Nietypowe spotkanie w Leśnictwie Kania na Pomorzu Zachodnim. Dwa młode rysie spotkał podleśniczy Piotr Nowak, kiedy zwierzęta wygrzewały się na słońcu na drodze przy lesie. Podleśniczemu udało się uchwycić dostojnych mieszkańców lasu na nagraniu, które robi furorę w sieci. Jak się okazuje, osobniki na filmie to pierwsze młode innych rysi reintrodukowanych na tamtych terenach przez Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze. "To są mioty, które zostały urodzone już na wolności" - tłumaczył Robert Kawa, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Dobrzany, w rozmowie z RMF24.pl.

REKLAMA

  • Jakie rysie spotkał podleśniczy w Leśnictwie Kania?
  • Na czym polega program reintrodukcji rysia na Pomorzu Zachodnim?
  • Jak należy się zachować podczas spotkania z rysiem w lesie?
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Oko w oko z rysiem

Rysie w okolicach Nadleśnictwa Dobrzany na Pomorzu Zachodnim są spotykane coraz częściej. Taką wyjątkową okazję miał podleśniczy Piotr Nowak z Leśnictwa Kania. Udało mu się uchwycić dwa osobniki wylegujące się na drodze. Wygrzewające się na słońcu rysie zdawały się nie przejmować człowiekiem w niewielkiej odległości.

Te rysie na filmie są rysiami młodymi. Moim zdaniem one są w dobrej kondycji, bo na nagraniu widać, że one nie są niedożywione. (...) One w stosunku do ludzi nie były zbyt płochliwe, bo wyczuwają instynktownie, że ze strony człowieka w tym momencie nie zagraża im niebezpieczeństwo - mówił rzecznik Kawa.

Rozmówca RMF24.pl zwrócił uwagę, że uchwycone na nagraniu zwierzęta to młode osobników wypuszczonych wcześniej na wolność przez człowieka, w wyniku specjalnego programu reintrodukcji rysia na Pomorzu Zachodnim. Chodzi o przywrócenie rysi na tamtych terenach. Za program odpowiedzialne jest Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze.

Program przywrócenia rysi na Pomorzu Zachodnim

Te pierwsze rysie, które były tutaj introdukowane, one były z hodowli prywatnych, odkupione od jakichś właścicieli prywatnych. Towarzystwo dostawało też rysie z ogrodów zoologicznych z Polski i z Niemiec. To była międzynarodowa akcja pozyskiwania tych rysi. Później oni mieli zagrody adaptacyjne u siebie, gdzie te rysie poddawali pewnemu jakby "zdziczeniu". Chodzi o to, że one tam uczyły się funkcjonowania w naturalnym środowisku - tłumaczył rzecznik.

Jeżeli te rysie od małego kotka były hodowane przez ludzi w tym ich środowisku, bardziej dla nich komfortowym, jeżeli chodzi o samo bytowanie - dostępność pokarmu i ciepło - to one się mocno przyzwyczajały do ludzi. Pierwsze rysie miały problem z zaufaniem do ludzi, to znaczy one zbyt mocno ufały człowiekowi. Podchodziły pod osady czy wsie - dodał rozmówca RMF24.pl.

Rzecznik Kawa przytoczył też zabawną sytuację, kiedy jeden z leśników spotkał samicę rysia i postanowił wykonać jej kilka fotografii. Kotka niewzruszona obecnością człowieka w trakcie tej sesji zdjęciowej po prostu... zasnęła. Przedstawiciel Nadleśnictwa Dobrzany zwrócił też uwagę, że pierwsze rysie wypuszczane na wolność posiadały specjalne oznakowanie.

One miały na sobie obroże telemetryczne, praktycznie 100 proc. pierwszych wypuszczanych rysi je miało. Były śledzone, bo to też kwestia nauki - naukowcy chcą wiedzieć, w jaki sposób one się przemieszczają, gdzie wędrują - tłumaczył.

Rysiowe wędrówki

Robert Kawa dodał, że choć rysie z reguły trzymają się określonego obszaru, to potrafią też odbywać długie wędrówki.

One dużo chodzą. Takie rysie potrafią przemierzyć setki kilometrów. Oczywiście są też zwierzętami terytorialnymi, także one się będą trzymać jakiegoś swojego obszaru, który sobie wzięły we władanie. Ale, gdy już przychodzi czas rui, to one jednak dużo wędrują - wyjaśnił.

Nasze nadleśnictwo (Dobrzany - przyp. red.) jest charakterystyczne ze względu na dużą ilość kompleksów leśnych. Mamy jako nadleśnictwo ponad 20 tys. ha samych lasów, ale one są rozbite na około 200 kompleksów, czyli mniejszych kawałków lasu. Dlatego dla rysia to jest bardziej dogodne, niż gdyby to był jednolity drzewostan. Ze względu na to, że jest różnorodność siedlisk i różnorodność pozyskania pożywienia - tłumaczył rzecznik.

Dzika przyroda nie taka straszna

Rozmówca RMF24.pl stwierdził, że w przypadku spotkania rysia najważniejsze jest to, żeby zwierzęcia nie niepokoić. Najlepiej jest po prostu obserwować - doradził i dodał, że w miarę możliwości warto zrobić zdjęcie spotkanego osobnika i zapisać lokalizację. To cenna wiedza, gdyż często są to osobniki, które nie posiadają już obroży telemetrycznych i nie ma możliwości śledzenia ich lokalizacji.

Najfajniej zrobić fotografię z geolokalizacją i gdzieś to zamieścić na mediach społecznościowych, to w końcu w którymś momencie ktoś to zauważy, przekaże - mówił.

Rzecznik Kawa ocenił, że spotkanie rysia czy nawet wilka w rzeczywistości nie jest tak przerażające, jak przedstawia to popkultura.

Ludzie naoglądają się czasami filmów, gdzie te wilki atakują ludzi. One nie są aż takie złe, jak nieraz literatura czy film je przedstawiają. One po prostu - jak każde zwierzę - są pragmatyczne. Zwierzę pragmatyczne, jeżeli widzi zagrożenie, to ucieka, ono nie będzie atakować tylko dla samego ataku. One nie mają wrodzonej agresji w sobie - wyjaśnił i dodał, że wilk zaatakuje człowieka tylko wtedy, gdy może go zjeść.

One naprawdę mają tak dobrą bazę pokarmową, że nie muszą gonić za człowiekiem, żeby go zjeść - podsumował z uśmiechem Robert Kawa, rzecznik Nadleśnictwa Dobrzany w rozmowie z RMF24.pl.