​Broniąca mistrzostwa Polski Legia Warszawa przegrała w Zabrzu z Górnikiem 2:3 w niedzielnym meczu 15. kolejki piłkarskiej ekstraklasy, doznając siódmej porażki z rzędu. Swoje pierwsze gole dla gospodarzy zdobyli Erik Janza i Lukas Podolski, a decydująca bramkę zdobył w szóstej minucie doliczonego czasu Krzysztof Kubica.

REKLAMA

O tym, jak ważne było to spotkanie dla miejscowych kibiców, mogła świadczyć rekordowa w tym sezonie frekwencja. Sympatycy gospodarzy zawiesili z tej okazji bojkot - spowodowany konfliktem z klubem - polegający na braku dopingu na własnym stadionie.

Gospodarze nie wygrali w czterech poprzednich kolejkach i też bardzo zależało im na komplecie punktów, nie mówiąc o kwestiach prestiżowych.

Koniec meczu w Zabrzu. #GRLEG pic.twitter.com/7YM1A5VTaK

LegiaWarszawaNovember 21, 2021

Przed meczem szkoleniowiec Górnika Jan Urban, który w przeszłości prowadził legionistów, twierdził, że warszawski zespół w końcu musi zacząć wygrywać po tak słabej serii. W niedzielę przełamania nie było.

Trener zabrzan zaskoczył wszystkich, desygnując do wyjściowej jedenastki 15-letniego debiutanta, pomocnika Dariusza Stalmacha z zespołu trzecioligowych rezerw.

Spotkanie rozpoczęło się z kilkuminutowym opóźnieniem w związku z koniecznością uprzątnięcia serpentyn z murawy. W pierwszej połowie groźniejsze sytuacje stworzyli zabrzanie. Po główce Adriana Gryszkiewicza piłkę z bramki Legii wybił Mateusz Wieteska, a potem Podolski trafił w poprzeczkę.

Dwie minuty, dwie bramki

Gospodarze zdobyli dwie bramki w ciągu dwóch minut. Najpierw Janza posłał piłkę między nogami stołecznego bramkarza, potem Cezary Miszta obronił co prawda uderzenie Jesusa Jimeneza głową, ale wobec poprawki stojącego przed nim Podolskiego był bezradny.

Tuż przed przerwą szansę na podwyższenie prowadzenia miał jeszcze Robert Dadok, ale tym razem golkiper Legii nie popełnił błędu. Goście w pierwszej części poza kilkoma dośrodkowaniami na pole karne rywala i rzutami rożnymi nie zagrozili bramce Grzegorza Sandomierskiego.

W przerwie trener Legii Marek Gołębiewski zrobił trzy zmiany. Jego zespół od razu zaatakował i błyskawicznie odrobił straty. Po dośrodkowaniu Josue z rzutu wolnego bramkarza głową z bliska pokonał Wieteska. Kolejna akcja Legii zakończyła się uderzeniem Ernesta Muciego między nogami Sandomierskiego.

Mistrzowie Polski naciskali, cieszyli nawet z trzeciego gola, ale okazało się po analizie wideo, że padł ze spalonego i sędzia go nie uznał.

Górnik otrząsnął się po dwóch ciosach, wyszedł z oblężenia i też starał się rozstrzygnąć losy spotkania na swoją korzyść. Był blisko w 90. minucie, kiedy Krzysztof Kubica co prawda pokonał Misztę, ale ze spalonego. To nie był koniec emocji, bowiem pomocnik Górnika sześć minut później też głową, ale już prawidłowo, ustalił wynik.