Dziesiątki przedszkolanek mogą w tym roku stracić w Lublinie pracę z powodu zbyt małej liczby dzieci. Trzylatków jest tak mało, że nawet co drugie miejskie przedszkole nie zdoła przeprowadzić naboru – szacują władze Lublina i przyznają, że najgorsze dopiero przed nami.

REKLAMA

  • Lublin doświadcza drastycznego spadku liczby dzieci w wieku przedszkolnym.
  • Nawet połowa miejskich przedszkoli nie przeprowadzi naboru.
  • Około 30 nauczycielek może stracić pracę już w tym roku.
  • Publiczne i niepubliczne przedszkola konkurują o dzieci i miejsca pracy.

Demograficzny alarm w lubelskich przedszkolach

Problem polega na tym, że system oświaty w Lublinie jest przygotowany do rocznika liczącego 3,5 tys. dzieciaków, a w ubiegłym roku urodziło się w Lublinie 1600 - obrazuje Mariusz Banach, zastępca prezydenta miasta ds. oświaty w rozmowie z RMF FM. Zakładamy, że za 5-10 lat w systemie będziemy mieli dosłownie o połowę mniej uczniów. Najpierw wychowanków w przedszkolach, potem uczniów w szkołach. Przygotowujemy się do tego - dodaje.

W przygotowaniach chodzi przede wszystkim o ocalenie etatów nauczycieli wychowania przedszkolnego, którzy jako pierwsi staną się zbędni. Ratusz przyznaje, że walka o miejsca pracy dla pedagogów to tak naprawdę "żonglerka demografią".

Na spotkaniach z dyrektorami nie ukrywamy tego, że oświata będzie skromniejsza w liczbach - dodaje zastępca prezydenta Lublina. Jak duże mogą być zwolnienia pracowników?

Zakładamy, że w tym roku około 30 przedszkolanek straci pracę - odpowiada Banach. Zakładamy, że z 65 przedszkoli, jakie mamy w Lublinie, około połowa nie dokona naboru trzylatków. Tak wynika z twardych danych - dodaje.

Ratowanie etatów i nowe pomysły na edukację

Dane mówią o twardym lądowaniu. Samorządowcy starają się je łagodzić, choć nie jest to łatwe.

W ubiegłym roku powinniśmy zwolnić w Lublinie 60 przedszkolanek, a zwolniliśmy 22. A to dopiero początek - mówi Mariusz Banach. Wśród "żonglerskich" sztuczek mających ocalić etaty wymienia łączenie przedszkoli i podstawówek w zespoły szkolno-przedszkolne. To jest wybieg, który ma stworzyć jakąś możliwość pracy dla tych nauczycielek z przedszkoli, które stracą pracę, bo przecież stracą.

Jak w ocaleniu nauczycielskich etatów może pomóc łączenie przedszkola i szkoły pod skrzydłami jednego dyrektora?

Dyrektor nowo powołanej instytucji będzie miał możliwość zatrudnienia tej nauczycielki z przedszkola czy to w świetlicy, czy w bibliotece, czy w nauczaniu wczesnoszkolnym. Widzimy, że to jako tako działa - wyjaśnia w rozmowie z RMF FM zastępca prezydenta Lublina. Przypomina, że właśnie dzięki temu udało się zwolnić nie 60, a "tylko" 22 przedszkolanki.

Wydaje nam się, że tworzenie zespołów szkolno-przedszkolnych to również ciekawa oferta dla rodziców. Sytuacja taka, że dziecko przychodzi do przedszkola, zapisuje się jako trzylatek, a kończy w tej samej grupie rówieśniczej w VIII klasie, to jest ciekawa propozycja - dodaje Banach. Oczywiście, w szkołach mamy też dodatkową bazę: mamy baseny, sale gimnastyczne, nauczycieli językowców, w związku z tym jest to jakieś poszerzenie oferty - zauważa rozmówca RMF FM.

Słowo "oferta" staje się coraz bardziej kluczowe. Ratusz przyznaje, że publiczne przedszkola muszą konkurować z niepublicznymi, które też walczą o przetrwanie.

Wszyscy zorientowaliśmy się, że funkcjonujemy na rynku i że dzisiaj działalność reklamowa i promocyjna przedszkoli niepublicznych i publicznych dla wielu jest walką o istnienie, bo placówki niepubliczne również się będą rozwiązywały, już ten proces się rozpoczął - podkreśla zastępca prezydenta miasta. W Lublinie mamy 8 tysięcy dzieciaków w placówkach publicznych, 5 tysięcy w niepublicznych, konkurencja rynkowa jest tu bardzo widoczna - przyznaje.

Konkurencją są dla siebie również same przedszkolanki próbujące się utrzymać na rynku pracy. A rynek jest trudny. Dzieci jest coraz mniej, etatów ubywa, zawód nie jest popularny wśród młodych.

Mamy nadzieję, że jak najwięcej tego problemu uda nam się rozwiązać przez przypominanie nauczycielkom-emerytkom, że powinny robić miejsce dla młodych - dodaje zastępca prezydenta Lublina, choć przyznaje, że nikt nie może powiedzieć nauczycielowi, że musi odejść na emeryturę. Wszyscy wiedzą, że nie możemy, to jest kwestia dobrej woli. Natomiast mamy prawo uświadamiać wszystkie nauczycielki naszych przedszkoli, jaka jest sytuacja demograficzna - zauważa Banach.

Puste przedszkola – nowe funkcje dla oświatowych budynków

Sytuacja jest taka, że ubywa dzieci a przybywa seniorów. Najprawdopodobniej właśnie oni będą nowymi użytkownikami budynków zamykanych w przyszłości szkół i przedszkoli. Już teraz w wielu tych obiektach znajdują się placówki dziennego pobytu dla osób starszych, a miasto zapowiada tworzenie kolejnych takich miejsc, właśnie w budynkach oświatowych.

W lubelskim ratuszu słychać również, że do szkół i przedszkoli mogą trafiać filie miejskiej biblioteki publicznej, których większość - co jest pewnego rodzaju ewenementem - działa w lokalach wynajmowanych przez miasto od innych podmiotów.

O sytuacji demograficznej Lublina wiele mówi fakt, że w połowie lutego właśnie z tego miasta pochodziła aż połowa spośród ponad 30 samorządowych wniosków leżących na biurku lubelskiego kuratora oświaty. Mowa o uchwałach w sprawie zamiaru likwidacji przedszkola lub szkoły.

Uchwały złożone kuratorowi przez władze Lublina były prośbą o zgodę na zlikwidowanie oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych. Kuratorium wydało władzom miasta pozytywną opinię, co oznacza, że radni mogą podjąć ostateczne uchwały o likwidacji oddziałów przedszkolnych.