Rolnictwo i nasze diety muszą się zmienić, aby ograniczyć skutki katastrofy klimatycznej. Niektórzy eksperci wskazują, że ratunkiem może być powrót do przeszłości.

REKLAMA

Z raportów Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), działającego przy Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) wynika, że to ludzie wywołali kryzys klimatyczny. Problem ze środowiskiem naturalnym mamy ponieważ m.in. emitujemy za dużo gazów cieplarnianych i zbyt intensywnie zmieniamy nasze otoczenie. Wiąże się z tym rolnictwo, które jest tematem kolejnej odsłony cyklu Fakty i mity o zmianach klimatu na portalu RMF24.

Razem z ekspertami odpowiemy na pytania, jak wygląda obecnie uprawa roślin i hodowla zwierząt, które później lądują na naszych talerzach, a także co możemy zrobić, aby było to w jak najmniejszym stopniu szkodliwe dla środowiska.

Niezbyt różnorodni

Na Ziemi mamy około 30 tys. gatunków roślin jadalnych, udomowiliśmy 40 gatunków ssaków i ptaków. Nie jesteśmy jednak w tej kwestii zbyt różnorodni. Pod względem żywieniowym uzależniliśmy się od niewielkiej liczby gatunków. Jemy głównie ziemniaki, bataty, maniok, kukurydzę, sorgo, soję, banany, ryż, jęczmień, pszenicę, kury, gęsi, owce, kaczki, krowy, kozy i świnie.

Dieta wegetariańska to taka, w której ogranicza się lub wyklucza produkty pochodzenia zwierzęcego, czyli mięsa, ryb i owoce morza. Ten sposób żywienia ma różne odmiany, które zakładają eliminację konkretnych produktów.
Dieta wegańska polega na rezygnacji ze spożywania wszystkich produktów pochodzących od zwierząt, czyli nie tylko mięsa, ale także mleka, produktów na jego bazie, czy miodu.
Mięso w diecie: W ciągu ostatnich 20 lat światowa konsumpcja mięsa zwiększyła się ponad dwukrotnie, sięgając 320 mln ton w 2018 r. Powodami są m.in. wzrost ludności i dochodów. W Niemczech przeciętna osoba zjada średnio 60 kg mięsa rocznie, w USA ponad 100 kg, a w Polsce 79 kg.

Dwie rewolucje

Życie ludzi w znaczącym stopniu zmieniło się, kiedy przeszli oni z łowiecko-zbierackiego na osiadły tryb życia i zaczęli uprawiać rolę. Określa się to mianem pierwszej rewolucji neolitycznej, którą datuje się na okres między 10000 - 4000 p.n.e.

Profesor paleoklimatologii Bill Ruddiman z Uniwersytetu w Wirginii wysunął śmiałą tezę, według której już wczesny, przedindustrialny wpływ człowieka na środowisko był w stanie zatrzymać przyjście kolejnej epoki lodowcowej. Analizy rdzeni lodowych Grenlandii i kontynentalnych krańców Antarktydy pokazują, że poziom gazów cieplarnianych wzrósł już, choć w niewielkim stopniu, przed rewolucją przemysłową w XVIII wieku.

Kolejny przełom w rolnictwie dokonał się stosunkowo niedawno, bo w latach 60. XX wieku. Pod egidą Organizacji Narodów Zjednoczonych rozpoczęto zieloną rewolucję. Jej powodami była przede wszystkim chęć zlikwidowania głodu na świecie i zwiększenia produktywności rolnictwa.

Zielona rewolucja w rolnictwie to:

  • mechanizacja rolnictwa,
  • korzystanie z nawozów,
  • korzystanie z środków ochrony np. pestycydów czy herbicydów.

Skutkami obu rewolucji, zarówno neolitycznej jak i zielonej, był gwałtowny wzrost demograficzny liczby ludności na świecie.

