Do wyborów parlamentarnych zostało niewiele ponad miesiąc. Szykują się do nich także nasi rodacy mieszkający za granicą i organizacje polonijne. W Wielkiej Brytanii przebywa na stałe ponad 800 tys. Polaków. Nasz korespondent Bogdan Frymorgen rozmawiał na temat organizacji wyborów dla Polonii na Wyspach z Wiktorem Moszczyńskim, działaczem i członkiem rady Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie.

REKLAMA

Wiktor Moszczyński przekazał, że Polonia w Wielkiej Brytanii wciąż nie ma informacji na temat tego, ile komisji wyborczych powstanie na Wyspach. Działacz ma nadzieję, że szczegółowe instrukcje przyjdą z polskiego MSZ do konsulatów w kolejnym tygodniu.

Tymczasem poszczególne ugrupowania przygotowują swoich mężów zaufania. Trwają też organizacyjne przymiarki do wielkiego przedsięwzięcia, jakim będą październikowe wybory za granicami kraju.

Komisje będą musiały działać wyjątkowo sprawnie, tym bardziej że w ciągu 24 godzin będą musiały z Wysp odesłać wyniki policzonych głosów. Tempo, z jakim będą musiały działać komisje wyborcze, może powodować komplikacje.

Odczuwamy to w ten sposób, że narzucono nam takie ostre tempo, bo rząd się raczej boi, jak będą głosować Polonie, szczególnie te europejskie. Warto zaznaczyć, że Polacy mieszkający w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie głosują inaczej od Polonii brytyjskiej. One wywodzą się ze źródeł tej starszej polskiej Polonii, którą reprezentuje PiS - mówi Moszczyński, tłumacząc, że wśród Polonii brytyjskiej dominują wyborcy o poglądach nieco bardziej liberalnych.

Proceduralne obostrzenia mogą spowodować, że część głosów nie zostanie policzona - a to, co oczywiste, byłoby pozbawieniem części Polaków prawa do uczestnictwa w demokratycznych wyborach.

Wiktor Moszczyński deklaruje, że organizatorzy wyborów zrobią wszystko, by zdążyć policzyć wszystkie głosy. Pamiętajmy jednak, że równocześnie z głosowaniem na kandydatów do Sejmu i Senatu, odbędzie się referendum dotyczące relokacji migrantów. A to tak naprawdę podwaja ilość pracy, którą będą mieć członkowie komisji.

Skoncentrowanie się na głosach oddanych w wyborach parlamentarnych, kosztem liczenia odpowiedzi na pytania referendalne byłoby jednym ze sposobów (przyspieszenia procedury liczenia głosów - przy. red.). Bo ich liczenie będzie dla nas dodatkowym obciążeniem. Chcieliśmy poruszyć ten problem z komisjami sejmową i senacką do spraw polonii. Oczywiście Senat absolutnie podziela nasze obawy - mówi polonijny działacz.

Rzecz w tym, że władze w Warszawie nie kwapią się, by pomóc w rozwiązywaniu takich dylematów.

Podczas wizyty w Londynie prezydenta Andrzeja Dudy, w tych paru sekundach czasu na rozmowę, podniosłem ten temat. Bo on namawiał nas - zresztą słusznie - żebyśmy brali czynny udział w brytyjskiej polityce. Zwróciłem uwagę na nasze obawy odnośnie nadchodzących wyborów, ale odesłał mnie do komisji. I na tym skończył, podchodząc do następnej osoby - relacjonuje Moszczyński.