Można zrozumieć, że partie polityczne wystawiają w wyborach osoby, które mają największe szanse na wygraną. Da się też zaakceptować zmiany prywatnych planów polityków, które wpływają na ich osobiste decyzje. Trudno jednak zaakceptować przeciąg, jaki wywołują na scenie politycznej kandydaci, startujący i wygrywający w kolejnych wyborach, ale niekończący kadencji tam, dokąd trafili z woli wyborców.

REKLAMA

Lokomotywy z toru na tor

Dość klasycznym przykładem dynamicznego podchodzenia do pełnienia funkcji z wyboru jest Bartosz Arłukowicz; w 2019 został posłem do Parlamentu Europejskiego zdobywając niemal 240 tysięcy głosów. Kadencji nie dokończył, bo w 2023 kandydował w wyborach do Sejmu zdobywając ponad 67 tys. głosów. W Sejmie pełni dziś funkcję szefa komisji zdrowia, ale już niedługo, bo w kolejnych wyborach do PE znowu jest w swoim regionie "jedynką", zatem po paru miesiącach w Sejmie znów pewnie zostanie europarlamentarzystą.

Po drugiej stronie politycznej barykady Zbigniew Kuźmiuk po tym jak zasiadał w sejmiku wojewódzkim i w Sejmie, także znalazł się w Parlamencie Europejskim, jednak drugiej kadencji nie dokończył, bo w październiku ponownie - jako tzw. lokomotywa listy - został posłem.

Parowóz rezerwowy

Na miejsce Kuźmiuka w PE trafił zaś jego partyjny kolega Rafał Romanowski, który z tego powodu opuścił pół roku temu ławy poselskie. Co ciekawe do polskiego Sejmu Romanowski dostał się nie wprost w wyniku wyborów, ale dopiero na miejsce zwolnione w 2022 przez Łukasza Szumowskiego, a wybory w 2023 także przegrał i do Sejmu nie wszedł. Jeśli o posiadaczu tak obfitej kariery wspominam, to dlatego, że w ciągu kilku lat zdołał zostać wiceministrem rolnictwa, posłem a następnie europosłem zastępując jedynie tych, którzy mandaty do Sejmu i PE zdobyli nie w dniu wyborów, a znacznie później.

Zwrotnice poselskie

Kariery polityczne to tylko jedna ze stron problemu, wywoływanego przez nadaktywność wyborczą. Oto w wyborach do PE ma kandydować kilkoro posłów, których działalność w Sejmie została wcześniej określona i świadomie przyjęta do realizacji.

Kamila Gasiuk-Pihowicz to dziś przewodnicząca komisji sprawiedliwości, aktywnie prowadząca kwestie ustaw związanych z przywróceniem praworządności. Ustawa o KRS czeka na opinię Senatu po czym może wrócić do rozpatrzenia przez Sejm, nie dalej jak dziś do komisji sprawiedliwości właśnie trafiły dwie ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego. Za miesiąc przewodnicząca zacznie nad nią pracę od prowadzenia wysłuchania publicznego w tej sprawie, a kilka dni później stanie do wyborów i zapewne niewiele później wszystko to zostawi i obejmie mandat w europarlamencie.

Dariusz Joński, dziś przewodniczący komisji śledczej ds. wyborów kopertowych ostatnie przesłuchanie świadka ma poprowadzić przed nią pod koniec maja. Dwa tygodnie później także może zostać europarlamentarzystą, a raport z prac komisji będzie przygotowywał mając już mandat posła PE w kieszeni. To może się nawet udać, ale zaufania do tego, że komisja zrobi wszystko co powinna nie buduje.

Michał Szczerba, także przewodniczący komisji śledczej, tyle że zajmującej się aferą wizową, szanse ma na zakończenie prac przed zmianą pracy nieco mniejsze, bo jego komisja nie jest tak zaawansowana w pracach. On także w lipcu może już urzędować w Strasburgu lub Brukseli, bo także startuje w wyborach 9 czerwca. Jeśli podczas kolejnych przesłuchań kierowana przez niego komisja natrafi na "żyłę złota", świadka, którego zeznania wymuszą wejście w kolejne wątki sprawy - Szczerba będzie więc musiał te wątki zignorować, przyśpieszyć prace komisji albo z jej przewodniczenia zrezygnować. Żadne z tych wyjść zaufania do takich prac nie podnosi.

Rozjazdy ministerialne

Opisany chyba publicznie najobficiej, więc tylko do wspomnienia; cokolwiek skłania ministrów, urzędujących do czterech zaledwie miesięcy do kandydowania w wyborach do PE - nie podoba się nikomu poza nimi samymi i ich ugrupowaniami. Można powiedzieć, że Sienkiewicz się zużył, Budka znużył, Kierwiński znudził, a co robił Hetman, nikt dokładnie nie wie - w wypadku członków rządu wypinanie lokomotyw wyborczych w biegu i kierowanie na inne tory po prostu odbiera wiarygodność ich działaniom w resortach.

Przez rozjazdy i zwrotnice nie należy przejeżdżać szybko. To dotyczy wszystkich lokomotyw.