Bezzałogowa sonda Voyager 1, która od 49 lat przemierza przestrzeń kosmiczną, zmaga się z coraz większymi problemami z zasilaniem. NASA zdecydowała o wyłączeniu kolejnego instrumentu naukowego, by przedłużyć działanie najdalszego, wciąż aktywnego urządzenia wysłanego przez człowieka poza Układ Słoneczny.

REKLAMA

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Voyager 1 został wystrzelony z Ziemi w 1977 roku. Początkowo jego misja obejmowała przeloty obok Jowisza i Saturna, jednak z czasem sonda otrzymała nowe zadania: badania krańców heliosfery, opuszczenie Układu Słonecznego oraz pomiary w przestrzeni międzygwiazdowej. W 2012 roku Voyager 1 jako pierwszy w historii przekroczył heliopauzę - granicę oddzielającą przestrzeń wpływu Słońca od przestrzeni międzygwiazdowej.

Na pokładzie Voyagera 1 znajdowało się pierwotnie dziesięć instrumentów naukowych. Większość z nich już nie działa. Teraz NASA zdecydowała o wyłączeniu kolejnego - Low-energy Charged Particles (LECP).

Instrument ten, działający niemal nieprzerwanie od startu sondy, mierzył niskoenergetyczne cząstki naładowane, dostarczając cennych danych o strukturze ośrodka międzygwiazdowego. Decyzja o wyłączeniu LECP była zaplanowana od dawna i wynikała z ustalonej kolejności wygaszania urządzeń na pokładzie. W bliźniaczej sondzie Voyager 2 ten sam instrument wyłączono już w marcu 2025 roku.

Voyager 1 zasilany jest radioizotopowymi generatorami termoelektrycznymi opartymi na plutonie. Z biegiem lat ich moc stopniowo słabnie - z początkowych 475 W do coraz niższych wartości. Według szacunków, energii wystarczy jeszcze do około 2036 roku. Wtedy sonda najprawdopodobniej zamilknie na zawsze.

Obecnie Voyager 1 znajduje się 25,4 miliarda kilometrów od Ziemi, czyli 169,8 jednostek astronomicznych (au). Dla porównania, jego bliźniacza sonda Voyager 2 oddalona jest o 21,35 miliarda kilometrów (142,7 au). Przewiduje się, że w listopadzie 2026 roku Voyager 1 osiągnie dystans jednego dnia świetlnego od Ziemi - około 25,9 miliarda kilometrów.