​Ponad pół miliona złotych kosztowała akcja ewakuacyjna po fałszywym alarmie bombowym na lotnisku Chopina w Warszawie, wywołanym w listopadzie przez 28-letniego Polaka - dowiedział się reporter RMF FM. Śledztwo w tej sprawie prowadzi wydział wojskowy warszawskiej Prokuratury Okręgowej.

REKLAMA

Akcja ewakuacyjna po fałszywym alarmie bombowym na lotnisku Chopina w listopadzie ub. r. kosztowała 543 tysiące złotych - ustalił reporter RMF FM.

Śledztwo w tej sprawie, prowadzone przez wydział wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zostało przedłużone do 23 maja.

Sąd - na wniosek prokuratury - przedłużył areszt dla 28-latka.

Wojskowi prokuratorzy wciąż ustalają, czym kierował się mężczyzna, wywołując w nietypowy sposób alarm. Jego wyjaśnienia stoją w sprzeczności z zebranymi dowodami.

Zostawił bagaż i odjechał

Pod koniec listopada mężczyzna przyjechał na lotnisko Chopina w Warszawie i w hali odlotów pozostawił bagaż, m.in. ze sprzętem elektronicznym. Następnie wsiadł w autobus i odjechał do miasta. Służby wszczęły alarm, ewakuowały 500 osób. Bagaż został skontrolowany przy użyciu robota.

Godzinę po rozpoczęciu tych działań, 28-latek wrócił na lotnisko i obserwował całą akcję. Policja zatrzymała go około godz. 3 nad ranem na terenie portu lotniczego.