Afera z wadliwymi implantami piersi firmy PIP zatacza coraz szersze kręgi. Francja apeluje do pozostałych krajów Unii Europejskiej o podjęcie szybkiej decyzji w sprawie obowiązkowego usuwania silikonowych wkładek, które mogą zagrażać zdrowiu.

REKLAMA

W tej sprawie zebrał się unijny Komitet Bezpieczeństwa Zdrowotnego. Pod koniec grudnia przedstawiciele służb medycznych we Francji rekomendowali usunięcie implantów firmy PIP. Wśród kobiet stwierdzono 20 przypadków zachorowań na raka. Francja chce, aby problem z wadliwymi implantami potraktowano bardzo poważnie.

Komisja Europejska podkreśla natomiast, że spotkanie może służyć wymianie informacji, ale nie zakończy się wspólnymi, unijnymi rekomendacjami. To nie jest kryzys, taki jak w przypadku świńskiej grypy, czy nawet skażenia kiełków - powiedział w rozmowie z korespondentką RMF FM w Brukseli, jeden z urzędników dużego państwa członkowskiego Unii.

Polska uważa, że dowody przedstawione przez Francję, która zaleca prewencyjne usuwanie implantów, nie są przekonywujące. Francja do tej pory nie przedstawiła analizy porównawczej z której wynikałoby jasno jaki odsetek kobiet zachorował na raka po wszczepieniu implantów firmy PIP, a jaki po zastosowaniu innych implantów - zauważył polski dyplomata, który wolał zachować anonimowość.

Poza Francją ani jeden kraj nie podjął jeszcze tak drastycznej decyzji, aby zalecać usuwanie wadliwych implantów. Francja ma prawo do takiej decyzji, a Polska może zdecydować inaczej - powiedział dziennikarce RMF FM rzecznik Komisji Europejskiej Frederick Vincent. Oznacza to, że każdy kraj Unii może podjąć taką decyzję jaką zechce.

Sprawa wadliwych silikonowych implantów piersi dotyczy bezpośrednio około 300 Polek. Unia może najwyżej zalecić przeprowadzenie obiektywnej analizy, co do szkodliwości stosowanych implantów. Nie może jednak narzucić wspólnego, konkretnego rozwiązania.