"W ostatnich latach mieliśmy 'żółte kamizelki', protesty przy reformach emerytalnych czy też w ogóle demonstracje związków zawodowych z okazji 1 maja. Nie trzeba sięgać do rewolucji francuskiej. Tam jest jednak tradycja pewnej przemocy w imię polityki uzasadnionej idealizmem. I co ciekawe, jest to mile widziane po lewej stronie" - tak ostatnie zamieszki we Francji komentował Jarosław Kuisz, redaktor naczelny "Kultury Liberalnej", który był gościem Tomasza Terlikowskiego w internetowym Radiu RMF24.

REKLAMA

Gość internetowego Radia RMF24 podkreślił nietypową - z perspektywy francuskiej historii - reakcję czołowych polityków, która jednak nie zapobiegła zaognieniu sytuacji.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Kuisz: We Francji jest kulturowa akceptacja dla najostrzejszych form protestu

Pierwszy oburzeniem zareagował prezydent Emmanuel Macron. On był oburzony na policję, czym zerwał z tradycją praktykowaną przez poprzednie głowy państwa, (...) tradycją opowiadania się w pierwszej kolejności za porządkiem i służbami mundurowymi. On wyraził swoje oburzenie na to, co się stało. Po nim premier Élisabeth Borne zrobiła to samo i dopiero potem ruszyły te zamieszki - mówił Jarosław Kuisz.

Kto bierze udział w protestach?

Osoby uczestniczące w zamieszkach to nie tylko nastolatkowie. Dziennikarz wyróżnił trzy grupy uczestników demonstracji, których motywacje i cele się różnią.

Pierwsza grupa to są ci młodsi nastolatkowie, którzy żyją w wirtualnej przestrzeni. Oni w dużej mierze uciekli rodzicom, dziadkom, którzy również załamywali ręce nad tym, że te dzieciaki po prostu się wyrwały w inny świat i tam żyją. Druga grupa, której się nie widzi w komentarzach w Polsce, to jest grupa ewidentnych przestępców. (...) Zaczęto mówić o, prawdopodobnie, wykorzystaniu tych protestów przez grupy przestępcze do tego, żeby doszło do porachunków z merem, który zwalczał handel narkotykami (...). No i wreszcie trzecia grupa to tacy przygodni, którzy się tam trafili - wyjaśnił gość internetowego Radia RMF24.

Francja ciągle zmaga się z napięciami na tle etnicznym

Ekspert, zapytany o sytuację francuskich imigrantów w kolejnych pokoleniach, powiedział: Jeżeli ta przemoc wybuchła, to dlatego, że zaczęło się poprawiać. W pewnym sensie nigdy nie było w sferze publicznej tylu osób z drugiego i trzeciego pokolenia emigracji. (...) Francuzi w drugim, trzecim pokoleniu porobili kariery i widać ewidentnie, że to nie wszystkim się udaje. Wtedy zaczynają się pytania o to, czy to są wyjątki od reguły. Tak, nadal są to wyjątki od reguły.

Dziennikarz zwrócił również uwagę na specyfikę francuskich przedmieść, które stały się areną zamieszek. Są one podzielone między grupy, którym ciężko się ze sobą porozumieć.

Część przedmieść w dużych miastach podlega takiemu procesowi, który je "rozłupuje" na dwie połówki. Z jednej strony tamci ludzie żyli sobie przez dekady i tworzyli swoje małe światy, ale dzisiaj są pod napięciem gentryfikacji (...), ponieważ nieruchomości są tańsze. Jest zatem nacisk ze strony tych nowych mieszkańców, którzy chcieliby się tam osiedlić po korzystnej cenie nieruchomości, a z drugiej strony tym bardziej uderzająca jest gettoizacja tego obszaru. W efekcie znowu dochodzi do napięć, bo te dwie grupy często nie mają ze sobą wiele wspólnego - powiedział Jarosław Kuisz.

Opracowanie: Dorota Hilger.