Są zarzuty dla funkcjonariuszy w związku zabójstwem policjantów we Wrocławiu. Trzej mundurowi są podejrzani o niedopełnienie obowiązków podczas zatrzymania mężczyzny, który w grudniu zeszłego roku śmiertelnie postrzelił dwóch policjantów. Funkcjonariusze zostali także zawieszeni w czynnościach służbowych.

REKLAMA

Śledczy z dolnośląskiego wydziału prokuratury krajowej twierdzą, że mundurowi niedokładnie przeszukali zatrzymanego w grudniu zeszłego roku Maksymiliana F. Ma to być naruszenie obowiązków służbowych w związku z zatrzymaniem i doprowadzeniem go do komisariatu.

Przekazali go kolegom, których potem zatrzymany śmiertelnie postrzelił z broni czarnoprochowej, którą miał przy sobie.

Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM, policjanci, którzy usłyszeli zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych, nie przyznali się do winy. Odmówili też składania wyjaśnień.

Prokurator zastosował wobec nich poręczenia majątkowe, dozór, a także zakaz wzajemnego kontaktowania się. Grożą im trzy lata więzienia.

Rzecznik Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu kom. Wojciech Jabłoński poinformował w środę, że komendant miejski policji we Wrocławiu mł. insp. Rafał Siczek po otrzymaniu informacji z prokuratury o wszczęciu postępowania przeciwko trzem funkcjonariuszom podjął decyzję o zawieszeniu ich w czynnościach służbowych jeszcze w ubiegłym miesiącu.

Ponadto komendant miejski policji we Wrocławiu zwrócił się z wnioskiem do komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu o zwolnienie ze służby wyżej wymienionych funkcjonariuszy ze względu na ważny interes służby - podał kom. Jabłoński.

Strzelanina we Wrocławiu. Co się wydarzyło?

Maksymilian F. był poszukiwany listem gończym, miał odbyć karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności za oszustwo. W piątek wieczorem (1 grudnia) rozpoznał go patrol policji. Został zatrzymany przy ul. Sudeckiej we Wrocławiu. Gdy dwaj funkcjonariusze przewozili Maksymiliana F., ten strzelił do nich z pistoletu i uciekł.

Postrzelonych policjantów w nieoznakowanym radiowozie znalazł przechodzień - to on zaalarmował służby.

Ogłoszono obławę, a do mieszkańców Wrocławia i powiatu wrocławskiego wysłano alert RCB. Poszukiwania mężczyzny zakończyły się po kilku godzinach.

Według ustaleń Maksymilian F. "w chwili rozpoczęcia czynności transportowej" miał założone kajdanki. Natomiast w chwili zatrzymania już po policyjnej obławie mężczyzna ten nie miał kajdanek na rękach i nie miał ich też przy sobie - mówił asp. sztab. Łukasz Dutkowiak z KWP we Wrocławiu.

W sprawie wciąż jest wiele niewiadomych. Nie jest jasne, jak to się stało, że mężczyzna zdołał przemycić broń do radiowozu. W policji powołano specjalny zespół do wyjaśnienia tej sprawy.