Wydawało nam się

Od czasów tzw. zielonej rewolucji wydawało się, że właściwie wszystko da się uprawiać wszędzie, wystarczy tylko zastosować odpowiednie nawozy. Teraz okazało się, że zielona rewolucja powoduje dużo niekorzystnych zmian w środowisku pod względem zdrowia ludzkości - uważa Anna Sierpińska, dziennikarka portalu Nauka o klimacie, popularyzatorka nauki i specjalistka w dziedzinie wpływu zmiany klimatu na środowisko przyrodnicze. Ekspertka wskazuje, że nawozy są obecnie jednym z największych problemów rolnictwa.

Często ilość nawozów aplikowanych na pole jest za duża w stosunku do potrzeb, jakie mają rośliny. To nie tylko powoduje zwiększone emisje gazów cieplarnianych, ale też marnotrawienie tych nawozów - tłumaczy, dodając: Zasadniczo jakieś nawozy są potrzebne, bo jeśli odejmujemy składniki z gleby to musimy je jakimś nawozem uzupełnić. Tylko problem - jakim?

Zdaniem Sierpińskiej adekwatną odpowiedzią na sztuczne nawozy mogą być te naturalne np. obornik, kompost, czy poferment z biogazowni.

Mięso vs. rośliny

Za duża ilość nawozów to nie jedyny problem rolnictwa. Z danych Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu wynika, że sektor spożywczy odpowiada za 21-37 proc. globalnych emisji gazów cieplarnianych.

Pomocne w sprawdzeniu i porównaniu tego, jak uprawa roślin i hodowla zwierząt wpływają na klimat jest obliczenie ich śladu węglowego - sumarycznej ilości wszystkich gazów cieplarnianych wyemitowanych przy wytworzeniu danego produktu.

Ślad węglowy - całkowita suma emisji gazów cieplarnianych wytworzonych przez daną osobę, organizację, wydarzenie, proces, produkt.

W przypadku roślin wylicza się to od momentu ich wysiania, poprzez cały proces dorastania, zbierania i przetwarzania ich - tłumaczy Anna Sierpińska. Już na tym etapie pojawiają się jednak problemy - nie ma jednego schematu, według którego oblicza się ślad węglowy, każdy zespół badawczy może stosować własną metodologię. Sprawdzenie tego, jak wytwarza się konkretny produkt, bywa w niektórych przypadkach także bardzo skomplikowane.

Naukowcy, bez względu na technikę badań, są zgodni - największy ślad węglowy mają mięso wołowe i produkty mleczne.

Zwierzęta nie żywią się powietrzem, tylko żywią się też roślinami. Można powiedzieć, że proces od początku do uzyskania gotowego produktu w przypadku zwierząt jest o wiele dłuższy - trzeba wysiać rośliny, albo przygotować pastwisko, paszę, wodę, itd. Zwierzęta nie tylko jedzą, ale i potrzebują energii np. do dojarek dla krów. W przypadku roślin to jest krótsza droga, bo hodujemy je, zbieramy, przetwarzamy i jemy - wyjaśnia Sierpińska.

Żeby pokazać, jak duży jest to problem, wystarczy pomyśleć o tym, że na świecie żyje mniej więcej półtora miliarda krów. To jest jedna krowa na kilkoro ludzi. Do tego jeszcze dochodzą owce, kozy, bawoły. To powoduje, że te emisje sumaryczne są naprawdę znaczące - dodaje.

Z szacunków Unii Europejskiej wynika, że w 2018 roku 17 proc. generowanych przez człowieka związków chemicznych takich jak dwutlenek węgla, metan czy podtlenek azotu pochodziło z chowu zwierząt.

Metan w krótkim okresie jest o wiele gorszym gazem pod względem oddziaływania na klimat niż dwutlenek węgla - twierdzi Sierpińska.

Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej to właśnie rolnictwo jest obok przemysłu energetycznego największym, pochodzącym z działalności człowieka, źródłem tego związku chemicznego.

