Rosjanie celowo opóźnili ogłoszenie decyzji o wycofaniu swoich wojsk z Chersonia na południu Ukrainy – twierdzi stacja CNN, powołując się na źródła w służbach wywiadowczych USA. Zdaniem amerykańskich dziennikarzy Moskwa obawiała się, że taka wiadomość może wpłynąć na lepszy wynik Demokratów w wyborach do amerykańskiego Kongresu.

REKLAMA

Zakończenie głosowania w Stanach Zjednoczonych było dla Rosjan warunkiem, od którego uzależniali moment ogłoszenia decyzji w sprawie Chersonia. Władzom w Moskwie zależało na jak najlepszym wyborczym wyniku Republikanów, utożsamianych z bardziej asertywnym podejściem wobec Ukrainy. W rzeczywistości na froncie Kreml miał jednak niewiele innych możliwości operacyjnych poza odwrotem i szykował się do tego przedsięwzięcia przez kilka tygodni - powiadomił CNN.

W ocenie rozmówców amerykańskiej stacji Rosja źle obliczyła potencjalny wpływ wycofania swoich wojsk na rezultat wyborów za oceanem.

"Wątpię, żeby mieszkańcy USA rzeczywiście to zauważyli. (...) Mimo całego rozgłosu towarzyszącego operacjom (Kremla) w sferze informacyjnej i politycznej ingerencji (Rosjan za granicą), generalnie oni nie są w tym wcale tacy świetni. Mieliśmy tam (w Rosji - przyp. RMF FM) do czynienia z jakimś fundamentalnym nieporozumieniem w sensie kulturowym" - oceniły źródła CNN, odnosząc się do kalkulacji Moskwy dotyczących odwrotu z Chersonia i wpływu tej decyzji na amerykańskie wybory.

Chersoń w rękach Ukraińców

Chersoń i zachodnia część obwodu chersońskiego, położona na prawym (zachodnim) brzegu Dniepru, zostały wyzwolone w piątek 11 listopada. W nocy z poniedziałku na wtorek pojawiły się pierwsze niepotwierdzone doniesienia, że ukraińskie siły wkroczyły do miejscowości Kachowka i Nowa Kachowska, leżących po drugiej stronie rzeki. W ocenie brytyjskiego resortu obrony rosyjskie dowództwo wojskowe na Chersońszczyźnie zostanie niebawem ewakuowane do Heniczeska nad Morzem Azowskim.

Według najnowszych doniesień demokraci powinni utrzymać większość w amerykańskim Senacie. Wciąż nie ma rozstrzygnięcia, jeśli chodzi o Izbę Reprezentantów. Demokraci mają tam zapewnione 204 mandaty, zaś republikanie - 211, podczas gdy do zdobycia większości potrzeba 218.