Nowe przepisy dotyczące specyfikacji silników w Formule 1 budzą obawy wśród kierowców. Różnice w mocy bolidów mogą prowadzić do niebezpiecznych sytuacji na starcie wyścigów, co pokazała inauguracja sezonu w Australii.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Podczas Grand Prix Australii w Melbourne, bolid Nowozelandczyka Liama Lawsona z zespołu Racing Bulls miał problemy z rozpędzaniem się, co mogło doprowadzić do kolizji.
Franco Colapinto z Alpine zdołał jednak uniknąć zderzenia dzięki szybkiej reakcji. Lawson wyraził obawy, że jeśli sytuacja się nie zmieni, kraksy na starcie są nieuniknione.
For the first time this season, its LIGHTS OUT AND AWAY WE GO! LECLERC LEADS AFTER TURN 1! It's a mega start from the Ferrari driver, with Russell P2 and Hadjar P3!#F1 #AusGP pic.twitter.com/Nr6MNTVR43
TheLokiLadMarch 8, 2026
Zmiany w specyfikacjach silników sprawiły, że bolidy rozpędzają się znacznie szybciej, co stwarza ryzyko, zwłaszcza dla zespołów, które nie są jeszcze w pełni przygotowane do nowych wymagań. Chociaż rywalizacja technologiczna między zespołami jest sednem tego sportu, teraz sytuacja może wymknąć się spod kontroli.
Sergio Perez z debiutującego zespołu Cadillac ostrzega, że różnice w prędkościach mogą prowadzić do poważnych wypadków. To tylko kwestia czasu, zanim wydarzy się jakiś wielki karambol. To może być bardzo niebezpieczne, bo prędkości, które osiąga się po dwóch czy trzech sekundach, są ekstremalne - uważa Meksykanin
Hiszpan Carlos Sainz jr. z Williamsa podziela obawy swoich kolegów, jednak Franco Colapinto wyraża nadzieję, że z czasem wszystkie zespoły poradzą sobie z problemami na starcie. Mimo to, obecnie istnieje realne zagrożenie dla bezpieczeństwa kierowców.
W inauguracyjnym wyścigu sezonu zwyciężył Brytyjczyk George Russell z Mercedesa. Kolejna runda mistrzostw świata odbędzie się w najbliższą niedzielę w Chinach, gdzie zespoły będą musiały stawić czoła nowym wyzwaniom związanym z przepisami.