Mija trzeci dzień od rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi. Jednak wśród sojuszników Teheranu panuje zaskakująca cisza. Moskwa i Pekin ograniczyły się do retorycznych potępień i wezwań do negocjacji, nie oferując żadnej realnej pomocy. Władimir Putin złożył także kondolencje prezydentowi Iranu Masudowi Pezeszkianowi w związku ze zgładzeniem najwyższego przywódcy ajatollaha Alego Chameneia.
- Sojusznicy Teheranu - Rosja i Chiny - ograniczyły swoją reakcję na amerykańsko-izraelskie uderzenia na Iran do potępień i wezwań do negocjacji.
- Rosja bardzo chce zakończyć wojnę w Ukrainie na swoich warunkach, licząc na korzystny układ z USA.
- Chiny z kolei liczą na to, że dojdą do porozumienia z USA w sprawie podziału wpływów na Indo-Pacyfiku.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Uderzające, że w tej depeszy kondolencyjnej Putin nie pisze, kto jest winien. Nie chce pewnie zrażać sobie prezydenta Trumpa, bo Rosjanie wiele przełkną, żeby zakończyć wojnę z Ukrainą na swoich warunkach - podkreśla dr Witold Rodkiewicz z Ośrodka Studiów Wschodnich.
To właśnie perspektywa zakończenia wojny na Ukrainie i możliwość korzystnego układu z Waszyngtonem staje się dla Kremla absolutnym priorytetem, nawet kosztem lojalności wobec dotychczasowych partnerów.
Sytuacja Rosji jest dziś wyjątkowo skomplikowana. Z jednej strony Kreml wciąż liczy na to, że Donald Trump umożliwi zawarcie pokoju z Ukrainą na warunkach korzystnych dla Moskwy. Z drugiej jednak, coraz wyraźniej widać, że Amerykanie prowadzą "sprytną strategię neutralizowania" wpływów Rosji, uderzając po kolei w jej sojuszników. Rosjanie są jednak tak bardzo zaangażowani w zakończeniu po swojej myśli negocjacji pokojowych, że postawili wszystko na jedną kartę - ocenia Rodkiewicz.
W rosyjskich mediach pojawiają się już pierwsze sygnały niepokoju. Fiodor Łukianow, przewodniczący Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej, na łamach rządowej "Rossijskiej Gazety" sugeruje, że nawet zakończenie wojny z Ukrainą nie poprawi relacji z Amerykanami. To symptom narastającej niepewności w rosyjskich elitach.
Pojawiają się pierwsze sygnały, że nastawienie rosyjskiej machiny propagandowej do prezydenta Trumpa i jego ruchu MAGA może się zacząć zmieniać z "pozytywnego na negatywne" - zauważa prof. Roman Baecker z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.
Aleksander Dugin, uznawany za ideologa Kremla, napisał po amerykańskim ataku na Iran, że MAGA jest "martwa", a hasło "America First" to "stracona szansa". To wyraźny sygnał, że w Moskwie narasta rozczarowanie polityką Waszyngtonu.
Podobnie jak Rosja, także Chiny nie kwapią się do udzielenia Iranowi realnej pomocy. Choć Teheran dostarcza Państwu Środka aż 9 procent ropy naftowej, a w 2025 roku oba kraje zawarły tajny pakt "ropa za broń", Pekin ogranicza się do dyplomatycznych apeli o pokój i poszanowania suwerenności Iranu.
Za tą retoryką nie pójdą raczej żadne, gwałtowne działania, które zmieniłyby sytuację w regionie. Tym bardziej, że zbliża się wizyta Donalda Trumpa w Pekinie, a Chińczycy nadal uważają, że Stany Zjednoczone są gotowe, żeby rozmawiać na temat stref wpływów w regionie Indo-Pacyfiku i współpracy - tłumaczy Marcin Przychodniak z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Pekin, mimo nieprzewidywalności amerykańskiego prezydenta, wciąż liczy na porozumienie z Waszyngtonem. Myślę, że nawet gdyby się spełnił najbardziej radykalny scenariusz, czyli zmiana reżimu w Iranie i powstanie po upadku republiki islamskiej nowego państwa, Chińczycy to jakoś przełkną - ocenia Przychodniak. Przykład Syrii, gdzie Chiny pogodziły się z utratą strategicznego partnera, pokazuje, że Pekin potrafi szybko dostosować się do nowej rzeczywistości.
W tej globalnej rozgrywce Iran staje się pionkiem, którego los zależy od kalkulacji wielkich mocarstw. Trump może na razie "smakować zwycięstwo", podczas gdy Moskwa i Pekin "bezradnie stoją z boku" - zauważa Adam Blomfield, korespondent wojenny "Telegraphu",
Jednak eksperci ostrzegają, że sytuacja może się szybko zmienić. Jeśli wojna się przedłuży, a ceny ropy wzrosną, to właśnie Rosja może na tym skorzystać, zasilając swoją machinę wojenną.
Nie można też wykluczyć, że irański reżim przetrwa pierwszą falę ataków i wojna się przeciągnie. Może się zdarzyć, że irański reżim wszystko przetrwa, a wojna będzie się przedłużać. Na razie Iran najwyraźniej nie chce się poddać, a to oznacza, że po prostu te pierwotne kalkulacje, że pierwszy atak izraelsko-amerykański zniszczy całkowicie zdolności bojowe Iranu okazały się nietrafne - podkreśla prof. Baecker.
W obliczu śmierci Chameneia irański system polityczny uruchomił mechanizmy mające zapewnić ciągłość władzy. Tymczasowa rada przywódcza, złożona z prezydenta Pezeszkiana i dwóch przedstawicieli establishmentu, przejęła zarządzanie państwem do czasu wyboru nowego najwyższego przywódcy. Choć Pezeszkian uchodzi za umiarkowanego, musi współpracować z twardogłowymi członkami elity, co może utrudnić ewentualne reformy czy otwarcie na Zachód.