Amerykańska operacja poszukiwawczo-ratunkowa po zestrzeleniu myśliwca F-15 nad Iranem przerodziła się w dramatyczny wyścig z czasem. Podczas misji, w obawie przed przejęciem przez siły irańskie, wojsko USA zdecydowało się zniszczyć własne samoloty transportowe, które uległy awarii. Akcja, w którą zaangażowane były także służby izraelskie i CIA, zakończyła się sukcesem.

REKLAMA

  • Amerykańskie wojsko zniszczyło co najmniej dwa własne samoloty transportowe podczas akcji ratunkowej w Iranie.
  • Decyzja była podyktowana obawą przed przejęciem maszyn przez siły irańskie po awarii technicznej.
  • Akcja miała na celu odnalezienie i ewakuację członka załogi zestrzelonego myśliwca F-15.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

W piątek nad terytorium Iranu doszło do zestrzelenia amerykańskiego myśliwca F-15. Obaj członkowie załogi zdołali się katapultować i nawiązali kontakt z dowództwem. Pilot został odnaleziony i ewakuowany przez siły specjalne USA dość szybko po zestrzeleniu samolotu. Jednak oficer systemu uzbrojenia pozostał w Iranie. Rozpoczęła się skomplikowana operacja poszukiwawczo-ratunkowa, w którą zaangażowane były elitarne jednostki amerykańskie oraz sojusznicze służby wywiadowcze.

Kulisy akcji poszukiwawczo-ratunkowej

Według informacji podanych przez agencje Reuters i Associated Press podczas akcji doszło do poważnych problemów technicznych. Dwa amerykańskie samoloty transportowe, które miały odegrać kluczową rolę w ewakuacji, uległy awarii i nie były w stanie wystartować z terytorium Iranu. W obawie przed przejęciem przez siły irańskie, podjęto decyzję o ich zniszczeniu.

Amerykańskie dowództwo nie ujawnia szczegółów dotyczących rodzaju awarii, jednak według źródeł cytowanych przez "The Wall Street Journal", zniszczone maszyny to MC-130J - specjalistyczne samoloty wykorzystywane do działań szpiegowskich i ewakuacyjnych. Decyzja o ich wysadzeniu w powietrze zapadła błyskawicznie, by uniemożliwić Irańczykom zdobycie zaawansowanej technologii wojskowej.

W miejsce zniszczonych maszyn wysłano trzy kolejne samoloty, które umożliwiły kontynuowanie akcji ratunkowej. Komandosi biorący udział w operacji zostali ostatecznie przetransportowani z Iranu do Kuwejtu.

Medialna wojna informacyjna i dezinformacja

W trakcie akcji irańska telewizja państwowa wyemitowała nagrania, na których miały być widoczne szczątki amerykańskich samolotów i śmigłowców. Według irańskich mediów zestrzelono samolot transportowy C-130 oraz dwa śmigłowce Blackhawk. Te doniesienia zostały częściowo potwierdzone przez brytyjskie stacje Sky News i BBC, które zweryfikowały miejsce katastrofy jednego z samolotów.

Równolegle CIA rozpoczęła kampanię dezinformacyjną, rozprzestrzeniając w Iranie pogłoski o rzekomym odnalezieniu amerykańskiego żołnierza i próbie jego ewakuacji drogą lądową. Miało to na celu zmylenie irańskich służb i zapewnienie bezpieczeństwa prowadzonej operacji.

Misja ewakuacyjna musiała być przeprowadzona szybko, Iran oferował nagrodę za zaginionego "żywego wrogiego pilota" USA. W państwowej irańskiej telewizji wezwano ludność, by pomogła w schwytaniu "wrogiego pilota", zaznaczając, że za przekazanie władzom żywego żołnierza otrzyma się nagrodę. Jej wysokość to 10 mld tomanów, czyli 100 mld riali, co stanowi równowartość ok. 76 tys. dolarów.

Współpraca amerykańsko-izraelska

Według portalu Times of Israel, w operacji uczestniczyły także izraelskie służby wywiadowcze. Izraelskie siły powietrzne wstrzymały w tym czasie ataki na obszary Iranu, gdzie prowadzono misję ratunkową. Minister obrony Izraela Israel Katz podkreślił, że akcja jest dowodem na skuteczną współpracę armii USA i Izraela w sytuacji konfliktu z Iranem.

W niedzielę rano prezydent USA Donald Trump poinformował o pomyślnym zakończeniu misji. Na platformie Truth Social napisał, że żaden amerykański żołnierz nie ucierpiał podczas operacji, podkreślając dominację USA w powietrzu i przewagę nad irańską przestrzenią powietrzną. Prezydent nie odniósł się jednak do informacji o zniszczeniu własnych samolotów.