Żaden rząd nie wymaga jednak od producentów mięsa dokumentowania emisji gazów cieplarnianych. Co prawda, jak zauważają autorzy raportu "Atlas Mięsa 2022", niektóre firmy publikują takie dane, ale niewiele z nich wspomina przy tym o jakichkolwiek celach redukcyjnych.

Albedo i efekt motyla

Kolejny problem z związany rolnictwem to przeobrażanie środowiska.

W Ameryce Południowej czy w Azji to jest duży problem. Jest coraz większe zapotrzebowanie na różne produkty np. na paszę dla zwierząt, czy żywność dla ludzi. Wylesia się kolejne tereny, wycina się lasy pierwotne, które są bardzo zasobnym magazynem węgla w glebie i roślinach, więc jeśli się to wycina, spala, niszczy to też następują emisje dwutlenku węgla - wyjaśnia Sierpińska.

Wycinka lasów zaburza także krążenie wody w przyrodzie, co z kolei może zmieniać ilość i wielkość opadów atmosferycznych, a w następstwie powodować wysuszanie terenów. Wyższa temperatura i susze sprawiają z kolei, że rolnictwu potrzeba coraz więcej wody.

W tym kontekście Anna Sierpińska wskazuje także na albedo, czyli to ile promieniowania słonecznego jest odbijane od Ziemi.

Lód ma bardzo wysokie albedo, bardzo dużo tego promieniowania jest odbijane w kosmos. Im ciemniejsze powierzchnie, tym więcej tego promieniowania jest pochłaniane, więc jeśli zmieniamy pokrycie terenu np. na jaśniejsze rośliny vs. ciemny las, albo na ciemne rośliny vs. naturalne trawiaste zbiorowiska to też zmieniamy albedo, co może mieć jakiś wpływ na ilość promieniowania, które dociera do powierzchni Ziemi. To jest dosyć trudny do zmierzenia w skali świata efekt, ale na pewno zachodzi - mówi ekspertka.

Przeobrażanie środowiska działa w pewnym stopniu jak tzw. efekt motyla - nawet mała zmiana w jednym zakątku świata może wpłynąć na inny.

Są badania, które pokazują, że to wszystko (działania w ramach rolnictwa - przyp. red.) zmienia właściwości mas powietrza nad danymi rejonami i może oddziaływać na warunki klimatyczne nawet na zupełnie innymi kontynencie. Najwięcej badań jest jeśli chodzi o nawadnianie obszarów na Półwyspie Indyjskim, a tym, co się dzieje we północno-wschodniej części Afryki - tłumaczy popularyzatorka nauki.

Awokado zamiast masła

Współczesne rolnictwo daje nam dużą wygodę i różnorodność. Przez cały rok w marketach możemy kupić chociażby egzotyczne, niewystępujące w Polsce owoce. A przecież ciężarówki, samoloty i statki, które dowożą do sklepów te produkty także generują gazy cieplarniane. Anna Sierpińska wskazuje, że wokół transportu żywności krąży wiele mitów.

Porównując sumarycznie ślad węglowy awokado z kostką masła z polskiej mleczarni, od polskich krów to i tak wychodzi, że jego ślad węglowy jest dużo niższy. Nawet jeśli jest to awokado, które pochodzi z Chile - wyjaśnia.

Najbardziej emisyjnymi środkami transportu są samoloty. Przewozi się nimi drogie i delikatne produkty. Reszta często dociera do nas drogą morską lub ciężarówkami.

W przypadku awokado, które płynie do nas statkiem, ten ślad węglowy może być mały. Oczywiście zależy jaki to jest statek i zużycie paliwa tego statku, ale ślad węglowy z transportu morskiego może być mniejszy, albo porównywany do śladu węglowego transportu, jeżeli byśmy przywieźli awokado z Hiszpanii - uważa ekspertka i podkreśla, że w kontekście awokado nie należy skupiać się na jego transporcie, a sposobie uprawy.

