Zjednoczone Emiraty Arabskie dokonują właśnie radykalnego zwrotu w swojej polityce. Jak informuje "The Wall Street Journal" Abu Zabi będzie niebawem gotowe do zbrojnej interwencji w celu odblokowania cieśniny Ormuz. To koniec neutralności pierwszego z państw Zatoki Perskiej wobec Iranu.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) przygotowują się do wsparcia USA i innych sojuszników w operacji militarnej mającej na celu siłowe otwarcie cieśniny Ormuz. Jak donosi "WSJ", to historyczny moment: państwo, które dotąd unikało definiowania się jako strona konfliktu, staje się jego pełnoprawną stroną. Przyczyną tej metamorfozy jest kampania Iranu, który - zdaniem emirackich dyplomatów - jest gotów trzymać cieśninę "w szachu", byle przetrwać.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Emiratów stwierdziło, że "istnieje szeroki globalny konsensus, że wolność żeglugi w cieśninie Ormuz musi zostać zachowana".
Emiraty od dawna starały się mediować między USA a Iranem przed wybuchem wojny. Teraz jednak ZEA dostosowują się do nacisków prezydenta Donalda Trumpa, by sojusznicy ponosili większy ciężar wojny, szczególnie w kwestii otwarcia cieśniny Ormuz.
Dla ZEA wojna przestała być odległym problemem politycznym, a stała się egzystencjalnym zagrożeniem. Ataki na hotele i lotniska w Dubaju uderzyły w fundamenty państwa: turystykę, rynek nieruchomości i wizerunek "oazy spokoju". Gdy na terytorium kraju spadło blisko 2500 pocisków i dronów, Abu Zabi odpowiedziało twardo - zamykając irańskie instytucje i odcinając Teheran od połączeń lotniczych.
Kluczowym elementem nowej doktryny Emiratów jest lobbing na rzecz rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, która uprawomocniłaby użycie siły w cieśninie Ormuz. Nawet w przypadku weta ze strony Rosji czy Chin, Emiraty deklarują gotowość do działania w ramach koalicji chętnych.
Udział ZEA w operacji niesie ze sobą ryzyko. Pozycjonowanie się jako przeciwnik Iranu może prowadzić do długotrwałych napięć w regionie.
Nie jest jasne, czy działania militarne mogą otworzyć cieśninę. Każda operacja wymagałaby kontroli nie tylko nad cieśniną, ale także nad terytorium wzdłuż jej 160-kilometrowej długości. Państwa Zatoki Perskiej, które popierają działania militarne, uważają jednak najwyraźniej, że konsekwencje posiadania wrogiego sąsiada kontrolującego tak ważny szlak są warte ryzyka.
ZEA nie przystępują do tej gry z pustymi rękami. Ich atutem jest nie tylko strategiczny port głębokowodny w Jebel Ali, ale także nowoczesne lotnictwo. Emirackie F-16, które zdobywały doświadczenie w walkach z Państwem Islamskim, mogą teraz odegrać kluczową rolę w patrolowaniu cieśniny. Co więcej, kraj posiada znaczne zapasy amerykańskiej amunicji, co w obliczu globalnych niedoborów czyni go cennym partnerem dla USA i Izraela.
Iran już zapowiedział zniszczenie infrastruktury cywilnej każdego państwa, które wesprze operację przejęcia jego terytoriów.