"Nie będę się już ubiegał o przedterminowe warunkowe zwolnienie i odbędę karę 25 lat pozbawienia wolności w pełnym wymiarze" – zapowiedział skazany za zabójstwo Ryszard Bogucki. Oświadczenie tej treści odczytał jego pełnomocnik. Bogucki odsiaduje wyrok za to, że w grudniu 1999 roku zastrzelił Andrzeja K., pseudonim Pershing, który był domniemanym bossem pruszkowskiej mafii.

REKLAMA

Sąd Apelacyjny w Katowicach zdecydował, że Ryszard Bogucki nie wyjdzie na wolność na 3,5 roku przed upływem kary. Opuści więzienie dopiero 8 stycznia 2026 roku. Wtedy to upłynie zasądzone mu 25 lat kary za zabójstwo domniemanego szefa gangu pruszkowskiego.

Po ogłoszeniu wyroku pełnomocnik Boguckiego przeczytał oświadczenie. Mężczyzna informuje w nim, że nie będzie już ubiegał się o przedterminowe warunkowe zwolnienie. "Nikt nie jest w stanie odebrać mi poczucia godności osobistej" - stwierdza Ryszard Bogucki. "Można mi zabrać wszystko: majątek, rodzinę, wolność, ale nikt nie jest w stanie odebrać mi poczucia godności osobistej" - dodaje.

Dlaczego Bogucki nie wyjdzie na wolność?

Argumentów było kilka. Według sądu, co prawda osadzony odpowiednio zachowuje się w więzieniu, dostaje za to nagrody, ale to nie wystarczy jeszcze, aby zgadzać się na przedterminowe zwolnienie. Sąd zwrócił też uwagę na to, że Ryszard Bogucki nigdy nie przyznał się do winy i nie chodzi tylko o zabójstwo, ale także inne przestępstwa, m.in. założenie gruby przestępczej, wymuszenia, czy oszustwa.

Sąd uznał, że ciągle nie ma pewności, jak osadzony zachowałby się na wolności i dlatego sąd przyjął zażalenie prokuratora.

Jestem tą decyzją sądu zaskoczony - powiedział dziennikarzowi RMF FM obrońca Ryszarda Boguckiego. W naszej ocenie wszystkie merytoryczne argumenty, przedstawione w odpowiedzi na zażalenie, którym się z państwem podzieliliśmy, przemawiały za tym, żeby panu Boguckiemu tego warunkowego, przedterminowego zwolnienia udzielić - podkreślił.

Jak dodał adwokat, po dzisiejszej decyzji sądu Ryszard Bogucki więcej wniosków o przedterminowe zwolnienie nie będzie już składał. A to oznacza, że w więzieniu spędzi jeszcze trzy i pół roku.

Od dealera samochodów do zabójcy

Urodzony w 1969 roku Ryszard Bogucki w latach 90. był znanym na Śląsku przedsiębiorcą zajmującym się m.in. handlem samochodami. W 1992 roku w Chorzowie otworzył salon sprzedaży luksusowych aut, był też sponsorem konkursu piękności. Niedługo później usłyszał pierwsze zarzuty - dotyczące oszustw i przywłaszczenia mienia.

W areszcie poznał pochodzącego z Podbeskidzia Ryszarda N., ps. Rzeźnik.

Kiedy Bogucki wyszedł na wolność i w procesie dotyczącym przestępstw gospodarczych odpowiadał z wolnej stopy, przestał pojawiać się na rozprawach. Wysłano za nim pierwszy list gończy.

W 2000 roku katowicka prokuratura wysłała za nim międzynarodowy list gończy - z ustaleń śledztwa wynikało, że to on wraz z "Rzeźnikiem" w grudniu 1999 roku w Zakopanem zastrzelił "Pershinga". W 2001 roku Boguckiego zatrzymano w Meksyku.

Słynne zabójstwo "Pershinga"

Według prokuratury, zamiar zabójstwa "Pershinga" zrodził się w październiku lub listopadzie 1999 roku. Motywem zbrodni miała być chęć awansu w hierarchii przestępczej.

Jak wynika z materiału dowodowego, udział w zamachu na "Peshinga" brali Bogucki, "Rzeźnik" i Adam K., ps. Dziadek, który później został świadkiem koronnym (już nie żyje); cała trójka czekała na "Pershinga" w skradzionym wcześniej samochodzie na parkingu w Zakopanem.

Gdy kończący jazdę na nartach "Pershing" podszedł do swego mercedesa, "Rzeźnik" i Bogucki wysiedli z auta i podeszli do ofiary; to Bogucki strzelał do "Pershinga", Ryszard N. stał dalej i oddał strzały w górę, aby odstraszyć świadków - wynika prawomocnych wyroków. Także N., odpowiadający z osobnym procesie, został później skazany na 25 lat więzienia. Za podżeganie do tej zbrodni na 10 lat więzienia skazano natomiast Mirosława D., pseud. Malizna.

Kim był "Pershing"?

Andrzej K., pseudonim Pershing był domniemanym szefem gangu pruszkowskiego. Przed 1999 roku kilka razy uniknął śmierci. W lipcu 1994 roku pod jego mercedesem eksplodowała bomba. Wcześniej postrzelono jego ochroniarza - tylko dlatego, że był podobny do swojego szefa.

Andrzej K. twierdził, że jest spokojnym mechanikiem samochodowym. Wiodło mu się nieźle - dorobił się kilku luksusowych samochodów i willi z kortem tenisowym i basenem w Ożarowie Mazowieckim.

Nigdy nie przyznał się do związków z gangiem pruszkowskim. Nigdy też mu tego nie udowodniono. Mimo to właśnie jemu przypisywano handel kradzionymi samochodami, wymuszanie okupów oraz handel narkotykami.

Po rozbiciu grupy wołomińskiej ludzie "Pershinga" mieli stanowić najlepiej zorganizowaną i najgroźniejszą armię przestępców w kraju.