Najnowsze badania, które opublikowano w czerwcu na łamach "Nature Food", wskazują, że rola transportu żywności w emisji gazów cieplarnianych jest niedoszacowana i może być wyższa, niż do tej pory zakładano. Chodzi tu zwłaszcza o owoce i warzywa, które wymagają np. dodatkowego chłodzenia. Warto podkreślić, że badacze starali się wziąć pod uwagę cały łańcuch dostaw żywności, czyli także np. transport nawozów czy maszyn potrzebnych w rolnictwie.

Naukowcy konkludują, że wstrzymanie całego międzynarodowego transportu żywności, odbywającego się głównie za pomocą statków, zmniejszyłoby emisje związane z dystrybucją jedzenia jedynie o 9 proc. W przeciwdziałaniu zmianom klimatu większe znaczenie mają, według badaczy, inne ograniczenia dotyczące naszych diet.

"W Polsce ten biznes nie kwitnie"

Nie zawsze hodowla zwierząt jest spowodowana wyłącznie zamiłowaniem części ludzi do mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego.

Na obszarach, gdzie absolutnie nie da się uprawiać zbóż czy warzyw ze względów klimatycznych, czyli np. na rozległych terenach półsuchych hodowla zwierząt może być tak naprawdę jedyną opcją, żeby mieć jakąś żywność dla siebie czy do sprzedaży, żeby kupić coś innego - zauważa Sierpińska i dodaje: Są takie hodowle, które mają dużo mniejszy ślad środowiskowy.

Rolnictwo intensywne i hodowla przemysłowa - są ukierunkowane na zysk, ale z dużym nakładem pracy i środków finansowych. W przypadku rolnictwa daje duże plony. Dominują w krajach wysokorozwiniętych, a także tych, które mają małą powierzchnię i dużą liczbę ludności np. Holandii. Charakteryzują się także wysokim zmechanizowaniem, a także intensywnym nawożeniem i stosowaniem środków ochrony roślin.
Rolnictwo ekstensywne - wysokie nakłady pracy, ale niskie koszty. Nie stosuje się tu za to sztucznych środków wspomagających uprawy. Jest popularne w krajach mniej rozwiniętych gospodarczo, a także takich, które dysponują rozległymi terenami np. USA, ale i Rwanda. Duże zbiory osiąga się przez uprawę ogromnych terenów.
Rolnictwo ekologiczne - taka produkcja żywności, która skupia się na korzystnych dla środowiska praktykach takich jak różnorodność biologiczna, uwzględnianie cyklów przyrody ochrona zasobów naturalnych, dbanie o dobrostan zwierząt i stosowanie naturalnych środków.

W 2020 roku w Polsce uprawy ekologiczne stanowiły 3,5 proc. gruntów rolnych. Cele stawiane przez Komisję Europejską zakładają z kolei, że do 2030 roku takich powierzchni na terenie Unii Europejskiej ma być co najmniej 25 proc.

W Polsce raczej można powiedzieć, że ten biznes nie kwitnie. Kilkanaście lat temu trend był wzrostowy. W pewnym momencie tych gospodarstw zaczęło się robić coraz mniej. Oprócz trendów rynkowych, czyli cen produktów itp. dochodzi też szereg innych czynników np. konieczność uzyskania certyfikatów ekologicznych. Inwestowanie w taki biznes jest o tyle problematyczne, że musi się to spinać finansowo, ale i jest dużo formalnych przeszkód - zauważa Sierpińska. Zdaniem ekspertki, mimo utrudnień hodowla ekologiczna pozostaje najlepsza dla środowiska i to na niej powinniśmy się skupiać, chcąc powstrzymać zmiany klimatu.

