Niemcy nie kryją żalu po decyzji jury o anulowaniu finałowej serii konkursu duetów w skokach narciarskich w igrzyskach olimpijskich. Mimo, iż przez większą część konkursu byli poza podium, po słabszych skokach Polaków w rundzie finałowej znaleźli się na medalowej pozycji. Decyzja jury zepchnęła ich na 4. miejsce. "Aplikacje pogodowe pokazywały, że opady szybko ustaną" - nie może pogodzić się z przegraną dyrektor sportowy federacji Horst Huettel.

REKLAMA

  • Podczas zawodów w Predazzo finałowa seria została anulowana z powodu śnieżycy. Dzięki temu Polacy utrzymali drugą pozycję, a Niemcy spadli na czwarte miejsce.
  • Niemieccy działacze i trenerzy ostro krytykowali decyzję jury, twierdząc, że śnieg szybko przestał padać i można było poczekać lub powtórzyć serię.
  • Dyrektor zawodów z FIS tłumaczył anulowanie finału koniecznością szybkiego podjęcia decyzji i ograniczeniami transmisji telewizyjnej.
  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Przez większość poniedziałkowej rywalizacji na skoczni olimpijskiej w Predazzo warunki były dobre i równe dla wszystkich. Po dwóch z trzech planowanych serii Polacy (Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek) dość niespodziewanie znaleźli się na drugiej lokacie za bezkonkurencyjnymi Austriakami. Niemcy byli tuż za podium - na 4. miejscu.

Śnieżyca nad skocznią w Predazzo

W trakcie ostatniej finałowej serii, do której zakwalifikowało się osiem najlepszych duetów, nad Predazzo rozpętała się śnieżyca. Po dłuższym oczekiwaniu i próbach trzech zawodników w trudnych warunkach, z którymi najgorzej poradził sobie Kacper Tomasiak (wylądował ponad 10 m bliżej niż w drugiej serii i tylko rozłożył ręce w geście bezradności), jury zawodów zdecydowało o anulowaniu całej finałowej rundy i uznaniu za końcowe wyników po dwóch trzecich zmagań.

To była decyzja korzystna przede wszystkim dla Biało-Czerwonych. W finałowej serii Polacy dali się bowiem wyprzedzić Niemcom i wydawało się przez chwilę, że stracili szanse na medal. Zajmowali wówczas trzecie miejsce, ale na występ czekało jeszcze trzech zawodników. Śnieg mógł więc pozbawić ich medalu

Niemcy nie kryją żalu po decyzji jury

Anulowanie finałowej serii spowodowało, że Polacy wrócili na 2. miejsce, a Niemcy spadli z podium. Nasi zachodni sąsiedzi nie kryli żalu po tej decyzji.

Jestem naprawdę wściekły, bo nikt z nas tego nie rozumie - powiedział dyrektor sportowy Niemieckiego Związku Narciarskiego (DSV) Horst Huettel.

Philippowi Raimundowi i Andreasowi Wellingerowi do podium zabrakło 0,3 pkt. Jak wyliczyli Niemcy, to 17 centymetrów.

Aplikacje pogodowe wskazywały, że obfite opady śniegu, główny powód anulowania ostatniej serii, szybko ustaną. I tak się stało. Nadszedł front śnieżny i zniknął po około 15-18 minutach. FIS chyba też może korzystać z takich aplikacji pogodowych. To po prostu zostało źle przeprowadzone, strasznie źle - wskazał Horst Huettel.

Zdaniem Huettela, jury mogło anulować finałową serię, ale później pozwolić skoczyć wszystkim jeszcze raz.

Myślę, że to byłaby najbardziej sprawiedliwa i najlepsza decyzja dla wszystkich. A tak w jakimś stopniu czujesz się oszukany, bo odebrano ci to, co już zdążyłeś osiągnąć. To zawsze jest smutne i gorzkie - zaznaczył Niemiec.

Co powinno zrobić jury?

Trener reprezentacji Niemiec Stefan Horngacher, który w przeszłości pracował w Polsce, również ubolewał nad decyzją jury. Można było nieco przyspieszyć przebieg zawodów albo zrobić sobie krótką przerwę, aż śnieg przestanie padać - powiedział.

Dyrektor zawodów z ramienia Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardu (FIS) Sandro Pertile bronił decyzji o anulowaniu finałowej rundy. Po zawodach łatwo powiedzieć, że powinniśmy byli poczekać. Ale musieliśmy podjąć decyzję "tu i teraz" - odpierał zarzuty.

Włoch zasugerował również, że rolę - poza pogodą - odgrywała także kwestia transmisji telewizyjnej. Wszyscy wiemy, że mamy ograniczony czas antenowy - powiedział Pertile.

Wyważone opinie w niemieckiej prasie

Niemiecka prasa w wyważony sposób komentuje poniedziałkowy konkurs duetów w skokach narciarskich na igrzyskach olimpijskich. Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" decyzję organizatorów o anulowaniu finałowej serii ocenia jako prawidłową.

Według monachijskiego dziennika po przerwaniu konkursu Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) powinna postawić sobie pytanie, czy nie zabrakło jej wyczucia. "Niemniej jednak niemiecka drużyna nie powinna protestować" - podkreślono.

"Sueddeutsche Zeitung" zaznacza, że ostatecznie decyzja organizatorów była słuszna.

"Po pierwsze, warunki stały się wyraźnie nieregularne: gdy Philipp Raimund skakał jako piąty od końca, czwarty od końca Polak Kacper Tomasiak ruszał z rozbiegu z prędkością o 3 km/h mniejszą i uzyskał ponad 10 metrów mniejszą odległość. Po drugie, ponowne rozegranie ostatniej serii wymaga czasu" - napisała gazeta.

Komentując rozżalenie niemieckiej kadry oraz dyrektora sportowego federacji (DSV) Horsta Huettela po anulowaniu finałowej serii, "Sueddeutsche Zeitung" oceniła, że reakcja jest zrozumiała, jednak "pozostaje pytanie, czy tak samo reagowaliby, gdyby po drugiej serii zajmowali trzecie miejsce".

Portal tygodnika "Spiegel" zauważył, że Raimund, "zazwyczaj uprzejmy i pogodny, potrafiący dostrzegać pozytywy nawet po porażkach i podnosić na duchu siebie oraz zespół", tym razem stracił panowanie nad sobą. "Można się domyślać, że jest naprawdę zły" - oceniono.

"Medal dla Niemiec był realny. Jednak jury ponownie zwlekało. (...) Wygrała Austria przed Polską - tą samą, która w trzeciej serii spadła za Niemcy" - napisał "Spiegel".