Reprezentacja Polski tenisistek - bez Igi Świątek - zmierzy się w piątek i sobotę w Gliwicach z Ukrainą w meczu o awans do finałowego turnieju Billie Jean King Cup. Liderka ukraińskiej drużyny, Elina Switolina, zapowiada twardą walkę i ocenia, że obie ekipy muszą być gotowe na "wielką bitwę". "Przyjechałyśmy tu, by wygrać" - odpowiedziała Magda Linette.

REKLAMA

  • Polskie tenisistki - bez Igi Świątek - w piątek i sobotę zagrają w Gliwicach z Ukrainą o awans do finałów Billie Jean King Cup.
  • Liderka Ukrainy Elina Switolina podkreśliła, że rywalizacja z Polkami będzie "wielką bitwą" i że gospodynie są pod większą presją.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Linette: Teraz zagramy dla Polski

Zazwyczaj gramy dla siebie, dla naszego teamu. Teraz zagramy dla Polski. Zdecydowanie będzie inaczej. To zupełnie inne odczucie, które wiąże się z odpowiedzialnością, ale też jest zaszczytem. Takie mecze rządzą się swoimi prawami, mogą się odwrócić w każdej chwili. Na co dzień nie gramy zbyt często w Polsce. Na pewno jest to coś wyjątkowego, cieszę się z tej możliwości - powiedziała Magda Linette.

Wszystkie przyjechałyśmy tu po to, by ten mecz wygrać. Zrobimy wszystko, by Ukrainki miały jak najcięższą przeprawę. Rok temu mecze były bardzo bliskie. Gramy naprawdę nieźle i jesteśmy dobrze przygotowane - zaznaczyła.

Maja Chwalińska przyznała, że obecny tydzień jest inny od pozostałych. Zapamiętam go na cały rok. Na pewno czuję troszkę większą presję, ale też jest to przywilej, że tyle osób nas wspiera. Hala jest imponująca - oceniła.

Martyna Kubka nie ukrywała, że w gliwickiej arenie jest bardzo dużo miejsca. To największa hala, w jakiej ostatnio miałyśmy okazję zagrać. Szybko się do tej przestrzeni przyzwyczaimy. Nawierzchnia jest - jak na mączkę - dość szybka, co mnie bardzo odpowiada - wyjaśniła.

Celt: Ukraina to mocna drużyna

Kapitan kadry Dawid Celt podkreślił, że czwartkowe losowanie będzie miało pewien wpływ na przebieg rywalizacji. Bo fajnie jest rozpocząć mecz od zwycięstwa, ale też bym znaczenia losowania nie przeceniał. Zaczynamy "na krzyż" - czyli pierwsza rakieta zagra z drugą, a następnego dnia jedynka z jedynką, a dwójka z dwójką. Bardziej się skupiam na tym, że trzeba budować punkt po punkcie i starać się kontrolować to, co możemy - powiedział.

Nie ukrywał, że oba zespoły świetnie się znają. Ukrainki to nie są anonimowe zawodniczki. Co tydzień grają w największych turniejach na świecie. To dobra, mocna drużyna. Nie ma się co czarować. Zaskoczenia nie będzie, wiemy, czego się spodziewać. Postaramy się wykorzystać to, że gramy siebie, te dni treningowe, które są za nami i jeszcze przed nami. Będziemy - jak zawsze - walczyć o każdy punkt. Niezależnie od tego, kto stoi po drugiej stronie siatki staramy się walczyć o zwycięstwo i to się nie zmienia - podsumował.

Switolina: Gra w reprezentacji to coś specjalnego

Musimy docenić świetne polskie zawodniczki - powiedziała wcześniej liderka Ukrainek Elina Switolina. Przyznała, że jest podekscytowana tym spotkaniem.

Gra w reprezentacji różni się od występów indywidualnych, to coś specjalnego. Myślę, że polski zespół jest pod nieco większą presją, grając u siebie - zaznaczyła siódma zawodniczka światowego rankingu.

Kapitan reprezentacji Ukrainy Ilia Marczenko podkreślił, że jego oczekiwania przed meczem są wysokie.

Przyjechaliśmy tu, by wygrać i to jest nasz najważniejszy cel. Zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska ma naprawdę mocny zespół, nawet pod nieobecność Igi Świątek. Jesteśmy przygotowani do spotkania - stwierdził.

O awans do finału bez Igi Świątek

Świątek już wcześniej poinformowała, że nie wystąpi w meczu. W kadrze Biało-Czerwonych znalazły się: Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa i Linda Klimovicova oraz Martyna Kubka.

Stawką spotkania w Gliwicach jest awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup, który obędzie się 21-27 września w chińskim Shenzhen.

Mecz odbędzie się w Polsce dzięki porozumieniu z Ukraińcami, którzy pierwotnie mieli być gospodarzami.

Ukrainę w Gliwicach będą reprezentować Switolina, Marta Kostjuk, Ołeksandra Olijnykowa i specjalizujące się w grze podwójnej siostry Kiczenok: Ljudmiła oraz Nadija.

Biało-czerwone w pięciu poprzednich edycjach tej imprezy grały w elicie trzykrotnie. Dwa lata temu w półfinale uległy Włoszkom, które później wygrały imprezę w Maladze. Teraz zadanie jest trudniejsze, gdyż od 2025 roku do finałów kwalifikuje się tylko osiem, a nie dwanaście drużyn.

Polska z Ukrainą w Gliwicach

Zawodniczki rywalizować będą w gliwickiej PreZero Arenie na sztucznej mączce, a mecze będzie mogło zobaczyć ok. 13 tysięcy kibiców.

Pierwszego dnia rozegrane zostaną dwa single, drugi dzień zacznie się od gry podwójnej, a potem - zależnie od wyniku - może być jeden lub dwa single. Na pewno odbędą się cztery spotkania, a piąte - w przypadku remisu.

Polki z Ukrainkami po raz ostatni rywalizowały rok temu w Radomiu. Maja Chwalińska uległa wówczas Elinie Switolinie (6:7, 3:6), Katarzyna Kawa - Marcie Kostjuk (1:6, 2:6), a Chwalińska i Martyna Kubka w grze podwójnej Ludmyle oraz Nadiji Kiczenok (6:7, 6:7).