Zaproszenie dla amerykańskiego wysłannika Jeffa Landry’ego na prestiżowy wyścig psich zaprzęgów na Grenlandii zostało wycofane po interwencji tamtejszej Federacji Psów Zaprzęgowych. Organizacja podkreśliła, że nie była informowana o inicjatywie prywatnej firmy turystycznej, która samodzielnie zaprosiła przedstawiciela prezydenta USA.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
O sprawie pisze agencja AFP. Grenlandzka Federacja Psów Zaprzęgowych (KNQK) uznała, że zaproszenie Jeffa Landry’ego, wysłannika amerykańskiego prezydenta na Grenlandię, bez jej wiedzy było niewłaściwe.
Jak informuje lokalny nadawca KNR, zaproszenie, wystosowane przez jedną z prywatnych firm turystyczne, zostało już wycofane.
Sprawa wyszła na jaw w okresie wzmożonych napięć związanych z Grenlandią, autonomicznym terytorium Danii, na którego przejęcie naciska Donald Trump i członkowie jego administracji.
Jak zauważa AFP, sprawa odwołanego zaproszenia dla Jeffa Landry'ego przypomina zeszłoroczną wizytę na wyspie wiceprezydenta USA J.D. Vance'a i jego żony. Para, mimo braku oficjalnego zaproszenia, postanowiła odwiedzić Grenlandię z okazji jej dorocznego wyścigu psich zaprzęgów.
Wywołało to liczne protesty w Danii, która oceniła plany amerykańskiego wiceprezydenta jako "nieakceptowalną presję". W rezultacie Vance z żoną zmienili trasę wizyty i zamiast na psi wyścig udali się do amerykańskiej bazy wojskowej położonej na północnym zachodzie wyspy.
Jeff Landry, który pełni rolę gubernatora Luizjany, miał sam poprosić o prezydenta USA o powierzenie mu funkcji specjalnego wysłannika USA na Grenlandię - poinformował portal Louisiana Illuminator. Przypominając o napięciach między USA i Europą w sprawie Grenlandii, portal podkreślił, że kwestią otwartą pozostaje, "na ile sensowne jest, by gubernator Luizjany angażował się w delikatne, międzynarodowe negocjacje, (...) a jednocześnie zarządzał jednym z najbardziej wymagających stanów w kraju".