Sekretarz generalny NATO wcielił się w rolę pośrednika między USA i Europą. Mark Rutte podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim w Brukseli stanowczo podkreślił, że Europa nie jest w stanie samodzielnie się obronić bez wsparcia Stanów Zjednoczonych. Ostrzegł także Europejczyków, że ewentualne wycofanie się Ameryki z systemu obronnego, będzie słono kosztować.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Mark Rutte nie pozostawił złudzeń co do możliwości samodzielnej obrony Europy.
Jeśli ktoś tu uważa, że Unia Europejska lub Europa jako całość może się obronić bez USA, niech dalej marzy. Nie możemy. Potrzebujemy siebie nawzajem - powiedział Rutte. Dodał, że aby Europa mogła samodzielnie zadbać o swoje bezpieczeństwo, musiałaby zwiększyć wydatki na obronność do 10 proc. PKB i zbudować własny potencjał nuklearny, co kosztowałoby miliardy euro.
W takim scenariuszu stracicie ostatecznego gwaranta naszej wolności, jakim jest amerykański parasol atomowy. Więc tak: powodzenia - mówił Rutte.
Wystąpienie szefa NATO miało miejsce po burzliwym okresie dla Europy i jej sojuszników. Prezydent USA Donald Trump ponownie podniósł temat amerykańskich roszczeń wobec Grenlandii, choć podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos wykluczył użycie siły w celu aneksji wyspy.
Rutte, który wydaje się podejmować próby łagodzenia napięć wewnątrz Sojuszu, pochwalił Trumpa za zwrócenie uwagi na kwestie bezpieczeństwa w Arktyce, podkreślając rosnącą aktywność Rosji i Chin w tym regionie.
Rutte zapowiedział, że NATO skupi się na dwóch głównych kierunkach w sprawie Arktyki i Grenlandii. Po pierwsze, Sojusz ma wziąć większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu, by ograniczyć wpływy Rosji i Chin. Po drugie, kontynuowane będą rozmowy trójstronne między USA, Danią i Grenlandią, choć sam sekretarz generalny nie będzie w nich uczestniczył.
W ostatnich dniach Trump ogłosił, że osiągnął z Ruttem ramowe porozumienie w sprawie Grenlandii, co miało skłonić USA do rezygnacji z nałożenia ceł na kraje europejskie sprzeciwiające się planom aneksji. Szczegóły tego porozumienia pozostają jednak nieznane, a rola Ruttego w negocjacjach nie jest do końca jasna.
Władze duńskie także sprawiają wrażenie, że nie w pełni zostały poinformowane o realnych wynikach rozmów w sprawie Grenlandii. Kilka dni temu wizytująca wyspę premier Mette Frederiksen przyznała, że dostrzega "zmianę tonu" w wypowiedziach Donalda Trumpa i widzi, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie upiera się już, by rozszerzyć terytorium, niemniej jednak sytuacja nadal "jest bardzo poważna".
Cytowany przez BBC Per Stig Moeller, były szef duńskiej dyplomacji, przyznał, że sprawa jest bardzo delikatna i "może ulec zmianie w każdej chwili".