W siedzibie warszawskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego trwało posiedzenie sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Posłowie poznawali kulisy udaremnionej przez ABW próby wysadzenia budynku Sejmu. Po posiedzeniu opinię w imieniu speckomisji wygłosił jej szef Konstanty Miodowicz, który powiedział, że sugestie o wykreowaniu przez ABW sprawy zamachu bombowego są nieprawdziwe.

REKLAMA
Zobacz również:

Mamy do czynienia z przecięciem przygotowań do zbrodniczego zamachu - powiedział Miodowicz po informacjach przedstawionych przez szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka i oficerów odpowiedzialnych za operację. Dodał, że sposób poinformowania opinii publicznej o całej sprawie "wpisuje się w standardy prezentowania tego rodzaju informacji".

Posiedzenie odbyło się nie na Wiejskiej, ale w siedzibie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ponieważ pierwotnie jego jedynym tematem miało być działanie struktur terenowych ABW. I to dlatego już kilka tygodni temu zaplanowano, że odbędzie się podczas wizytacji jej warszawskiej delegatury.

Ujawnienie sprawy zatrzymania Brunona K. wywołało jednak natychmiastową prośbę komisji o przedstawienie im szczegółów operacyjnego rozpracowania i zatrzymania niedoszłego zamachowca. Czy w otoczeniu Brunona K. byli agenci, ilu, czy nie oni inspirowali przygotowania do zamachu - o to pytali posłowie. Posłów interesuje też, od którego momentu mężczyzna był pod kontrolą operacyjną i co naprowadziło służby na mężczyznę. Pojawiło się też pytanie, dlaczego nie aresztowano wszystkich osób zaangażowanych w przygotowanie zamachu skoro wiemy, że Brunon K. werbował i szkolił inne osoby. Czy byli to po prostu agenci ABW? Kluczowe wydaje się ustalenie, czy za terrorystycznymi planami stoi ktoś trzeci. Sam Brunon K. zeznał, że był inspirowany, a służby twierdzą, że sam planował zamach.

Informację członkom komisji przedstawił szef Agencji Krzysztof Bondaryk w towarzystwie prowadzących sprawę oficerów. Posłowie są jednak zobowiązani do zachowania szczegółów rozmowy w tajemnicy.