Najpierw analiza dostępnych danych, a później ewentualne powołanie realnego zespołu śledczego – tak ma wyglądać praca zespołu do spraw polskich wątków w tzw. aferze Epsteina. "Musimy poznać, jak głęboko afera Epsteina wkraczała w Polskę" – powiedział dziennikarzom szef Ministerstwa Sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek, który ma przewodniczyć zapowiadanym zespołem.
- Czy polskie wątki w aferze Epsteina sięgają głębiej, niż dotąd sądzono? Rząd powołuje specjalny zespół, by to sprawdzić.
- Jak ma wyglądać praca zespołu i co musi się stać, aby powstał "realny" zespół śledczy? Dowiesz się czytając cały tekst.
Decyzję o utworzeniu zespołu ogłosił we wtorek przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk. Chodzi o skandal związany z pedofilią w Stanach Zjednoczonych - w minionym tygodniu amerykański Departament Sprawiedliwości opublikowało około 3 mln stron dokumentów z akt spraw dotyczących amerykańskiego finansisty i przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina. Zawierają one m.in. korespondencję Epsteina z prominentnymi osobami albo wzmianki o nich.
Później we wtorek rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował, że zapowiadanemu zespołowi będzie przewodniczył minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek. Natomiast w skład tego zespołu wejdą prokuratorzy oraz funkcjonariusze służb i policji.
Na polecenie Premiera, jako Prokurator Generalny, pokieruj specjalnym zespoem. Zajmie si on analiz polskich wtkw tzw. "Afery Epsteina", w zwizku z informacjami wskazujcymi, e werbowanie mogo dotyczy take osb z Polski, rwnie nieletnich. Sprawa bdzie badana z... pic.twitter.com/KuDvH2MQTU
w_zurekFebruary 3, 2026
Musimy poznać, jak głęboko afera Epsteina wkraczała w Polskę - mówił później tego dnia Żurek na briefingu w resorcie sprawiedliwość. Powiedział, że tworzony zespół będzie najpierw miał na celu działalność analityczną. Będzie chciał dowiedzieć się m.in., jakie osoby mogły potencjalnie brać udział w tym procederze, czy były do niego werbowane również Polki i czy były to osoby pełnoletnie.
To jest niezwykle ważny wątek tej afery - powiedział Żurek i podkreślił, że zespół najpierw zbada te właśnie kwestie.
Później być może utworzony zostanie "realny" zespół śledczy, posiadający uprawnienia przysługujące prokuratorom prowadzącym śledztwa. Pokreślił, że niewykluczone jest, że zaistnieje też konieczność zwrócenia się do strony amerykańskiej o pełną dokumentację sprawy.
Jeżeli będziemy prowadzić śledztwo prokuratorskie, to Polska prokuratura będzie chciała mieć dostęp do wszystkich pełnych informacji, żebyśmy mogli ocenić, na ile dotyczy to Polek i na ile możemy dzisiaj zdiagnozować, kto być za to odpowiedzialny, kto popełniał przestępstwa, czy były osoby pokrzywdzone i czy jesteśmy w stanie dzisiaj do tych osób dotrzeć - mówił Żurek.
Żurek nie chciał jednak poinformować o składzie zespołu. Jeżeli premier czy prokurator generalny uzna, że docelowym jest pokazanie później osób i pracy, to będziemy tak robić. Na ten moment tego typu sprawy wymagają (...) pewnej ciszy, bo wtedy najlepiej się pracuje i wtedy te wszystkie wątki można łatwiej wyjaśniać - powiedział Żurek.
Dodał też, że jest już po rozmowach z ministrem, koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem i ministrem spraw wewnętrznych i administracji Marcinem Kierwińskim, z którymi koordynuje zespół.
Mamy świadomość, że dzisiaj mamy jeszcze mało wiedzy na temat tych polskich wątków, ale właśnie po to tworzy się ten zespół, żebyśmy mogli wszystko poznać i spróbować dociec, czy rzeczywiście były tam także osoby z Polski, które były w to zaangażowane, czy też były pokrzywdzone - podkreślił Żurek.
Po zapowiedzeniu utworzenia zespołu premier Tusk przekazał, że w sprawie skandalu z USA pojawiły się "pierwsze informacje dotyczące osobników, którzy na przykład informowali z Krakowa pana Epsteina, że mają już grupę polskich kobiet lub dziewcząt". Dodał, że takich śladów jest w sprawie więcej. Dlatego będę prosił zarówno prokuratorów, jak i służby specjalne o bardzo szczegółową, szybką i rzetelną analizę, plik po pliku, każdego dokumentu w tej chwili dostępnego w domenie publicznej - zapowiedział Tusk.