Straty, które Rosjanie ponieśli w styczniu na ukraińskim froncie, przewyższyły zdolności rekrutacyjne Moskwy - informuje Bloomberg, powołując się na oceny zachodnich urzędników. To jasny sygnał, że ukraińska strategia zadawania przeciwnikowi coraz większych strat zaczyna przynosić wymierne rezultaty.

REKLAMA

Alex Wickham, dziennikarz Bloomberga, na wstępie artykułu przytacza dane dotyczące grudniowych strat wojsk rosyjskich na froncie w Ukrainie. Wynika z nich, że w ostatnim miesiącu 2025 roku na polu bitwy zginęło 35 tysięcy żołnierzy, co - jak zauważa - jest dwukrotnością średniej miesięcznej wyliczonej przez urzędników NATO w 2025 r.

Oznacza to, że w grudniu rosyjskie straty były mniej więcej równe miesięcznym zdolnościom rekrutacyjnym Moskwy. Jednak już w styczniu br. wojska Władimira Putina odnotowały znaczący deficyt, tracąc około 9 tysięcy żołnierzy więcej, niż udało się przyjąć do armii.

Zdaniem zachodnich urzędników, świadczy to o skuteczności ukraińskiej strategii zadawania przeciwnikowi coraz większych strat. Nie wiadomo jednak, czy Kijów zdoła utrzymać tę tendencję.

Kijów zwiększa presję

Bloomberg przypomina, że ukraiński minister obrony Mychajło Fedorow zapowiedział niedawno strategię mającą na celu zwiększenie rosyjskich strat do 50 tys. żołnierzy każdego miesiąca. Kijów uważa, że taka liczba poległych, rannych i zaginionych utrudni rosyjskim władzom uzupełnianie wojsk bez ogłoszenia kolejnej mobilizacji.

Alex Wickham pisze jednak, że Władimir Putin raczej nie zdecydowałby się na taką mobilizację, ponieważ jest to opcja, która okazała się bardzo niepopularna w Rosji. Rosyjski przywódca wolałby uniknąć powtórzenia sytuacji z września 2022 roku, kiedy to powołano 300 tysięcy rezerwistów, co spowodowało masowy exodus setek tysięcy osób z kraju i wywołało wzrost niezadowolenia społecznego z powodu wojny.

Rosnące straty rosyjskich wojsk komplikują narrację Moskwy - a czasem także administracji prezydenta USA Donalda Trumpa - jakoby przewaga Rosji na froncie przesądzała o jej zwycięstwie. Według zachodnich urzędników, przy obecnym tempie działań Rosjanom zajęłoby jeszcze dwa lata, by całkowicie opanować obwód doniecki na wschodzie kraju.

Straty ogromne, zyski znikome

Choć w ubiegłym tygodniu naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Ołeksandr Syrski przyznał, że sytuacja na 1200-kilometrowym froncie "pozostaje trudna", to wydaje się, że inicjatywę na polu bitwy przejęli teraz Ukraińcy.

W ostatnich dniach rosyjscy blogerzy wojenni informują o działaniach ofensywnych wojsk ukraińskich na granicy obwodów dniepropietrowskiego i zaporoskiego na południowym wschodzie Ukrainy. Siły Kijowa miały wyzwolić już kilka, kilkanaście miejscowości, które pozostawały w "szarej strefie".

Bloomberg zauważa, że ogromne straty Rosjan nie idą w parze ze zdobyczami terytorialnymi - według danych DeepState, ukraińskiej grupy analitycznej mapującej sytuację na froncie w Ukrainie, w ciągu ostatnich trzech lat Rosja zajęła mniej niż 1 procent ukraińskiego terytorium.