbać o bezpieczeństwo, np. o sprawne procedury deportacyjne z innymi państwami UE. Ale z drugiej strony nie zapominać o tym człowieczeństwie. Jest niedopuszczalne to, co forsuje w polskiej debacie publicznej np. Konfederacja, jakieś sugestie, że "kto ma tonąć, to utonie", że do tych ludzi należy strzelać. Nie, należy traktować ich w sposób humanitarny, ale także odpowiedzialny - mówiła Dziemianowicz-Bąk.

"Boję państwa, które pozwala na korupcję polityczną"

A na pytanie, czy nie boi się uchodźców, stwierdziła: "Ja się boję państwa, które jest słabe i które pozwala na korupcję polityczną, ja się boję państwa, które zamiast sprawnych procedur czy to azylowych czy deportacyjnych, sprawnych procedur weryfikacji, a później ewentualnie integracji, stosuje łapówkarstwo, i wpuszcza naprawdę nie wiadomo kogo" - mówiła.

Jedynym kryterium, jakim się kieruje, jest kryterium czy ktoś ma na łapówkę czy nie. Bo my jako obywatele Polski i Europy nie możemy być bezpieczni jeżeli u władzy są ludzie z PiS, którzy uznają, że bezpieczny migrant czy uchodźca to ten, którego stać na łapówkę, a niebezpieczny to taki, którego nie stać. Nie, są ludzie bezpieczni albo stwarzający potencjalne zagrożenie albo niestwarzający, ale do tego, żeby to sprawdzić powinny być oddelegowane specjalne służby, a nie stragany w Mińsku, gdzie można kupić wizę za łapówkę - dodała.