"Ukraińskie służby informacyjne bardzo się starają, aby odpowiednie informacje pojawiały się w krajach, które im sprzyjają" - mówił w Radiu RMF24 dr hab. Jacek Wasilewski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. To ważne, bo jak podkreślił gość Tomasza Terlikowskiego, opinia publiczna nie może zapomnieć o tej wojnie ze względu na to, czy i jaką broń Ukraina otrzyma od sojuszników. Jacek Wasilewski podkreślił, że to, czego nie zobaczymy w internecie, to straty wojsk ukraińskich. Wojna między Rosją a Ukrainą toczy się nie tylko na polu bitwy, ale także w przestrzeni informacyjnej.

REKLAMA

Tomasz Terlikowski pytał swojego gościa również o wymiar popkulturowy wojny rosyjsko-ukraińskiej. To pokłosie memów o czeskim Królewcu, czy nagrań ośmieszających wojsko rosyjskie. Zdaniem medioznawcy, takie przedstawianie wojny pozwala w dużo łatwiejszy i szybszy sposób ośmieszać działania, które Rosja podejmuje na polu politycznym.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Wasilewski: W sieci nie widzimy strat ukraińskich

Reakcja związana z pseudaneksją Królewca jako odwet za referenda w obwodach ługańskim i donieckim pokazuje absurd tego, co robi Władimir Putin. Te memy mają wymiar w dużej mierze informacyjny, nie tylko ośmieszający. Ich zadaniem jest także podtrzymanie pewnej wspólnoty, ponieważ my chcemy takimi memami się karmić, bo emocjonalnie jesteśmy związani z jedną stroną. Jednocześnie ta druga strona cały czas straszy. Rozmaite memy, które pokazują w krzywym zwierciadle Putina i to co robi armia rosyjska, wydają się ten strach osłabiać i to jest jedna z bardzo ważnych funkcji - mówił Wasilewski.

"Część świata kupuje rosyjską propagandę"

Zdaniem gościa Tomasza Terlikowskiego, propagandzie rosyjskiej dużo trudniej dotrzeć do odbiorcy na zachodzie Europy.

My nie jesteśmy na nią podatni (...). W innych krajach ona się pojawia. Rosja rozpaczliwie szuka sojuszników, którzy mogliby inaczej postrzegać te wojnę niż Zachód. Wiemy, że nie tylko państwa afrykańskie, ale też państwa arabskie trochę inaczej na to patrzą - zauważył medioznawca.

"Nie widzimy tej wojny, jeśli nie chcemy jej zobaczyć"

Ekspert w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim zaznaczał, że nie widzimy tej wojny, jeśli nie chcemy jej zobaczyć.

Jeśli mamy znajomych na Ukrainie albo interesujemy się przekazami reporterskimi, to wtedy jesteśmy w stanie dojrzeć dużo więcej. Te wszystkie kwestie związane ze zniszczeniami po atakach rakietowych pojawiają w sieci u zwykłych ludzi, którzy informują swoje rodziny. To, czego nie widzimy, to na pewno strat wojsk ukraińskich, bo tutaj jest położona blokada, tak, żeby ducha nie gasić - podsumował Wasilewski.