Rosyjska publiczność widzi na ekranach telewizorów uderzająco inną wersję wydarzeń na Ukrainie niż ludzie na Zachodzie. Putinowskie media coraz częściej używają retoryki III wojny światowej, zastraszając zachodni świat atakiem nuklearnym - podaje portal nbcnews.com.

REKLAMA

Ile sekund zajmuje dotarcie pocisku balistycznego do Londynu, Paryża czy Berlina? Nad tym zastanawiali się eksperci rosyjskiej telewizji państwowej, w momencie, gdy działania wojenne w Ukrainie trwają już trzeci miesiąc.

W trakcie programu "60 minut" jego prokremlowska gospodyni Olga Skabeyeva i zaproszeni przez nią eksperci w kanale telewizyjnym Russia-1 nonszalancko żartowali, jak Zachód powinien dostroić się do tego, co dzieje się w Ukrainie.

NBC News obserwowało dziesiątki godzin relacji w państwowych mediach, aby odkryć, że Kreml i jego rzecznicy coraz częściej sięgają po nowe i bardziej dziwaczne twierdzenia, aby usprawiedliwić inwazję na Ukrainę.

Kremlowska propaganda ośmiesza prezydenta Zełenskiego i wojska ukraińskie

Kreml ma stosunkowo niewiele instrumentów, aby spróbować wpłynąć na Zachód, dlatego ucieka się do całej tej mrożącej krew w żyłach retoryki jako środka próby zastraszenia - powiedział Mark Galeotti, współpracownik w Royal United Services Institute. Jego zdaniem, takie działania Putina służą przedstawianiu jego pozycji, w ten sposób, aby budziły one jak najwięcej strachu i przerażenia.

Fałszywa sugestia rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, że nazistowski przywódca Adolf Hitler miał "żydowską krew", tak samo jak Wołodymyr Zełenski i że "najwięksi antysemici byli z reguły Żydami", wywołała wśród rosyjskiego społeczeństwa powszechne potępienie i ośmieszenie prezydenta Ukrainy.

Rosyjskie media państwowe rozpowszechniały również narracje o "czarnej magii" praktykowanej niby przez ukraińskie wojska i wskazywały na rzekome zażywanie narkotyków przez Zełenskiego.

Ściśle kontrolowana przestrzeń medialna w Rosji oznacza, że rosyjscy widzowie oglądają na ekranach telewizorów uderzająco inną wersję wydarzeń na Ukrainie niż ludzie na Zachodzie — taką, która niewiele przypomina to, co dzieje się na miejscu.

Przekaz dla rosyjskiego widza - neonaziści opanowali Ukrainę pod wpływem USA

Wiadomości i codzienne programy polityczne przekazują w niezliczonym czasie antenowym swoim widzom, że wojna w Ukrainie w rzeczywistości nie jest wojną, ale "specjalną operacją wojskową" mającą na celu oszczędzenie ludności cywilnej. Siły rosyjskie są przedstawiane jako wyzwoliciele, walczące z tym, co propaganda nazywa "neonazistami", którzy podobno opanowali Ukrainę pod wpływem Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników oraz rzekomo popełniają "ludobójstwo" na rosyjskojęzycznych Ukraińcach.

Rosja twierdzi, że okrucieństwa udokumentowane w Buczy i innych ukraińskich miastach są inscenizowane przez Kijów. Moskwa przekazuje, że wkroczyła na Ukrainę jako uderzenie wyprzedzające przeciwko NATO, ponieważ Ukraina szukała broni jądrowej.

Sondaże w Rosji wskazują na duże poparcie działań Putina w Ukrainie

Opinii publicznej mówi się, że surowe sankcje są po prostu kolejnym dowodem patologicznej nienawiści Zachodu do Rosji, która w pierwszej kolejności doprowadziła do konfliktu - podaje nbcnews.com. Przede wszystkim państwowe media wmawiają Rosjanom, że siły rosyjskie wygrywają w Ukrainie.

Niedawny sondaż przeprowadzony przez rosyjskie Centrum Lewady wykazał, że poparcie społeczne dla "działań rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie" utrzymuje się na wysokim poziomie 74 proc., chociaż eksperci mają wątpliwości, czy takie badania mogą być dokładne.

Ale wiele z tego poparcia dotyczy wojny, która jest przedstawiana w państwowej telewizji, a nie poparcia dla tego, co faktycznie dzieje się na Ukrainie. To wsparcie dla ograniczonej operacji, przeprowadzanej chirurgicznie, aby uniknąć ofiar wśród ludności cywilnej, aby uniemożliwić neonazistowskiemu reżimowi zdobycie broni jądrowej i popełnienie ludobójstwa - powiedział Galeotti.

Jeżeli właśnie tak się tę inwazję przedstawia, cóż, nie dziwię się, że wiele osób powie — tak, to brzmi jak idealnie prowadzona wojna - zaznacza Galeotti.

Armię rosyjską dotknęły ciężkie straty, gdy sojusznicy Kijowa zwiększali pomoc wojskową. To spowodowało, że retoryka w rosyjskiej telewizji państwowej wzrosła do punktu, w którym mówienie o uderzeniach rakietowych w europejskie stolice i możliwości wojny nuklearnej są po prostu normalne - powiedział Stephen Hutchings, profesor rusycystyki na Uniwersytecie w Manchesterze.

"To wojna zastępcza z Zachodem"

Jak podkreślił Hutchings, jeden z najbardziej skandalicznych przykładów, pochodzi od prokremlowskiego dziennikarza Dmitrija Kiselyova, który wykorzystał odcinek cotygodniowego programu publicystycznego na początku maja, aby zilustrować, jak Moskwa mogłaby szybko zmienić Wielką Brytanię w "nuklearne pustkowie", gdyby została zmuszona, aby to zrobić.

Prokremlowski dziennikarz powiedział, że Wielka Brytania może zostać zaatakowana niepowstrzymanym podwodnym dronem Posejdonem, który wywoła gigantyczne tsunami, które unicestwi naród - zaznaczył.

Wiele z tej retoryki polega zasadniczo na tym, aby wyrobić przekonanie, że to nie jest tak naprawdę tylko wojna w Ukrainie, ale raczej wojna zastępcza z Zachodem - stwierdził Galeotti.

Prezydent Ukrainy ostrzega rosyjskich propagandystów

Ukraiński rząd oskarżył rosyjskie media państwowe o podsycanie wojny, a Zełenski grozi odwetem na najbardziej "płodnych" propagandystach Moskwy. Uwięziony przywódca rosyjskiej opozycji Aleksiej Nawalny również wezwał państwowe media swojego kraju do zaprzestania bycia podżegaczami wojennymi.

Wszystko dzieje się na tle kraju, w którym nie ma niezależnych mediów. Rosja uchwaliła prawo kryminalizujące wszelką krytykę jej sił zbrojnych na początku inwazji, a nieliczni pozostali niezależni dziennikarze albo opuścili kraj, albo całkowicie przestali pracować.

Internet oczywiście jest nadal dostępny dla tych, którzy szukają relacji z wojny międzynarodowej - chociaż kilka zagranicznych serwisów informacyjnych zostało zablokowanych, ale dla przeciętnego rosyjskiego konsumenta głównym źródłem wiadomości o Ukrainie pozostaje telewizja państwowa.