Są takie regiony w Hiszpanii i Portugalii, gdzie jest krajobraz kulturowo-rolniczy. To jest niby krajobraz rolny, stworzony przez ludzi, ale on ma bardzo dużo zalet środowiskowych. Wygląda to tak, że są bardzo rozległe, trawiaste, porośnięte niską roślinnością tereny, gdzie rosną dęby. Tam można hodować krowy i świnie. Te drugie chodzą luzem i jedzą żołędzie z dębów. Mięso uzyskane z tych zwierząt jest bardzo drogie, bo nie są one stłoczone - opowiada Sierpińska.

Taki sposób hodowli sprawia, że mięso jest lepszej jakości, a jego produkcja nie wpływa aż tak negatywnie na środowisko.

Można w taki sposób wręcz stwarzać jakieś nisze, gdzie mogą żyć dzikie gatunki. Jeżeli to byłoby po prostu przekształcone w intensywną hodowlę, czy w jakiś inny obszar to cały ekosystem by znikł - uważa ekspertka.

Eko chce więcej?

Z hodowlą ekologiczną wiążą się też kontrowersje. Badacze z Uniwersytetu Technicznego Chalmersa w Szwecji, których analiza ukazała się w 2018 roku w czasopiśmie "Nature", wykazali, że żywność pochodząca z upraw ekologicznych może mieć większy wpływ na klimat niż uprawy konwencjonalne, ponieważ wymaga większej powierzchni.

Większość wycinek lasów tropikalnych nie jest pod żywność ludzi, tylko pod paszę dla zwierząt - argumentuje Sierpińska.

Badaczka uważa, że kiedy spadnie spożycie mięsa to ludzie nie będą potrzebowali już tak dużo ziemi pod uprawy.

W ten sposób luzujemy tę ziemię np. pod uprawy ekologiczne, które produkują warzywa i mięso, ale dużo droższe i zupełnie innej jakości - dodaje.

Naukowcy, nie tylko klimatolodzy, ale i lekarze, zdecydowanie wskazują, że zmiana diet jest konieczna. Regularne publikacje wydawnictwa "Lancet" pokazują, że obecne diety ludzi są niemożliwe do utrzymania choćby dlatego, że są niezdrowe. Np. Amerykanie zużywają 6 razy więcej czerwonego mięsa niż jest w zaleceniach dietetycznych, a Europejczycy, uśredniając tutaj wszystkich, mniej więcej 3 razy. To po prostu jest też źródłem bardzo wielu chorób cywilizacyjnych i dużej ilości innych problemów. Jeżeli będziemy chcieli to utrzymać to będziemy mieli coraz większą epidemię chorób cywilizacyjnych i coraz większe problemy środowiskowe - puentuje specjalistka od zmian klimatycznych.

Dieta dla klimatu

Ograniczenie spożywania mięsa, ale również rezygnację z produktów wysokoprzetworzonych zaleca dietetyczka Roksana Środa.

Zmiana klimatu powinna wpłynąć w sposób pośredni na to, że odżywiamy się lepiej - uważa Środa i wskazuje, że im bardziej roślinna dieta, tym lepsza dla klimatu.

Każde ograniczenie produktów pochodzenia zwierzęcego będzie miało tutaj pozytywny wpływ. Nawet jeżeli nie chcemy zrezygnować w 100 proc. z mięsa, bądź zdrowie nam na to nie pozwala, bo też są takie sytuacje - to warto maksymalnie je ograniczyć, a w zamian wprowadzić produkty pochodzenia roślinnego - uważa ekspertka.

Wege pułapki

Dietetyczka radzi także, aby podczas zakupów wybierać lokalne produkty.

