Monika Wielichowska wydała oświadczenie, w którym odniosła się do znajomości z Kamilą L., byłą członkinią PO, skazaną ws. afery pedofilskiej w Kłodzku (Dolnośląskie). Wicemarszałek Sejmu podkreśliła, że nie utrzymywała prywatnych kontaktów z kobietą. Kamila L. nie była jej asystentką ani pracownicą biura poselskiego. "Nie interweniowałam na jakimkolwiek etapie postępowania prokuratorskiego czy sprawy karnej" - napisała Wielichowska, dodając, że jest ofiarą "kampanii nienawiści opartej na kłamstwie".

REKLAMA

  • Kamila L. została skazana na 6,5 roku więzienia za nieudzielenie pomocy małoletniej ofierze przemocy seksualnej oraz za znęcanie się nad zwierzętami.
  • Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu i polityk KO, odcięła się od Kamili L., podkreślając brak prywatnych i zawodowych powiązań.
  • Wielichowska twierdzi, że jest celem kampanii nienawiści ze strony PiS i prawicowych mediów.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Kamila L. należała do PO


Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał w marcu na 6,5 roku pozbawienia wolności 41-letnią Kamilę L., która nie udzieliła pomocy małoletniej doświadczającej przemocy seksualnej. Kobieta odpowiadała też za znęcanie się nad zwierzętami - była świadkiem czynów o charakterze zoofilskim. Sprawcą był jej 45-letni mąż. Wcześniej mężczyzna został skazany na 25 lat więzienia. Odpowiadał m.in. za gwałt, podawanie ofiarom substancji odurzających, utrwalanie i posiadanie treści pornograficznych, a także za znęcanie się nad zwierzętami.

W mediach pojawiały się informacje, że Kamila L. była członkinią Platformy Obywatelskiej. Na portalach społecznościowych publikowano m.in. zdjęcia, na których kobieta pojawia się w towarzystwie wicemarszałek Sejmu Moniki Wielichowskiej, polityczki związanej z kłodzkimi strukturami KO. Były to głównie zdjęcia robione w trakcie kampanii wyborczych.

Wielichowska: Zmasowana kampania nienawiści

Monika Wielichowska w czwartek odniosła się do sprawy, publikując oświadczenie, w którym odcina się od znajomości z Kamilą L.

"Jedna ze skazanych osób przestała być członkinią partii w momencie powzięcia wiedzy o zarzutach. Stało się to już ponad 2 lata temu. Nie łączyły mnie z nią nigdy żadne prywatne kontakty. Nie łączyły mnie z nią żadne kontakty zawodowe. Nigdy nie była asystentem, pracownikiem ani współpracownikiem mojego biura poselskiego. Nie interweniowałam na jakimkolwiek etapie postępowania prokuratorskiego czy sprawy karnej" - napisała Monika Wielichowska.

Wielichowska podkreśla, że stała się "obiektem zmasowanej kampanii nienawiści opartej na kłamstwie i pomówieniach - zorganizowanej przez PIS i prawicowe media". Jej zdaniem, celem było utrwalenie przekonania, że pomagała osobom oskarżonym i skazanym za pedofilię.

"To nieprawda! Każde przestępstwo, a zwłaszcza tak straszne, musi zostać ukarane. Sprzeciwiam się wykorzystywaniu tragedii dzieci do bieżącej walki politycznej. To nie jest temat do rozgrywek ani budowania kapitału politycznego. Takie działania są szkodliwe i mogą pogłębiać cierpienie ofiar, które już zostały skrzywdzone" - napisała Wielichowska.

W dalszej części oświadczenia podkreśliła m.in., że "za wszelkie przestępstwa, nieważne kim jest sprawca, powinna być wymierzona surowa, adekwatna do czynu i nieuchronna kara". Dodała, że tak dzieje się w tym przypadku.

Opisy zarzutów są drastyczne

W poniedziałek prokurator krajowy Dariusz Korneluk powiedział w TVP Info, że sprawa pedofilii w Kłodzku nie nadaje się do publicznego komentowania, a opisy zarzutów są drastyczne. Zapewnił, że na żadnym etapie nikt nie próbował ingerować w śledztwo. Poinformował też, że prokurator wniósł o sporządzenie uzasadnienia orzeczeń dotyczących obu postępowań i po ich analizie zdecyduje, czy wniesie odwołanie. Wskazał, że prokurator wnosił o wielokrotnie większy wymiar kary, niż ten, który zapadł w przypadku kobiety, czyli 6,5 roku.

Szef MS, prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował w środę w Studiu PAP, że analizuje dokumenty dotyczące sprawy pedofilii w Kłodzku. Chce przyjrzeć się m.in. temu, jaka była rola kobiety i dlaczego otrzymała dużo niższy wymiar kary niż ten, o który wnosiła prokuratura. Przyznał, że koszmar tej sprawy jest ogromny.

Tusk: Próba politycznego wykorzystywania zbrodni

W minionym tygodniu do sprawy odniósł się m.in. premier Donald Tusk. Pytany w Sejmie, czy wyciągnie konsekwencje wobec działaczy Koalicji Obywatelskiej, którzy wiedzieli o możliwości popełnienia przestępstwa przez Kamilę L., ale nie zareagowali, powiedział, że próba politycznego wykorzystywania zbrodni pedofilii jest wyjątkowym skandalem. Tusk podkreślił, że "każdy, kto podnosi rękę na dziecko, szczególnie w tak obrzydliwych zamiarach, jak wykorzystanie seksualne, (...) będzie bezwzględnie ścigany".

Sprawie poświęcone było ubiegłotygodniowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu Przeciwdziałaniu Bezprawiu, składającego się z posłów PiS.

Musimy wiedzieć, z jak wielkim skandalem mamy do czynienia, szczególnie w Kłodzku, gdzie pierwsze skrzypce w KO gra marszałek (Monika) Wielichowska. Rodzą się bardzo poważne pytania o zmowę milczenia - komentował poseł PiS, były wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.