Polecam bazować na podstawowych produktach, z których samodzielnie przygotowujemy potrawy, czyli warzywa, owoce, zboża, kasze, makarony, rośliny strączkowe. Natomiast produkty przetworzone, jak na przykład roślinny zamiennik mięsa czy jakieś gotowe dania wegańskie raczej powinny być dla nas dodatkiem. Warto przy takich produktach zwrócić uwagę na różnego rodzaju barwniki, konserwanty, duże ilości oleju koksowego, który dla nas również jest tłuszczem nasyconym, cukru, syropu glukozowo-fruktozowego. Ten produkt (zamiennik mięsa - przyp. red.) ma nam teksturą, smakiem i konsystencją przypominać mięso, czego nie jesteśmy w stanie zrobić na podstawie wyłącznie warzyw, więc tych dodatków często jest bardzo sporo - tłumaczy.

Niestety bywa tak, że tłuszcze nasycone pochodzenia zwierzęcego zamieniamy na tłuszcze nasycone pochodzenia roślinnego, jak chociażby oleje utwardzone - ostrzega Środa i zachęca do czytania składu produktów.

Nie warto ślepo wierzyć, że produkty wegańskie będą w 100 proc. zdrowe, bo jednak zdarzają się takie, które niestety ze zdrowiem mają niewiele wspólnego - radzi dietetyczka.

Chcesz przejść na dietę roślinną? Ekspertka radzi:
- skonsultuj się ze specjalistą np. dietetykiem
- dbaj o odpowiednią ilość białka w diecie
- ograniczaj mięso i wprowadzaj produkty roślinne stopniowo
- suplementuj witaminę B12 - to często deficytowy składnik w diecie roślinnej
- sprawdzaj się czy nie masz niedoborów witamin, składników odżywczych
- urozmaicaj swoją dietę o różnorodne produkty nieprzetworzone, owoce i warzywa

Roksana Środa uważa, że nawet niewielkie zmiany na lepsze w naszej diecie mają wpływ na ograniczenie zmian klimatu.

Dużo mówi się o mięsie i nabiale, a zapominamy o tym, że np. produkcja słodyczy przemysłowych też ma wpływ na klimat. Im zdrowsza dieta i mniej przetworzona, im więcej w nich produktów naturalnych roślinnych i zbożowych tym lepiej dla klimatu - podkreśla dietetyczka.

Mamy wybór... jeszcze

Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak wielu możliwości wyboru tego, co jemy. W przyszłości może się to zmienić. Już teraz kryzys klimatyczny wpływa na to, co hoduje się lub uprawia w różnych regionach świata.

Zmiana zachodzi przede wszystkim w przypadku zwierząt. Np. krowy bardzo źle znoszą upały. Jeśli robi się coraz goręcej to ktoś, kto ma stado mleczne może się zastanawiać czy założyć klimatyzację w oborze czy w ogóle zrezygnować z tej hodowli i przerzucić się na zwierzęta, które są bardziej odporne - wskazuje Anna Sierpińska.

O śmiertelnych dla zwierząt upałach informowano całkiem niedawno - w połowie czerwca. Departament Zdrowia i Środowiska USA przekazał wtedy, że na skutek wysokiej temperatury w Kansas odnotowano co najmniej 2 tys. przypadków śmierci bydła. Termometry pokazywały w stanie, który jest jednym z głównych producentów zwierząt tego typu w Ameryce, aż 38 st. C.

Zmiany widać także w Polsce, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu kukurydzę uważano za uprawę egzotyczną, a obecnie jest ona powszechna.

Rolnictwo przyszłości

Trendy, zapoczątkowane przez zieloną rewolucję w latach 60. XX, odwracają się. Współczesne rolnictwo odchodzi np. od dużych hodowli przemysłowych.

Naukowcy wskazują, że lepiej byłoby pójść w kierunku gospodarstw, które mają bardziej zróżnicowaną produkcję. Najlepiej i zwierzęcą i roślinną - uważa Anna Sierpińska i wskazuje, że rolnictwo przyszłości musi kłaść duży nacisk na jakość gleby. Uprawne warstwy skorupy ziemskiej utraciły już od 20 do nawet 60 proc. węgla organicznego. To parametr, którego wysokość pozwala określić czy dana gleba jest żyzna.

Bez dobrej gleby nie jesteśmy w stanie niczego uprawiać. W rolnictwie przyszłości największy nacisk trzeba kłaść na to, aby gleba była w jak najlepszym stanie, miała jak najwięcej materii organicznej i jak najlepszą strukturę - wyjaśnia popularyzatorka nauki.

Aby to osiągnąć trzeba ograniczyć wykorzystywanie w rolnictwie sztucznych nawozów.

Jak czytam różne raporty to jest dla mnie trochę taki powrót do przeszłości - zauważa Sierpińska. Naukowcy radzą także, aby stosować coś, co już dobrze znamy - płodozmian.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu był on bardzo popularny. Płodozmian, czyli najpierw ziemniaki, później pszenica, jęczmień. Na tym samym polu zmieniało się kiedyś rodzaj uprawy, co miało pozytywny wpływ na glebę - wyjaśnia badaczka.

W rolniczym "powrocie do przeszłości" pomóc mogłyby nam także najnowsze zdobycze technologiczne np. aplikacje, które umożliwiają bardziej precyzyjne planowanie prac na polu.

Potrzeba nam trochę przeszłości z dodatkiem nowoczesności, elektroniki, kontroli i lepszego zarządzania - puentuje Sierpińska.

Uzależniliśmy się

Atak Rosji na Ukrainę zachwiał bezpieczeństwem żywnościowym całego świata, pokazał, jak mocno poszczególne państwa są od siebie uzależnione. Nasz wschodni sąsiad przed wojną odpowiadał za 12 proc. światowej produkcji pszenicy, 15 proc. produkcji kukurydzy oraz połowę globalnej produkcji oleju słonecznikowego.

Rosja i Białoruś były z kolei kluczowymi dostawcami nawozów, a także półproduktów do ich wytwarzania. Udział w tych państw w światowym eksporcie nawozów potasowych wynosił blisko 40 proc., a w przypadku nawozów azotowych, istotnych z punktu widzenia Unii Europejskiej, liczba ta wynosiła ok. 12 proc.

Anna Sierpińska uważa, że praktyki takie jak np. zróżnicowanie upraw mogą pomóc w przeciwdziałaniu zmianom klimatu, ale także i wesprzeć lokalne bezpieczeństwo żywnościowe, a tym samym zmniejszyć zależność poszczególnych państw od eksportu podstawowych środków spożywczych.

Problemem są też na pewno kwestie handlu, gdzie tańsze, importowane produkty powodują wypieranie z rynku produktów wytwarzanych na miejscu, co w dłuższej perspektywie może powodować zmniejszenie krajowej produkcji, a tym samym obniżenie bezpieczeństwa żywnościowego. W przypadku np. produktów pochodzących z Unii Europejskiej niższa cena bierze się m.in. z subsydiów do produkcji rolniczej, co rodzi pytania o uczciwość konkurencji na np.: rynkach afrykańskich - wskazuje.

Powody do optymizmu

Najnowsze dane Our World in Data, strony internetowej tworzonej przez naukowców, która za pomocą danych statystycznych przedstawia różne problemy świata, pokazują, że nasze podejście do ochrony środowiska naturalnego zmienia się.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat globalnie częściej oddawaliśmy ziemię naturze, niż ją zabieraliśmy. Co ważne, przy spadku areału przeznaczanego na hodowlę zwierząt i uprawę zbóż, nadal produkujemy coraz więcej żywności.

Polska jest w czołówce krajów, gdzie ubywa ziem wykorzystywanych w rolnictwie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego powierzchnia użytków rolnych spadła w naszym kraju między latami 1990 i 2017 o 21 proc. i wynosi ponad 14 tys. hektarów. To najmniej w historii Polski.

Tekst powstał we współpracy z Nauką o klimacie.